Reklama

Reklama

Żyją jak w dżungli

Mieszkańcy bloków gdyńskiego TBS-u żyją w zagrzybionych i wilgotnych mieszkaniach. Przedstawiciele "Czynszówki" twierdzą, że nie mają wpływu na stan budynków, a ludzie płacą kosmiczne rachunki za prąd.

Budynki TBS-u przy ulicy Bosmańskiej na Oksywiu z zewnątrz sprawiają dobre wrażenie. To tylko pozory. Osiem lat temu wybudowane bloki są zimne i zagrzybione. Z założenia tanie budownictwo okazało się drogie w użytkowaniu.

Reklama

- Na ścianie mam grzyb, pleśnieją mi ubrania - mówi Anna Pasikowska, lokatorka TBS "Czynszówka" w Gdyni.

- W mieszkaniu stwierdzono prawie 87% wilgotność*. TBS każe grzać przy otwartym oknie. Przecież ogrzewam powietrze na dworze! Kaloryfer jest na prąd, rachunki płacę kosmiczne!

Odwiedziliśmy innych mieszkańców TBS "Czynszówka". Wielu z nich skarży się na fatalne warunki mieszkaniowe.

- Takie właściwości mają te budynki - przyznaje Krystyna Kołakowska, prezes zarządu TBS "Czynszówka" w Gdyni. - Były budowane z pustaków Ytong 30 cm, bez żadnego ocieplenia i izolacji ścian zewnętrznych. Dążymy do ich ocieplenia. Zaprojektowano je w 1998 r., my przejęliśmy je w trakcie budowy w 2000 r. Nasza spółka nie miała więc wpływu na wybór technologii materiałów przyjętych w projekcie.

Niestety, ludzie tracą cierpliwość.

Część lokatorów zajmujących mieszkania w gdyńskiej TBS "Czynszówka" mieszka w skandalicznych warunkach. Marzą o lokalu bez grzyba i pękających ścian. Walczą o to od kilkunastu miesięcy.

Spleśniała szafa, skorodowana pralka, zbrylony proszek do prania, mokry papier toaletowy, buty pokryte mchem, przy balkonie duża plama po wilgoci. Popękane ściany, meble odsunięte od nich o 15 cm, wilgotność powietrza 87%. W takich warunkach żyje Anna Pasikowska, jedna z lokatorek gdyńskiego TBS-u.

Wilgotno jak w dżungli

- Bezskutecznie proszę o zlikwidowanie grzyba i jego przyczyn - opowiada pani Anna. - Usuniecie zawilgocenia z łazienki, udrożnienie ciągów wentylacyjnych, zlikwidowanie pęknięć na trzech ścianach. W zamian słyszę, że nie mam prać, gotować i najlepiej jeszcze żebym przestała oddychać. Rzekomo tylko ja mam takie problemy. Pani, która przychodzi tu z TBS-u twierdzi, że duża wilgotność jest moją winą.

Jak się jednak okazało, Pasikowska to nie pierwsza ofiara najwyraźniej spartaczonego taniego budownictwa.

- Już pierwszej zimy na ścianie pokazała się wielka, mokra plama - mówi Monika Siczewska, pierwsza lokatorka feralnego mieszkania. - W lokalu ciągle było wilgotno, pleśniały nam ubrania i meble, pękały ściany. Dzieci stale chorowały. Ze względu na nie postarałam się o zamianę na mieszkanie w normalnych warunkach.

Odwiedziliśmy innych lokatorów. Okazało się, że problemy z wilgocią i grzybem mają także oni.

- Według zaleceń TBS-u muszę mieć odsunięte meble - wylicza Tadeusz Storma, kolejny lokator nieszczęsnej "Czynszówki".

- Jednocześnie nie mogą być za wysokie i stać bezpośrednio na podłodze. Najlepiej żeby były na nóżkach albo kółkach. Powinniśmy też jak najmniej oddychać, nie prać, nie gotować, tylko stale grzać i wietrzyć. Rachunki za prąd płacimy nawet po 800 zł. W mieszkaniu mamy pochłaniacz wody, codziennie go opróżniam. Wilgoć zabiera ciepło.

U państwa Storma wilgotność oscyluje w granicach 70-90%. W ścianach mają wywiercone otwory wentylujące.

- Mąż sam je wywiercił, bo wcześniej woda stała za segmentem - tłumaczy Elżbieta Storma.

- Proszę, ja mam wodę na klatce schodowej, a państwo w rogu mieszkania - ripostuje Pasikowska.

Wodę zbierającą się na klatce schodowej Pasikowska zauważyła już dawno. Zgłosiła to pracownicy TBS-u.

Może pies nasikał

- Ale ta, zamiast rozwiązać problem i poszukać jego przyczyny, powiedziała, że to pies nasikał - załamuje ręce pani Anna. - I psa po klatce szukała.

W piśmie od TBS-u z dnia 7 lutego b.r. czytamy m.in. : "Sączenia wody spod posadzki na klatce schodowej nie stwierdzono, ani też fakt taki nie był zgłaszany przez mieszkańców budynku".

- Bzdura - krótko komentuje Elżbieta Storma. - Sprzątałam wtedy klatki w tych budynkach. Wielokrotnie stała tam woda, niezależnie od pogody. Nieraz zgłaszałam ten problem w TBS-ie. Dużo rzeczy było zgłaszanych. Np. takich, że na poddaszu ściany są popękane i robią się duże szczeliny. Oni na to nie reagują. Na poddaszu ludzie mają wilgoć przy skosach. To im mówią w TBS-ie, że są za wysocy, a dachy za niskie i dlatego jak się myją, to zalewają sufit i jest grzyb.

- To absurd - zaprzecza Krystyna Kołakowska, prezes zarządu TBS "Czynszówka" w Gdyni. - Wszystkie zgłaszane usterki usuwamy na bieżąco. Nie mam też żadnego potwierdzenia, że przy mieszkaniu pani Pasikowskiej zbiera się woda.

W dokumentach z TBS-u czytamy uzasadnienie, że Pasikowska podpisała protokół, z którego jasno wynika, że nie ma do lokalu żadnych uwag. Ten fakt używany jest jako argument przy odmowie prawa do starania się o inne mieszkanie. Jednak na pytanie, czy w kilkanaście minut ktokolwiek jest w stanie stwierdzić w lokalu wady ukryte, tj. wysoka wilgotność, prezes Kołakowska przyznaje, że nie jest to możliwe.

- Pani Pasikowska stwierdziła w trakcie użytkowania mieszkania, że jest w nim duża wilgotność i my to usuwamy - mówi Kołakowska. - Wilgotności nie da się stwierdzić natychmiast. Takie sprawy wychodzą w trakcie użytkowania lokalu.

Kołakowska przyznaje też, że fakt ten można uznać za wadę ukrytą mieszkania. Logicznie rzecz biorąc Pasikowska ma więc prawo otrzymać nowe mieszkanie, wolne od wad.

- Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie - twierdzi Kołakowska. - Powinien to rozstrzygnąć sąd. My możemy tylko jednostkowo usuwać skutki zagrzybienia i usterki. Podjęliśmy też decyzję, że budynki zostaną ocieplone w 2009 r.

Izabela Małkowska

izabela.malkowska@echomiasta.pl

* 87% wilgotności występuje jeszcze tylko w dżungli

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje