Reklama

Reklama

​Beata Szydło dla "Plus Minus": Nie chciałabym skończyć jak Ewa Kopacz

O wpływie Jarosława Kaczyńskiego na decyzje polityczne i roli Beaty Szydło w państwie - czytamy w najnowszym wydaniu "Plusa Minusa".

W wywiadzie Roberta Mazurka z Beatą Szydło dowiadujemy się, jak premier odnosi się do krytyki o podporządkowaniu się decyzjom Jarosława Kaczyńskiego. Jak wskazuje Szydło, teza o jej podporządkowaniu prezesowi PiS jest nieprawdziwa.

"Zżymałam się na te uwagi, miałam już tego serdecznie dosyć, bo nie jest łatwo - kiedy się naprawdę rządzi - przekonywać innych, że to nie teatr, że to ja podejmuję decyzje. Zwłaszcza, że krytyków nie przekonam, a Mazurek z  Zalewskim i tak swoje wiedzą" - mówi premier Szydło.

"Tak naprawdę to mam szczęście, że mogę się radzić Jarosława Kaczyńskiego, że mogę z nim rozmawiać o polityce i w ten sposób uczyć się od niego. [...] Konsultuję z prezesem i moją partią najważniejsze kwestie, ale ostatecznie decyzje podejmuję ja" - dodaje.

Reklama

Robert Mazurek zapytał premier Szydło także o ambicje polityków w szeregach PiS, wymieniając przy tym takie nazwiska, jak Morawiecki, Gliński, Ziobro, czy Gowin.

"W polityce jak w życiu, żeby osiągnąć sukces, trzeba mieć ambicje, więc panowie mają ambicje, ale to ja jestem premierem... [...] Polityka polega także na współzawodnictwie, a nawet na eliminowaniu rywali, również z własnej partii. Trzeba mieć twardą skórę i pamiętając o wspólnych celach, nie wolno bać się walki" - wskazała Szydło.

Jak dodała, "nie zadrży jej ręka", gdy trzeba będzie egzekwować odpowiedzialność od podlegających jej polityków. "Na razie nie mam większych uwag do ich pracy, ale jeśli zajdzie taka potrzeba, to nie będę miała oporów, by im nie grozić, ale by ich zwolnić" - wskazała premier Szydło.

"Kilka złych pomysłów zablokowałam"

Beata Szydło wspomniała również, że nie planuje kończenia swojej kariery politycznej. "Za nic nie chciałabym skończyć jak Ewa Kopacz. Obserwowałam ją niedawno w Sejmie, opuszczoną, samotną i bardzo smutną. Stoczyła bezsensowna walkę o przywództwo w Platformie, do której była nieprzygotowana, potem przegrała rozgrywkę w klubie. I wie pan co, zrobiło mi się jakoś przykro. Jesteśmy państwem, w którym ktoś, kto był premierem, marszałkiem Sejmu, pełnił najwyższe funkcje w państwie, dziś siedzi sam, opuszczony, nikt się z nim nie liczy" - powiedziała Szydło.

Premier odniosła się również do niewygodnej dla PiS kwestii. Chodzi o zatrudnianie na państwowych stanowiskach osób związanych z politykami partii. "O ile będę bronić nominacji Wojciecha Jasińskiego na szefa Orlenu, o tyle nie będę bronić wszystkiego. Na pewno są obszary życia, w których Polacy oczekiwali, że dobra zmiana będzie wyglądać inaczej. Ludzie są tylko ludźmi i czasem ulegają pokusom, i tu jedno mogę obiecać: z tym będę walczyć. Będziemy bezwzględni wobec nadużyć" - powiedziała Szydło.

Pytana, dlaczego dotychczas o to nie walczyła, wskazuje, że "kilka złych pomysłów zablokowała". "Więcej takich błędów nie popełnimy"- dodała.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne