Reklama

Reklama

Leszek Miller we "Wprost": Czynna polityka jest już poza mną

"Słowa, że kiedy umiera ktoś bliski, umiera też cząstka nas, brzmią może banalnie, ale są prawdziwe" - mówi po śmierci syna były premier Leszek Miller w rozmowie z Olgą Wasilewską z tygodnika "Wprost".

Leszek Miller junior zmarł w drugiej połowie sierpnia. Tragedia wstrząsnęła jego ojcem, byłym premierem Leszkiem Millerem. Tygodnikowi "Wprost" udzielił szczerego i obszernego wywiadu.

"Do śmierci syna wiedziałem, kim jestem i co jest w życiu ważne. Teraz nie wiem, jakim będę człowiekiem i co będę robił. Tragedia, która nas spotkała, głęboko przebudowuje świadomość, a przecież to jest dopiero początek drogi" - mówi Miller.

"Słowa, że kiedy umiera ktoś bliski, umiera też cząstka nas, brzmią może banalnie, ale są prawdziwe" - dodał.

W rozmowie z Olgą Wasilewską Leszek Miller opowiada o relacjach z synem i zapewnia, że miał z nim bardzo dobry kontakt. "Spotykaliśmy się niemal codziennie. Razem wyprawialiśmy się na narty, chodziliśmy do kina, jeździliśmy na wycieczki rowerowe i letnie wakacje. Kiedy wracałem z telewizji, radia albo gdy ukazał się jakiś wywiad ze mną, często dzwonił. "Dzisiaj byłeś naprawdę dobry" albo "Tym razem słabo wypadłeś". Gdy na początku sierpnia udzieliłem wywiadu "Wprost", też zadzwonił" - opowiada.

Polityk dodaje, że ostatnią osobą, która widziała Leszka Millera juniora, była jego partnerka. "Ostatnią osobą, która widziała syna żywego, była jego partnerka, z którą mieszkał. To był burzliwy związek. Ona mogłaby powiedzieć, jak wyglądały ostatnie godziny, ale to będzie "jej prawda", niekoniecznie obiektywna" - mówi Miller.

Miller był również pytany, czy nie szuka odpowiedzi w religii lub duchowości. "Dla mnie jest już na to za późno" - powiedział.

Reklama

Ogromne emocje po śmierci Leszka Millera juniora wywołała też okładka "Faktu", który umieścił tytuł: "Ojciec wybrał politykę, a syn sznur". Były premier przyznał, że "nogi się pod nim ugięły". "Nasi prawnicy wystosowali do wydawnictwa wezwanie przedsądowe, które było listą oczekiwań wobec redakcji. (...) Wobec braku odpowiedzi formalny już pozew został przesłany do sądu" - dodał. W konsekwencji tego zdarzenia redaktor naczelny pisma podał się do dymisji.

Tymczasem Miller zadaje też sobie pytanie, co dalej z polityką. Nie da się ukryć, że niemal na pewno usunie się w cień. O swoich planach na przyszłość mówi tak:

"Słucham o niej (o polityce - przyp. red.) jednym uchem z narastającym znużeniem. Nie zmienię świata, który mnie otacza ani się od niego nie odetnę, ale te sprawy nie są dla mnie najważniejsze. Nie ma minuty, żebym nie myślał, o tym co się stało. Teraz czuję się szczególnie odpowiedzialny za moich najbliższych, zwłaszcza za żonę i wnuczkę. Dwie najbliższe mi kobiety, które spodziewają się, że je w jakiś sposób ochronię. Wiem, że muszę temu oczekiwaniu sprostać. Czynna polityka jest już poza mną" - przekonuje.

Więcej w tygodniku "Wprost"

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy