Reklama

Reklama

Zabił kobietę siekierą. Usłyszał wyrok

Na 25 lat więzienia Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał we wtorek 36-letniego Radosława G., oskarżonego o bestialskie zabójstwo 42-letniej konkubiny. Ofiara zginęła od ciosów siekierą. Wyrok nie jest prawomocny.

Do zabójstwa doszło w nocy z 26 na 27 stycznia 2017 r. w altance działkowej w Gdańsku. Podczas śledztwa ustalono, że przed tragedią sprawca zabójstwa i ofiara pili razem alkohol. Według prokuratury Radosław G. dwukrotnie uderzył kobietę siekierą w okolice głowy, kopał też ją po ciele i dusił rękoma. Zwłoki pokrzywdzonej znaleziono w szafie.

"To, że oskarżony działał z zamiarem bezpośrednim wynika ze sposobu jego działania, rodzaju użytego narzędzia, czyli siekiery, oraz z siły i liczby ciosów. Oskarżony po prostu zmasakrował pokrzywdzoną. Krwi wszędzie było bardzo dużo. Jak obrazowo stwierdził biegły, to była po prostu jatka" - powiedziała w uzasadnieniu wyroku przewodnicząca składu sędziowskiego Anna Makowska-Lange.

Reklama

Więzienie i terapia antyalkoholowa

Sąd uznał, że karę więzienia oskarżony ma odbywać wraz z terapią antyalkoholową. Orzekł także zapłatę przez Radosława G. 100 tys. złotych zadośćuczynienia na rzecz małoletniej córki pokrzywdzonej.

W ocenie sądu, choć oskarżony był już wcześniej dwukrotnie karany, to jeśli porzuci alkohol, jest szansa, że w przyszłości po wyjściu z więzienia nie wejdzie już w konflikt z prawem.

"Oczywiście nie ma kary dostatecznie surowej za pozbawienia życia drugiej osoby. Natomiast sąd jest zobowiązany orzec karę również na tle innych wyroków zapadających za przestępstwa najcięższego kalibru. Kara dożywotniego pozbawienia wolności, w ocenie sądu, jest zarezerwowana dla tych, którzy nie rokują już żadnych perspektyw na resocjalizację, których trzeba bezwzględnie wyeliminować ze społeczeństwa. Jeżeli oskarżonemu, który dopuścił się czynu strasznego - co do tego nie ma żadnej wątpliwości - należałoby orzec karę dożywotniego pozbawienia wolności, to co robić z tymi, którzy zabijają wiele osób na zlecenie, którzy swoje ofiary zakopują żywcem?" - mówiła sędzia Makowska-Lange.

Będzie apelacja?

Prokurator Mariusz Skwierawski, który wnosił o karę dożywotniego więzienia, powiedział dziennikarzom, że decyzję o tym, czy złoży apelację od wyroku podejmie po zapoznaniu się z z jego pisemnym uzasadnieniem. "Zanim doszło do zabójstwa, oskarżony ustawicznie stosował wobec konkubiny przemoc: bił ją, traktował ją tylko jako źródło pieniędzy" - dodał.

"Wyrok jest bardzo surowy. Obrona wnosiła o uniewinnienie. Naszym zdaniem proces miał charakter poszlakowy, są bowiem pewne wątpliwości co do sprawstwa tego czynu. Brak jest bezpośrednich świadków tego zdarzenia. Wprawdzie na ubraniu oskarżonego znajdowała się krew ofiary, ale my wnioskowaliśmy o opinię biegłego, który mógłby ocenić, jak ta krew na odzieży się znalazła. Do wyobrażenia jest bowiem sytuacja, że oskarżony pod wpływem alkoholu przewrócił się i ubrudził się krwią" - powiedział dziennikarzom obrońca Michał Styś.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy