Reklama

Reklama

"Rz": Więźniowie z Białołęki zgotowali Kosteckiemu piekło

Piekło - tak dzisiejsza "Rzeczpospolita" opisuje pobyt Dawida Kosteckiego w więzieniu w Białołęce. Były bokser narobił sobie wrogów we wszystkich poważniejszych grupach przestępczych, a jego zatargi przenosiły się na teren zakładów karnych, w których odsiadywał wyroki - podaje dziennik.

Dawid Kostecki siedział m.in. w Lublinie, Rzeszowie i - po decyzji sądu o przeniesieniu od 18 czerwca br. - w warszawskiej Białołęce, gdzie zmarł na początku sierpnia.

Reklama

Grażyna Zawadka i Izabela Kacprzak piszą na łamach "Rzeczpospolitej", że współwięźniowie w areszcie w Białołęce "zgotowali Dawidowi Kosteckiemu pogrom". Dziennikarki powołują się na znajomych byłego boksera, z którym od lat działali w przestępczym biznesie.

Zdaniem rozmówcy dziennika, Kostecki narobił sobie wrogów, bo przyznawał się do winy w różnych sprawach, co obciążało wielu przestępców.

Jednym z nich miał być Maciej M., kojarzony z tzw. grupą mokotowską, którego - jak czytamy w "Rz" - mają się bać nawet prokuratorzy. To człowiek bezwzględny - pisze gazeta i jako przykład podaje ostatni "wyczyn" M. Miał on zlecić oblanie kwasem 75-letniej staruszki w odwecie za to, że zeznawała przeciw niemu w sprawie o groźby karalne. To M. właśnie - według informatora dziennika - miał sprawić, że pobyt w Białołęce stał się dla Kosteckiego piekłem.

Samobójstwo czy upozorowana śmierć?

"Przedstawione fakty wskazują na to, że Kostecki zarówno mógł zostać zastraszony i dlatego popełnił samobójstwo, jak i to, że upozorowano jego śmierć" - czytamy w gazecie.

Jak podaje "Rz", w strukturach więziennych mówi się o clonazepamie - środku nasennym, który powoduje zwiotczenie mięśni. Prokuratura jak na razie nie wyklucza żadnych wątków, czeka na wyniki badania toksykologicznego.

Według ustaleń dziennika, Kostecki należał do subkultury więziennej - grypsował. Kiedy jednak dobrowolnie poddał się karze i przy okazji wsypał współoskarżonych, popadł w niełaskę. Według rozmówcy "Rz" w Lublinie Kostecki został pozbawiony przynależności do subkultury grypsujących i był wyzywany. W efekcie musiał być izolowany od innych więźniów.

W kolejnym zakładzie karnym - mimo zakazu więziennej "elity" - znów zaczął grypsować. Według informatora dziennika, miało się to spotkać z agresją kryminalnego środowiska.

"W tym kontekście wersja o samobójstwie Kosteckiego może być wiarygodna" - zaznacza "Rz". Jednocześnie gazeta przypomina, że Kostecki miał konflikt nie tylko z przestępczym światkiem w więzieniach, ale był też wrogiem m.in. funkcjonariuszy dawnego CBŚ, który ochraniał działające na Podkarpaciu agencje towarzyskie ukraińskich sutenerów - braci R.

Pełnomocnicy rodziny Kosteckiego domagają się powtórnej sekcji zwłok, by wyjaśnić, skąd wzięły się dwa ślady na szyi boksera. Prokuratura jeszcze nie podjęła decyzji w tej sprawie.

Były bokser Dawid "Cygan" Kostecki został 2 sierpnia br. znaleziony martwy w celi aresztu śledczego na Białołęce. Miał popełnić samobójstwo. Według oficjalnych ustaleń, przykryty kocem powiesił się na pętli z prześcieradła zaczepionej o górne łóżko.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy