Reklama

Reklama

Prasa: Od ludzkiej strony Polacy zapłacili bardzo wysoką cenę za nową wolność

Odważny krok, obawy, sukcesy, ofiary - niemiecka prasa o 10. rocznicy rozszerzenia UE, zwracając szczególną uwagę na Polskę.

"Spiegel Online" pisze o "Triumfie łagodnego imperium", tak określając UE. Komentator zaznacza, jak wielkie były obawy przed przyjęciem 10 nowych krajów członkowskich: "Wielkie były obawy, szczególnie w Niemczech. Tania siła robocza miała zalać niemiecki rynek pracy, rodzime firmy miały ugiąć się przed dumpingową konkurencją z Polski i Czech. UE z 25 państwami członkowskimi miała stać się niezdolna do rządów. I oczywiście wszystko miało przerastać Unię finansowo, bo przecież tym z Europy wschodniej chodziło tylko o to, by dorwać się do unijnej kasy subwencji dla rolnictwa i do funduszy strukturalnych. I w ogóle wszystko szło zbyt szybko i pochopnie, bo chwiejne demokracje na wschodzie Europy powinny najpierw wydorośleć.(...) Żadna z tych obaw się jednak nie sprawdziła. Zamiast tego przed 10 laty zaczęła się historia jednego z największych europejskich sukcesów".

Reklama

Nawiązując do aktualnej sytuacji "Spiegel" pisze: "Aż trudno sobie wyobrazić, jak w obliczu obecnego kryzysu ukraińskiego wyglądałaby sytuacja w Krajach Bałtyckich - gdyby UE przed 10 laty nie przyjęła w swój poczet Estonii, Litwy i Łotwy. Oczywiście, że na wschodzie Europy nie ma idylli. Korupcja w Bułgarii i Rumunii, niebezpieczny nacjonalizm na Węgrzech, w całej Europie wschodniej wciąż jeszcze panuje przerażająca bieda. Ale żaden z tych problemów bez członkostwa w UE nie byłby mniejszy; wiele z nich zaogniło by się jeszcze bardziej.

Tak więc 10. rocznica rozszerzenia Unii na wschód powinna stać się okazją do refleksji i uświadomienia sobie, jakim małym cudem jest to, że pół miliarda obywateli UE może bez przeszkód podróżować, nawet nie okazując dowodu osobistego".

"Die Welt" w artykule pod tytułem "Jakie to szczęście, że Europa wschodnia weszła do UE", podkreśla, że obecnie nie ma żadnej próżni pomiędzy Rosją i UE, a Zachód eksportował do niegdyś "chwiejnych państw" stabilizację. "Aż strach pomyśleć, co dziś mogłoby się stać w następstwie kryzysu ukraińskiego w Polsce czy w Estonii, gdyby kraje te nie należały do UE i NATO. Groźba wybuchu wojny byłaby znacznie większa".

Tygodnik "Die Zeit" w artykule "Tłuste lata Polski" zwraca uwagę przede wszystkim na to, jak członkostwo w UE odbierane jest w Polsce i co Polsce przyniosło. "Takiego sukcesu nie można było przewidzieć. Polskę uważano w roku 2004 za najgorzej przygotowanego kandydata spośród ogółem 10 państw. Reformy, jakich jeszcze na przedpolu członkowstwa wymagała Bruksela, były wdrożone w Polsce tylko częściowo. Aż roiło się od skandali korupcyjnych, w które zamieszani byli wszyscy ważni członkowie rządzącej wówczas SLD. Nazajutrz po unijnych uroczystościach, 2 maja 2004 ustąpić musiał ówczesny premier Leszek Miller. To, że Polska w ogóle mogła wejść do UE miało nie tyle ekonomiczne, co przede wszystkim polityczne względy. Zachodni politycy nie chcieli tego największego kandydata, z prawie 40-milionową populacją zostawić za płotem. Bez Polski rozszerzenie nie miałoby w ogóle sensu, twierdziło wielu".

Tygodnik pisze o tym, że obawy przed wejściem Polski do Unii były także po polskiej stronie , szczególnie w obozie konserwatywnym i wśród rolników, którzy obawiali się, czy ich produkty nie wytrzymają konkurencji z zachodnimi. Po stronie zachodnich, a szczególnie niemieckich firm było też bardzo wiele obaw. "Lecz żaden z tych 'czarnych scenariuszy' się nie spełnił się" - pisze "Die Zeit".

"Dziś siła polskiej gospodarki odpowiada 68 procentom unijnej średniej. Lecz mimo tego wielu Polaków nie chciało czekać, aż ich kraj osiągnie zachodnie standardy. Po roku 2004 dwa miliony Polaków wyemigrowało z reguły do Wielkiej Brytanii i Irlandii.

Emigracja młodych Polaków doprowadziła do tego, że w wielu wsiach zostali tylko starzy mieszkańcy i eurosieroty, dzieci bez rodziców wychowywane przez dziadków, że rozpadły się rodziny. Od tej ludzkiej strony Polacy zapłacili bardzo wysoką cenę za nową wolność".

"Tageszeitung" pisze o sceptycyźmie, jaki ogarnął Polsce przed przystąpieniem do UE i jak się to zmieniło. "Z tego sceptycyzmu niewiele pozostało, pomimo, że w minionych 10 latach wiele było ciosów i najróżniejszych debat o tradycyjnym wizerunku własnym Polaków: odwiecznych bohaterów i ofiar historii. Lecz w końcu odrzucono romantyczne wyobrażenie o Polsce jako 'Chrystusie Narodów', który może przynieść wolność także innym uciskanym narodom. To już definitywnie zamknięty rozdział polskich dziejów. Najnowsze sondaże CBOS ukazują nowy rekord: prawie 90 proc. ankietowanych ocenia pozytywnie członkostwo Polski w UE - niezależnie od wykształcenia i pozycji społecznej. (...) Analitycy z CBOS tłumaczą tak wysoką akceptację przede wszystkim aktualną sytuacją na Ukrainie. Wielu Polaków porównuje swoją własną sytuację, rozwój gospodarczy i polityczną pozycję ich kraju na świecie z sąsiedzką Ukrainą. Czy w roku 2004 Polska nie startowała z podobnej pozycji? Polacy z zaciśniętymi zębami, zakasanymi rękawami i niezłomną wolą sukcesu? Czy sił Ukraińców nie przerastają teraz bolesne reformy strukturalne, które od każdego z osobna wymagają ofiar w procesie transformacji od socjalizmu do gospodarki rynkowej?

Lecz wszyscy Polacy są zgodni co tego, że bez ponad 60 mld. euro pomocy z Brukseli ich kraj dziś wyglądałby zupełnie inaczej. Polska nie mogłaby się tak dobrze ustabilizować gospodarczo i politycznietakże dzięki politycznemu i instytucyjnemu wsparciu z Europy ".

Małgorzata Matzke/ Redakcja Polska Deutsche Welle

red.odp.: Barbara Cöllen

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje