Reklama

Reklama

Prof. Staniszkis: Duda powinien ws. Smoleńska poprosić o pomoc Obamę

Andrzej Duda, podobnie jak Lech Kaczyński, nie ma w sobie charyzmy. Co nie znaczy, że nie może być dobrym prezydentem - zaznacza w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" prof. Jadwiga Staniszkis. - Polacy wciąż nie poznali prawdy o Smoleńsku. Duda powinien poprosić o pomoc w tej sprawie Baracka Obamę - dodaje.

W ocenie prof. Jadwigi Staniszkis, Andrzej Duda w kilku miejscach zaznaczył oś zmiany. Skoncentrował się przede wszystkim na racji stanu. "Po drugie w kwestiach moralnych odbyła się pomiędzy nim a Bronisławem Komorowskim bardzo ciekawa wymiana zdań, która być może zaważyła na młodym pokoleniu. (...) Duda skupił się na pozytywnym przekazie "wolności do", a nie "wolności wykluczającej, co wydobyło labilność i bylejakość moralną kierunku, który proponował Komorowski" - wyjaśnia.

Profesor pytana o potrzeby wyborców Pawła Kukiza, którzy oddali głosy na Andrzeja Dudę, wskazuje na żądanie zmiany atmosfery hipokryzji, pozorów i bylejakości. "Duda pokazał wyborcom, że w sprawie godności ludzkiej nie może być kompromisu". (...)Duda nie ma charyzmy, która pociąga emocjonalnie, ale ma opór i pryncypialność, podobnie jak Lech Kaczyński. On chce zmiany w wymiarze socjoekonomicznym" - tłumaczy.

Reklama

Staniszkis podkreśla, że Andrzej Duda może stworzyć płaszczyznę dialogu, której nie było przy Bronisławie Komorowskim, a jako prezydent elekt powinien w pierwszej kolejności zwrócić się o pomoc do Baracka Obamy w sprawie Smoleńska. "Po 11 września USA mogły liczyć na pomoc Polski w Iraku, gdzie ponieśliśmy znaczne ofiary. Teraz czas się odwdzięczyć przy sprawie Smoleńska" - wyjaśnia.

Według Staniszkis, PiS ma szansę na zwycięstwo, "jeśli Duda otworzy przestrzeń do dyskusji dla uformowania profesjonalnej wizji rozwoju opartego na wartościach: wolność, sprawiedliwość i godność". Pytana o scenariusz dla  Platformy wskazuje, że może się podzielić. 

"Jeśli PO będzie się opierać na takich ludziach, jak Bartłomiej Sienkiewicz, który jest bufonem i frajerem, wcale nie tak bystrym, na jakiego się kreuje, to przegra" - zaznacza. 

Więcej w "Rzeczpospolitej"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy