Reklama

Reklama

Niemiecka prasa: Skandale częścią DNA Deutsche Bank

Prasa komentuje policyjne rewizje w biurach Deutsche Bank, podejrzanego o naruszanie przepisów podatkowych.

Ekonomiczny dziennik "Handelsblatt" stwierdza: "Dyrekcja Deutsche Bank była właściwie przekonana, że minął już okres licznych skandali tego banku. Ale najpóźniej od wkroczenia do jego biur 170 funkcjonariuszy policji, jasne jest, że szykuje się kolejny skandal. Nawet jeżeli jeszcze nie wiadomo, jak twarde są zarzuty rzekomego prania pieniędzy, obława w Deutsche Bank robi mu  straszliwy wizerunek. Tym bardziej, że ostatnio bank miał już złą prasę w roli banku korespondenta Danske Bank, przeciwko któremu toczy się śledztwo w związku z podejrzeniem o długoletnie pranie pieniędzy i to ponoć ponad 200 mld euro".

Reklama

"Die Welt" zaznacza: "Kto chce wiedzieć, w jakim stanie jest Deutsche Bank, ten nie musi czytać żadnych raportów analityków ani zawiłych bilansów, tylko wystarczy spojrzeć, jak rozwijał się kurs giełdowy jego akcji. Z 20 euro przed trzema laty spadł do 8,40. Mówiąc bokserskim żargonem: Deutsche Bank jest znokautowany i nie może pozbierać się z ringu".

"Hamburger Abendblatt" podkreśla, że "Deutsche Bank płaci wysoką cenę za grzechy przeszłości. Mieszanka pychy, chciwości i słabego charakteru rozłożyła na łopatki bank, który jeszcze przed 20 laty był największym bankiem na świecie. Częścią prawdy jest także to, że największej demolki dokonał Joseph Ackerman, który stał na jego czele od roku 2002 do 2012. Nie do pozazdroszczenia jest zadanie, jakie ma obecny prezes zarządu Christian Sewing. Musi posprzątać zgliszcza, które pozostawili mu jego poprzednicy. Zniszczyli nie tylko bilanse, ale także reputację banku".

We "Frankfurter Rundschau" czytamy, że "przez krótki czas można było prawie uwierzyć, że Deutsche Bank będzie mógł odnowić swój kompletnie zniszczony wizerunek. Było to w roku 2012, kiedy bank wreszcie rozstał się ze swoim dawnym kierownictwem i rozpoczął nowy rozdział z nowym szefem Johnem Cryanem (...) i innymi czołowymi menadżerami. Można było dać im wiarę, że chcą położyć kres wątpliwym pod względem moralnym czy wręcz przestępczym praktykom banku. Lecz tymczasem należy zapytać, czy takie podejrzane interesy nie są już przypadkiem segmentem DNA tego banku. Nie ma właściwie skandalu finansowego, w którym nie maczałby palców ten swego czasu największy niemiecki bank. Jego pracownicy mieli pełną dowolność w zawieraniu transakcji i nie potrafią się tego już chyba oduczyć, a być może sam bank na serio tego też nie chce".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama