Reklama

Reklama

Wejherowo: Zburzono kamienice pod budowę centrum handlowego. "Mamy największą piaskownicę w Polsce"

10 lat temu w Wejherowie wyburzono cztery kamienice. Wieloletni mieszkańcy zostali zmuszeni do wyprowadzki. W miejscu budynków miało powstać nowoczesne centrum handlowe. Do tej pory plac pozostaje pusty. - To jest niezagospodarowane ścisłe centrum miasta. Cała Polska mówi, że mamy tu kuwetę – mówi radny Wejherowa Wojciech Wasikowski. Sprawą zajmuje się CBA oraz prokuratura. Materiał "Interwencji".

Niebawem minie 10 lat, odkąd pan Sławomir Zaczek z Wejherowa na Pomorzu został zmuszony do wyprowadzenia się z mieszkania komunalnego. Mężczyzna mieszkał w nim przez 40 lat. Nagle dowiedział się, że musi opuścić wyremontowany przez siebie lokal. Kiedy nie chciał tego zrobić, jak twierdzi, odcięto mu wodę i prąd.

"Mówili, że kamienica nie będzie wyburzona"

- Mieszkałem tam od urodzenia, dostałem to po matce, a ona po babci. Było z pokolenia na pokolenie, komunalne. Wszystkie ściany zrobiłem, sufity, elektrykę, dach przeciekał, zrobiłem. Na swój koszt. Mówili, że kamienica nie będzie wyburzona, zrobili ogrzanie jej gazowe. Rok przed wyburzeniem - opowiada Sławomir Zaczek.

Reklama

- Mieszkańcy zdecydowanie ucierpieli, zostało przesiedlonych kilkanaście rodzin, także właściciele prywatni. Nie wszystko było komunalne. Jestem pewien, że tych ludzi skrzywdzono - mówi Bartosz Skwarło, działacz społeczny z Wejherowa.

- Przyszli i zaczęli wszystkich zastraszać, że będą nas wyprowadzać, bo ziemia jest na sprzedaż. Codziennie nachodzili i zmuszali, że mam się wyprowadzić. Kazali to zrobić w ciągu dwóch miesięcy, zastraszali nas, że wywiozą do patologicznych domów – wspomina Sławomir Zaczek.

Centrum handlowe nie powstało

Budynek, w którym mieszkał pan Sławomir z rodziną, a także trzy inne kamienice momentalnie zrównano z ziemią, a teren w samym sercu Wejherowa sprzedano. W 2012 roku nabył go inwestor, który miał w tym miejscu wybudować galerię handlową. Centrum handlowe nie powstało, a teren do dziś nie jest zabudowany i straszy turystów.

Jak tłumaczy radny Wejherowa Wojciech Wasiakowski, miasto rozebrało kamienice na własny koszt. - Jedna była po kapitalnym remoncie. Teren został sprzedany za 7 milionów zł, a później nowy właściciel wystawił go za około 21 milionów. To jest ścisłe centrum miasta, niezagospodarowane. Mamy największą piaskownicę w Polsce. Cała Polska mówi, że mamy kuwetę - mówi.

Grupa wejherowskich radnych oskarża władze miasta o niegospodarność i zaniedbania. Miejski społecznik zawiadomił organy ścigania. Sprawę badają prokuratura i gdańskie CBA.

- To były wszystkie budynki zabytkowe, należące do strefy zabytkowej. Miała być wybudowana droga z dostępem na koszt inwestora. Nie ma ani drogi, ani galerii. Ja byłam wtedy radną, która należała do zwolenników prezydenta i też nie wiedziałam o niejednej rzeczy. Nie byliśmy wtajemniczeni - mówi Teresa Skowrońska, radna Wejherowa.

Trwa śledztwo

- Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień, niedopełnienia obowiązków i wyrządzenia gminie znacznej szkody majątkowej – informuje Marzena Muklewicz z Prokuratury Regionalnej w Gdańsku.  

Pan Sławomir dostał inne mieszkanie komunalne, które musiał znów wyremontować na własny koszt. A nikt mu nie zwrócił pieniędzy, które włożył w poprzedni lokal. Na dodatek, co zauważają inni mieszkańcy, dziś miejsce po rozebranych kamienicach, zapada się i jest źle zabezpieczone.

Zobacz materiał "Interwencji" na stronie polsatnews.pl

- Powiedziałem mają mi wyremontować tak jak miałem tam. Ale mi nie wyremontowali. Zostałem oszukany, regularnie płaciłem, a zostałem potraktowany gorzej niż pies – komentuje pan Sławomir.

"Miasto nie zrzekło się żadnych kar"

Niektórzy radni zarzucają prezydentowi miasta, że zrezygnował z kar od inwestora za niedotrzymanie terminu wybudowania centrum handlowego i jezdni. Usiłujemy porozmawiać z władzami Wejherowa. Kiedy pojawiamy się w urzędzie, nie zastajemy ani prezydenta, ani żadnego z zastępców. Słyszymy za to deklarację, że jeden z nich oddzwoni.

Niestety telefon milczy, dlatego kolejnego dnia w towarzystwie radnego znów jedziemy do magistratu. Mimo że wprowadza nas do urzędu radny, strażnik miejski nie chce wpuścić naszej ekipy.

W końcu udało nam się spotkać z wiceprezydent miasta Beatę Rutkiewicz. - Postępowań prokuratury nie mogę komentować, czekamy na wyjaśnienia tej sprawy.

Miasto nie zrzekło się żadnych kar, one obowiązują. Miasto jedynie przesunęło termin wyegzekwowania kar. Zostały tylko odroczone w czasie – zapewnia.

- W moim odczuciu pani prezydent mija się z prawdą, bo jeżeli jest przesunięcie terminów,  to jest rezygnacja, bo jeżeli komuś przedłużamy termin o 3 lata, to w ciągu tych 3 lat moglibyśmy pobierać karę umowną – uważa radny Wasiakowski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje