Prokuratura postawiła zarzuty radnej KO. "Odmówiła składania wyjaśnień"
Prokuratura przedstawiła zarzuty radnej Sylwii C. z Koalicji Obywatelskiej. Chodzi o znieważenie taksówkarza oraz naruszenie jego nietykalności cielesnej. To pokłosie awantury, do której doszło we wrześniu. Polityk nie przyznała się do winy i odmówiła składania wyjaśnień.

W skrócie
- Prokuratura postawiła radnej Sylwii C. zarzuty znieważenia i naruszenia nietykalności taksówkarza po wrześniowej awanturze.
- Radna nie przyznała się do winy, tłumacząc, że udostępnione przez kierowcę nagranie nie ukazuje całego zajścia. Taksówkarz opublikował bowiem zapis zdarzenia, który podważył jej wersję.
- Obie strony złożyły zawiadomienia po incydencie, jednak postępowanie na wniosek radnej zostało umorzone.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Mariusz Duszyński przekazał w czwartek, że prokuratura postawiła we wtorek Sylwii C. zarzuty znieważenia słowami wulgarnymi oraz naruszenia nietykalności cielesnej pokrzywdzonego taksówkarza.
- Podejrzana Sylwia C. nie przyznała się do stawianych zarzutów i skorzystała z prawa do odmowy składania wyjaśnień - dodał prok. Duszyński.
Gdańsk. Głośna afera z udziałem radnej KO, poszło o przejazd taksówką
Sprawa dotyczy zdarzenia z września 2025 roku. Wówczas radna Sylwia C. na portalu społecznościowym umieściła zdjęcie kroplówki i wpis dotyczący przebiegu jej przejazdu taksówką na gdański stadion.
Na obiekcie odbywał się mecz Lechii Gdańsk z GKS Katowice. Radna napisała, że w trakcie przejazdu kierowca wysadził ją i dzieci, z którymi jechała, w innym miejscu.
Następnie, zdaniem radnej, kierowca wpadł w szał, wykrzykiwał wulgaryzmy, próbował ją opluć i spryskał jej twarz gazem.
"Gdy zwróciłam uwagę, że pan najpierw podjechał po nas w złe miejsce, a teraz wysadził nas również w złym miejscu i utrudnia ludziom życie, nie znając języka w tej pracy, wpadł w szał i gdy już wysiedliśmy - wykrzykując wulgaryzmy - próbował mnie opluć, a ostatecznie wyciągnął gaz i spryskał mi twarz" - napisała radna we wpisie, który później usunęła.
Po publikacji C. z portalem trojmiasto.pl skontaktował się kierowca taksówki, który przekazał nagranie z rejestratora w pojeździe. Na nagraniu zamieszczonym w serwisie słychać było rozmowę kobiety z taksówkarzem.
Taksówkarz podzielił się nagraniem. W roli głównej radna Koalicji Obywatelskiej
Wbrew temu, co twierdziła w swojej wersji wydarzeń Sylwia C., kierowca posługiwał się płynnie językiem polskim. Ponadto podczas dyskusji taksówkarz mówił spokojnie, a to radna używała wulgarnych słów i odsyłała kierowcę do "swojego kraju". Co więcej, na zamieszonym wideo nie ma momentu zaatakowania polityczki KO gazem.
Sylwia C. poinformowała, że poprosiła o zawieszenie jej członkostwa w klubie radnych Koalicji Obywatelskiej w Radzie Miasta Gdańska i w strukturach partii Inicjatywa Polska. Przeprosiła także za użyte wulgaryzmy.
"Bardzo przepraszam za wulgaryzmy i zbyt mocne słowa, których użyłam pod wpływem silnych emocji. Pragnę jednak podkreślić, że opublikowane nagranie przedstawia jedynie fragment całej sytuacji i nie oddaje pełnego jej przebiegu. Nie słychać na nim, jak kierowca obraża mnie słownie, pluje na mnie, a ostatecznie - bez żadnych podstaw - używa wobec mnie gazu pieprzowego" - napisała w oświadczeniu przesłanym portalowi trojmiasto.pl.
"Z całą stanowczością chcę zaznaczyć, że moje słowa nie usprawiedliwiają użycia przemocy fizycznej ani agresji, której doświadczyłam" - zakończyła wówczas Sylwia C.
Awantura z udziałem radnej KO. Kierowca taksówki przedstawił odmienną wersję zdarzeń
W związku z oświadczeniem radnej dziennikarze serwisu skontaktowali się ze wspomnianym kierowcą taksówki, który przedstawił inną wersję wydarzeń.
Według niego C. miała "klepnąć" go w plecy, a następnie splunąć na niego, co spotkało się z taką samą odpowiedzią. Kobieta, która prawdopodobnie była już poza autem, miała wówczas "z powrotem ruszyć w stronę samochodu". Taksówkarz zareagował rozpyleniem gazu.
Ostatecznie zawiadomienia ws. awantury w taksówce złożyli zarówno radna C., jak i kierowca. Postępowanie po zawiadomieniu polityczki Koalicji Obywatelskiej zostało jednak umorzone.














