Reklama

Reklama

"Rz": Marek Falenta chce badania wykrywaczem kłamstw

Marek Falenta, biznesmen odsiadujący wyrok za zlecanie podsłuchów w restauracjach, chce poddać się badaniu na wariografie. Decyzja o tym, czy zostanie zbadany tzw. wykrywaczem kłamstw, jest w rękach sądu i prokuratury - informuje w środę "Rzeczpospolita".

W środowym wydaniu "Rzeczpospolita" podaje, że obrońca Falenty złożył wniosek o bezzwłoczne zbadanie go przez biegłego poligrafera na wariografie.

"Wszystko wskazuje na to, że Falenta chce przekonać Sąd Najwyższy do swojej wersji zdarzeń - że nie on był zleceniodawcą nagrywania VIP-ów. O tym, jak miały wyglądać kulisy nagrywania, napisał w listach do najważniejszych osób w państwie, grożąc, że ujawni 'prawdę i mocodawców'. Wszystko w gestii sądu" - czytamy w "Rz".

Jak podała gazeta, "wniosek obrońcy Falenty o przebadanie go wariografem wpłynął 12 września do dyrektora Aresztu Śledczego na Służewcu, w którym biznesmen odbywa karę". "Jednak więziennicy uznali, że decyzja nie leży w ich gestii" - wskazuje dziennik.

Reklama

Rzeczpospolita cytuje także rzeczniczkę dyrektora generalnego Służby Więziennej ppłk Elżbietę Krakowską. "Brak jest podstaw do udzielenia przez dyrektora jednostki penitencjarnej zgody na badanie osoby osadzonej wariografem bez uprzedniego postanowienia, wydanego przez właściwy organ procesowy" - mówiła rzeczniczka SW w rozmowie z gazetą.

"Sąd Okręgowy w Warszawie nie odpowiedział nam, czy taką zgodę wyda. Odpowiedzieć nie chce też Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga prowadząca śledztwo w tzw. małej aferze taśmowej (Falenta ma w nim osiem zarzutów o udostępnianie nagrań)" - zaznacza "Rzeczpospolita".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy