Reklama

Reklama

"Rzeczpospolita": Nikt nie podsłuchiwał prominentnych generałów?

Prokuratura oceniła, że nie ma dowodów na inwigilację szefów służb specjalnych po aferze taśmowej. Tezy oparto na plotkach - czytamy w środę w "Rzeczpospolitej".

Choć większość byłych szefów służb potwierdziła w prokuraturze, że doświadczyła sytuacji, które mogą wskazywać na inwigilację, to śledczym nie udało się ustalić, czy faktycznie generałowie byli na podsłuchu. Zaprzeczyła temu Komenda Główna Policji oraz Służba Kontrwywiadu Wojskowego i to wystarczyło, by śledztwo umorzyć - podaje gazeta.

Reklama

"W mojej ocenie sprawa nie została wyjaśniona" - mówi "Rzeczpospolitej" mec. Krzysztof Wąsowski, adwokat Maksa Kraczkowskiego, byłego posła PiS, dziś wiceprezesa PKO BP, jednego z pokrzywdzonych.

"Rzeczpospolita" dotarła do uzasadnienia umorzenia głośnego śledztwa wszczętego po artykułach Wojciecha Czuchnowskiego w "Gazecie Wyborczej" - "Służby tropią spisek" i "Generałowie na podsłuchu" - opublikowanych w lutym 2015 r.

"Wielce prawdopodobnym jest, że potencjalna kontrola operacyjna dotycząca numerów abonenckich szefów służb została poprzedzona uzyskaniem bilingów tych numerów" - czytamy w uzasadnieniu umorzenia. Prokurator zapytał więc operatorów komórkowych, czy policja, SKW i inne służby zwracały się z pytaniami o te numery. Odpowiedź była negatywna, bo Polkomtel i Orange stwierdziły, że nie ewidencjonują zapytań o bilingi, a Play odparł, że numer jednej z pokrzywdzonych osób nie był bilingowany.

Więcej w "Rzeczpospolitej".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy