Reklama

Reklama

"Gazeta Wyborcza": Nagroda "Solidarności" - milion euro

Milion euro ma wynieść przyznana przez Polskę w rocznicę wyborów 4 czerwca Nagroda "Solidarności". Jednak budżet wprost wyda na nią jedynie 50 tys. euro - informuje "Gazeta Wyborcza".

Laureat nagrody, do której kandydatów wskaże 15 zasłużonych postaci światowej kultury i polityki, otrzyma milion euro. Jednak bezpośrednio do niego trafi 250 tys. euro. Te pieniądze pochodzą z funduszu przedakcesyjnego.

Reklama

Kolejne 50 tys. euro otrzyma laureat lub grupa osób na "studialną podróż po Polsce". Ostatnia część nagrody - 700 tys. euro - to pieniądze z funduszu pomocowego MSZ, jakie laureat będzie mógł skierować na określony cel. Te pieniądze MSZ i tak by wydał.

Przypomnijmy, że  Nagroda Solidarności zostanie po raz pierwszy przyznana  w 25. rocznicę pierwszych częściowo wolnych wyborów parlamentarnych. Otrzyma ją osoba, która kierując się zasadami solidarności przyczyniła się do szerzenia demokracji.

Pomysłodawcą nagrody Radosław Sikorski

 - Na 25-lecie odzyskania wolności przez Polskę rząd ustanawia Nagrodę Solidarności w wysokości miliona euro, która będzie przyznana osobie, która dzisiaj walczy o wolność i nagroda ma jej w tym pomóc  - deklarował dziennikarzom szef MSZ Radosław Sikorski, który jest pomysłodawcą nagrody.

Jak wyjaśnił, będzie się ona składała z trzech segmentów: 250 tys. euro otrzyma laureat, 700 tys. euro będzie przeznaczone na programy polskiej pomocy rozwojowej wskazane przez nagrodzoną osobę i 50 tys. euro na podróż studyjną laureata po Polsce, "żeby zaznajomić go z naszą udaną walką o wolność".

Nagroda zostanie sfinansowana z funduszy pozabudżetowych pozostałych po europejskich funduszach przedakcesyjnych, które - zapewnił Sikorski - zabezpieczają ją na kilka lat.

Nagroda ma służyć "przypomnieniu światu" o Polsce

- Zwróciłem się ważnych osób z dziedziny walki o prawa człowieka i demokrację, w tym dwóch Polaków Lecha Wałęsy i Zbigniewa Bujaka, jako do nominatorów do nagrody. Decyzję podejmie Rada Fundacji Solidarności Międzynarodowej. Minister spraw zagranicznych będzie miał coś do powiedzenia - mówił Sikorski.

Jak zaznaczył, poza uhonorowaniem laureata za wysiłki na rzecz obrony demokracji na świecie nagroda ma służyć "przypomnieniu światu, że to w Polsce się zaczęło jeszcze przed upadkiem muru berlińskiego; że w Polsce już 4 czerwca miały miejsce pierwsze w bloku komunistycznych od drugiej wojny światowej częściowo wolne wybory i że Polska jest krajem, który dobrze wykorzystał swoją wolność, zarówno w sensie instytucjonalnym jak i gospodarczym".

Nagroda Solidarności ma też służyć wzmocnieniu wizerunku Polski, jako kraju zaangażowanego w działania na rzecz propagowania, umacniania oraz obrony wartości demokratycznych na świecie - deklaruje resort spraw zagranicznych. Ma też stanowić wyraz wsparcia dla tych, którzy potrzebują pomocy w walce o demokrację.

Laureatem Nagrody Solidarności będzie mogła zostać jedynie osoba indywidualna, "która kierując się zasadami międzyludzkiej i międzynarodowej solidarności w sposób widoczny i rzeczywisty przyczyniła się do wprowadzenia, umocnienia lub obrony demokracji i transformacji systemowej na świecie, w poszczególnych krajach, bądź regionach".

Apogeum obchodów ma przypaść na 4 czerwca

Przyznanie Nagrody Solidarności wpisuje się w tegoroczne obchody 25-lecia polskiej transformacji. Kancelaria Prezydenta Bronisława Komorowskiego planuje, że 25-lecie przełomu 1989 r. ma być wykorzystane do wielkiej promocji Polski za granicą. - To jest najważniejsza rocznica w ciągu ostatnich 25 lat. Nie było od 350 lat, mniej więcej tak wyliczyliśmy, tak pełnego sukcesu ćwierćwiecza  - mówił w środę dziennikarzom szef Kancelarii Prezydenta Jacek Michałowski.

Apogeum obchodów ma przypaść na 4 czerwca, czyli w 25 rocznicę pierwszych częściowo wolnych wyborów po II wojnie światowej. Na ten dzień zaproszony do Polski został m.in. prezydent USA Barack Obama. Szef Kancelarii Prezydenta podkreślił, że nie wiadomo jednak, czy Obama przyjedzie do naszego kraju. - Mamy taką nadzieję  - dodał.

Poza szefem amerykańskiego państwa prezydent Bronisław Komorowski chciałby też gościć inne ważne osobistości, m.in. liderów państw Europy Środkowo-Wschodniej. Jak zaznaczył Michałowski, chodzi o to, by byli to przedstawiciele krajów, które razem z nami walczyły o wolność.











Dowiedz się więcej na temat: Radosław Sikorski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje