Reklama

Reklama

Pawlak: Wkurzałem się, tłumaczyłem, ale Tusk nie chciał słuchać

"Awantura o Trybunał to zasłona dymna, za która dzieje się rzecz dużo ważniejsza - wprowadzenie szerokich uprawnień dla ministra sprawiedliwości. (...) Byłem premierem, znam mechanizmy władzy i dostaję gęsiej skórki" - mówi Waldemar Pawlak w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim. Wywiad z byłym premierem, wieloletnim posłem PSL, wicepremier w rządzie Donalda Tuska ukazał się na łamach "Dużego Formatu".

Zdaniem Pawlaka, obecny rząd "strzela sobie w stopę, tylko jeszcze o tym nie wie". Były premier wyjaśnia myśl na przykładzie spółek Skarbu Państwa.

"Obecnie dobrze jest widziane, żeby nowy zarząd złożył jakieś doniesienie do prokuratury na poprzedników. Niby takiego obowiązku nie ma, ale jakoś tak się dzieje, że to robią. To natychmiast prowadzi do zmiany stosunków między pracownikami. Ludzie od góry do dołu zaczynają myśleć tak: <Bezpieczniej nic nie robić, nie podejmować decyzji i niczego nie podpisywać. Co prawda mogą mnie zwolnić z pracy, ale nie wsadzą do więzienia>" - mówi w rozmowie z "Dużym Formatem".

Reklama

Zdaniem Pawlaka, "to, co PiS robi z Polską, jest wewnętrznie sprzeczne". Były premier uważa, że z jednej strony PiS "stara się zagarnąć jak najwięcej władzy", a z drugiej wprowadza mechanizmy, "które paraliżują struktury państwa strachem, bo wszystko, co zrobisz, może być użyte przeciwko tobie".

"Na tym się przejechaliśmy"

"W PO uważali, że trzeba robić autostrady, a sprawy społeczne uda się jakoś zaczarować. Nie mieli też cierpliwości zbyt długo siedzieć i wysłuchiwać innych. Po co tracić czas na rozmowy ze związkowcami i pracodawcami? (...) Na tym się wszyscy przejechaliśmy" - wyznaje Waldemar Pawlak.

Podkreślił też, że największym problemem rządu PO-PSL było to, że nie rozmawiano z różnymi grupami społecznymi, przez co "zdechł dialog społeczny".

"To się zaczęło około 2011 roku. Byłem przewodniczącym Komisji Trójstronnej, negocjowaliśmy ze związkowcami i pracodawcami podwyżkę płacy minimalnej. (...) Całe to towarzystwo zaakceptowało kwotę 1408 zł, nieco mniej niż chciały związki, ale więcej niż proponowali pracodawcy. Dobry kompromis. Przyniosłem to zadowolony na Radę Ministrów, tymczasem rząd to wyrzucił do kosza. Rostowski złożył wniosek, żeby wynegocjowaną z partnerami społecznymi płacę minimalną obniżyć o... 22 złote" - opowiada Pawlak.

"Mówiłem Tuskowi: <Słuchaj, jeśli się nie rozmawia przy stole, to się rozmawia na ulicy>. I wszystko się sprawdziło" - opowiada Pawlak. "Nie chcieli słuchać. Tusk zarządził głosowanie, przegrałem. (...) Rostowski się tylko uśmiechnął" - wspomina były premier.

"W końcu doszło do takiego klinczu, że związkowcy i pracodawcy w ogóle zerwali Komisję Trójstronną, bo czuli się całkowicie lekceważeni" - dodaje.

Podkreśla przy tym, że "przez prawie dwa lata przed wyborami nie prowadzono dialogu społecznego".

"Władza, która nie rozmawia, sama sobie szkodzi, bo przestaje wiedzieć, co w trawie piszczy" - mówi Pawlak w "Dużym Formacie". Dodaje, że "PiS potrafi odczytywać nastroje społeczne i bierze na sztandary problemy, którymi rzeczywiście trzeba się było wreszcie zająć". Ocenia jednak, że ich propozycje rozwiązań są "zabójcze".

Więcej w "Dużym Formacie".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje