Reklama

Reklama

Sąd: TVP ma przeprosić byłego lidera KOD na Pomorzu

TVP ma przeprosić byłego lidera pomorskiego KOD Radomira Szumełdę za nierzetelny materiał w sprawie okoliczności jego udziału w uroczystości pogrzebowej "Inki" i "Zagończyka" w 2016 r. przed Bazyliką Mariacką - orzekł w poniedziałek Sąd Okręgowy w Gdańsku.

Wyrok nie jest prawomocny. Na jego ogłoszeniu nie było przedstawiciela TVP.

Reklama

Sprawa dotyczy materiału autorstwa TVP Gdańsk z 21 maja 2018 r. pod tytułem "Po niedzielnej awanturze w historycznej sali BHP" przedstawiającego protest działaczy i sympatyków Komitetu Obrony Demokracji podczas spotkania z premierem Mateuszem Morawieckim. Były szef KOD w Pomorskiem Radomir Szumełda (obecnie szeregowy członek tej organizacji) uznał, że w tej relacji został bezpodstawnie uznany za awanturnika i prowokatora. Za naruszenie dóbr osobistych żądał od TVP przed sądem przeprosin i zapłaty 25 tysięcy złotych zadośćuczynienia.

Sąd Okręgowy w Gdańsku częściowo uznał żądania powoda. Jako zniesławiającą Szumełdę ocenił drugą część materiału TVP dotyczącą zachowania byłego lidera pomorskiego KOD w sierpniu 2016 r. pod Bazyliką Mariacką w Gdańsku w trakcie uroczystości pogrzebowych żołnierzy wyklętych Danuty Siedzikówny ps. "Inka" i Feliksa Selmanowicza ps. "Zagończyk". Zdaniem Szumełdy, został on podczas tej ceremonii zaatakowany przez grupę narodowców i musiał nałożyć na zranioną rękę bandaż.

Sąd nakazał stronie pozwanej umieścić na portalu internetowym TVP Gdańsk przez siedem dni oraz wyemitować w jednym z programów tej stacji oświadczenie, w którym TVP przeprasza, że "poddano w wątpliwość prawdomówność i wiarygodność powoda Radomira Szumełdy, sugerując w części materiału prasowego, że prezentowana w mediach społecznościowych przez powoda zabandażowana ręka jako efekt zranienia go przez narodowców podczas uroczystości 28 sierpnia 2016 r. pod Bazyliką Mariacką w Gdańsku w trakcie uroczystości pochówku 'Inki' i 'Zagończyka' była już zabandażowana przez tymi uroczystościami". Roszczenia finansowe sąd oddalił. Wyrok nie jest prawomocny. Na jego ogłoszeniu nie było przedstawiciela TVP.

"Dziennikarz ma prawo dokonywać ocen"

Sędzia Piotr Kowalski przyznał, że pierwsza część programu "Po niedzielnej awanturze w historycznej sali BHP", w której pojawiły się wypowiedzi przedstawiające KOD jako organizację wichrzycielską i prowokującą zajścia, nie stanowi naruszenia dóbr osobistych Szumełdy. "Zdaniem sądu, dziennikarz ma prawo dokonywać ocen ruchów społecznych czy politycznych. Porusza się on tutaj w granicach wolności słowa gwarantowanych mu konstytucyjnie" - ocenił.

Sąd podkreślił, że samo przywoływanie w materiale TVP Gdańsk zdarzeń z sierpnia 2016 r. sprzed Bazyliki Mariackiej też nie jest naruszeniem zasad rzetelności dziennikarskiej.

"Dziennikarz korzystał bowiem ze swobody w kształtowaniu materiału prasowego oraz z wolności komentarza. Nawet bowiem niekorzystne i krytyczne komentarze pod adresem określonego ruchu społecznego nie mogą oznaczać przekroczenia wolności słowa. W prezentowaniu kwestii społecznych i politycznych dziennikarze mają prawo do własnego komentarza, dokonanego nawet z określonej pozycji ideowej. Granicą tutaj jest integralność osoby ludzkiej oraz jej prawa i wolności" - powiedział sędzia. 

"Nie sprostał wymogom rzetelności dziennikarskiej"

Sąd uznał jednak, że reporter TVP nie sprostał wymogom rzetelności dziennikarskiej, opisując sprawę opatrunku, który założył wówczas na rękę Szumełda.

"Podstawowym bowiem materiałem na poparcie hipotezy, iż powód dokonał mistyfikacji, czyli posiadał zabandażowaną rękę przed zdarzeniem, było zdjęcie powoda z opatrunkiem opatrzone podpisem: 'że jest to sprzed wejścia na plac'. Tymczasem, analizując to zdjęcie, nie można w ogóle stwierdzić, gdzie ono zostało zrobione. Ze sposobu ujęcia nie wynika też, czy zostało wykonane przed czy po zdarzeniu. Dziennikarz, przyjmując hipotezę prezentowaną w internecie, nie dokonał jej krytycznej analizy, do czego był zobowiązany. Jeżeli by to uczynił, to zgodnie z zasadami logicznego rozumowania powinien dojść do wniosku, że hipoteza o zabandażowanej ręce przed zdarzeniem nie da się ani potwierdzić, ani zaprzeczyć. I prawdziwa może być wersja powoda, jak i ta prezentowana w mediach społecznościowych. Obowiązek szanowania dóbr osobistych wynikający wprost z prawa prasowego powinien w tej sytuacji skłonić dziennikarza od powstrzymania się od komentarza i przemilczenia tej kwestii" - podkreślił sąd.

Szumełda powiedział dziennikarzom, że jest usatysfakcjonowany przyznaniem mu przez sąd częściowo racji w sporze z TVP.

"Mnie głównie bolało to, że przedstawiono mnie w materiale TVP tak, jakbym był jakimś skrajnym terrorystą, prowokatorem, który robi zadymy. To był paskudny materiał. Natomiast będę się jeszcze zastanawiać z moim adwokatem nad apelacją. Bo tego, czego mi zabrakło w decyzji sądu, to fakt, że ten materiał był emitowany w całej Polsce na trzecim kanale TVP, nie tylko w ośrodku gdańskim. Tutaj mam jedynie wątpliwości" - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje