Reklama

Reklama

"Rzeczpospolita": PO potrzebuje świeżej krwi

​Straszenie powrotem IV RP, kiedy do wyborów idą młodzi, jest pomyłką - mówi poseł Platformy Ireneusz Raś w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej".

Poseł PO pytany o to czy Bronisław Komorowski jest porażką jego ugrupowania odpowiada, że jest to wspólna przegrana całej partii, która była jedną drużyną.

- Nikt się nie spodziewał takiego rezultatu - dodaje.

"Rzeczpospolita" przypomina, że kilka miesięcy temu, kiedy Andrzej Duda był jeszcze politykiem szerzej nieznanym, Bronisław Komorowski cieszył się poparciem ponad 80 proc. społeczeństwa.

- Ten wynik jest niezwykły. Kampania prezydencka 2015 i wynik wyborów będą przedmiotem niejednej habilitacji. Jest kilka przyczyn przegranej prezydenta. Ospałość w pierwszej turze kampanii, ciągłe tłumaczenie się i gra defensywna, brak scenariusza na sytuacje kryzysowe. Prezydent Komorowski słusznie przed drugą turą rozpoczął ofensywę, chwalił dokonania PO, a nie odcinał się od nich. Na przyszłość musimy zmienić wiele - komentuje Ireneusz Raś. 

Reklama

Dziennik dopytuje także o winnych porażki. - Każdy zna ich nazwiska. Ale to nie jest czas palenia stosów. Mogło być gorzej, gdyby premier Kopacz nie wysłała do pracy Michała Kamińskiego. Zabrakło dwóch-trzech tygodni kampanii takiej jak na finiszu, by nasz prezydent cieszył się zwycięstwem - odpowiada poseł.

- Musimy uderzyć się w piersi i wiele zmienić, z pokorą, ale wewnętrzną siłą poprowadzić PO do sukcesu w jesiennych wyborach. Nie potrzebujemy się przechylać w lewo ani skręcać mocniej w prawo. Nie potrzebujemy podszeptów publicystów i byłych polityków. Platforma potrzebuje świeżej krwi - dodaje.

Gazeta dopytuje również o nowe nazwiska dla PO - Napieralski, Olejniczak, Rozenek do PO?

- To nie jest recepta na sukces. PO potrzebuje nowych twarzy. W ostatnim czasie się przytkała. Teraz musimy się otworzyć na młodych ludzi z organizacji pozarządowych, samorządów i spoza partii, którzy wniosą energię do Platformy. Sam byłem takim człowiekiem, który został zaproszony do PO w 2005 r. - odpowiada Ireneusz Raś. 

- Straszenie PiS-em jest kontrproduktywne. Mało kto pamięta dzisiaj rządy Kaczyńskiego. Straszenie powrotem IV RP, kiedy do wyborów idą młodzi, antysystemowcy i głównie ci, którzy chcą zmiany, jest pomyłką. Nie trzeba PiS-em straszyć. PiS-owi wystarczy pozwolić działać. Czekam na debatę Kopacz-Kaczyński. Wygramy te wybory, tylko musimy rozpocząć ofensywę - dodaje.

Dziennik dopytuje również o wewnętrzne poparcie dla Ewy Kopacz: Grzegorz Schetyna nie chce się podporządkować?

- Na pewno rozumie, że liderem PO jest dziś Ewa Kopacz. Lider może być tylko jeden. W Platformie nie ma miejsca na dwuwładzę. Pani premier ma większość partyjną. Nie czas na spory. Jesienią musimy wygrać. Przed premier Kopacz pierwsza kampania, za którą będzie w pełni odpowiedzialna - odpowiada rozmówca gazety.

- Ewa Kopacz ustąpiła Bronisławowi Komorowskiemu, który realizował w pełni swoją wizję kampanii. W kampanię parlamentarną musi się zaangażować cała Platforma. Tym bardziej że premier jest w stanie podnieść partię, nakreślić zadania i poprowadzić do zwycięstwa. Platforma zawsze kojarzyła się z nadzieją, zawsze stawiała na trudne zadania. Udało się obronić Polskę przed globalnym kryzysem. Musimy przypomnieć to, co udało się nam dokonać, i to, co jeszcze przed nami. Prezydent Komorowski powinien się chwalić sukcesami PO w kampanii - dodaje.

Dziennikarz zapytał także o bunt konserwatystów w PO. 

- Nie ma i nie będzie podziałów w Platformie. Są sprawy do uregulowania, takie jak in vitro, w których każdy w partii głosuje zgodnie z własnym sumieniem - mówi Ireneusz Raś.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy