Reklama

Reklama

​"Rzeczpospolita": Polska prokuratura zbagatelizowała kilka wątków afery

Fikcyjne małżeństwa braci R., pranie pieniędzy - polska prokuratura zbagatelizowała te wątki w śledztwie dotyczącym afery podkarpackiej, pisze wtorkowa "Rzeczpospolita".

Przypomnijmy, że afera podkarpacka dotyczy rzekomych sekstaśm nagranych w agencjach towarzyskich na Podkarpaciu prowadzonych przez Ukraińców - braci R. Skala miała być szokująca. Z nieoficjalnych informacji, jakie od wielu miesięcy opisują na łamach "Rzeczpospolitej" Izabela Kacprzak i Grażyna Zawadka wynika, że istnieją 4 tys. taśm, na których mają być m.in. ważni politycy, wiceminister obrony, arcybiskup i szef jednej z komend policji.

Reklama

Taśmami interesowały się w przeszłości ukraińskie służby - donosiła "Rzeczpospolita". Jak spekulowano, rzekome taśmy miały ostatecznie trafić na Ukrainę, a do jednej z nich miał dotrzeć były agent CBA Wojciech J. Z zeznań Wojciecha J. wynika, że dostał on od szefa CBA polecenie sprawdzenia informacji o krążących nagraniach. Wtedy miał widzieć jedno z nagrań (przekazane mu przez informatora). Jak utrzymuje były agent, na nagraniu widać wpływowego polityka PiS z nieletnią dziewczyną.

CBA zaprzecza tym doniesieniom, twierdząc że są one kłamstwem.

Kolejne wątki

"Rzeczpospolita" zapoznała się z aktami sprawy karnej przeciwko braciom R. i dotarła do kolejnych interesujących wątków, które polska prokuratura pominęła. Jedną ze zbagatelizowanych przez prokuraturę kwestii są fikcyjne małżeństwa braci.

Jak twierdzi świadek Ryszard K. (rzeszowski przedsiębiorca, który potwierdził informacje z zeznań Kosteckiego o korupcyjnym układzie braci R. z CBŚ), R. zawarli fikcyjne małżeństwa za pieniądze, by zdobyć polskie obywatelstwo. "Każda dostała po 3 tys. dolarów" - zeznał K., cytowany przez gazetę, dodając, że jedna z kobiet była z Lublina, druga z Ustrzyk Dolnych. Mężczyźni faktycznie dostali polskie obywatelstwa w oparciu o małżeństwa polsko-ukraińskie. Związki te szybko zakończyły się rozwodami - czytamy.

Bracia, skazani wyłącznie za sutenerstwo, mieli także, zdaniem świadka, ściągać do agencji dziewczyny z Ukrainy na rzekome kursy jubilerskie. Świadek dodaje, że był to sposób na wyłudzenie wiz do Polski.

Ryszard K. zeznał również, że bracia przez lata byli jego cichymi wspólnikami, mieli m.in. nieoficjalne udziały w lokalu Flamingo w Jaśle - czytamy.

Więcej w "Rzeczpospolitej".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne