Reklama

Reklama

Podejrzany o fałszowanie pieniędzy trafił do aresztu

Na trzy miesiące trafił do aresztu 30-latek z Lęborka (woj. pomorskie) podejrzany o fałszowanie dwudziestozłotówek. Mężczyzna jest synem małżeństwa, które kilka dni temu usiłowało płacić w sklepach podrabianymi banknotami.

Rzecznik lęborskiej policji powiedział w poniedziałek, że Jarosław G. był zaskoczony zatrzymaniem. Funkcjonariuszom miał powiedzieć, że "przecież nic takiego się nie stało."

Reklama

Inaczej sprawę oceniła lęborska prokuratura, przedstawiając mężczyźnie zagrożony nawet 25 latami więzienia zarzut podrabiania pieniędzy. Prokurator rejonowa Jadwiga Rokicka-Ostapko, zasłaniając się dobrem śledztwa, odmówiła jednak podania informacji, czy podejrzany przyznał się podczas przesłuchania do winy.

Na razie nie wiadomo też, czy do puszczania w obieg fałszywek przyznali się rodzice aresztowanego 30-latka. Małżeństwo, 51-letnia kobieta i 56-letni mężczyzna, zarzuty usłyszało w ubiegłym tygodniu. Grozi im za to do 10 lat więzienia. Prokuratura ujawniła jedynie, że zastosowała wobec nich wolnościowe środki zapobiegawcze.

Fałszywe dwudziestozłotówki pojawiły się lęborskich sklepach przed dwoma tygodniami. Usiłowali nimi płacić zatrzymani później małżonkowie. Na ich trop policjanci wpadli dzięki jednemu ze sprzedawców, któremu banknoty wydały się podejrzane. Małżeństwo uciekło wówczas ze sklepu, zostawiając na ladzie dwie fałszywki.

W ich mieszkaniu policjanci znaleźli ponad sto gotowych dwudziestozłotówek oraz kilkanaście niewyciętych jeszcze dokładnie banknotów. Zabezpieczono również laptop, trzy stacjonarne komputery oraz drukarkę, na której prawdopodobnie drukowano pieniądze. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że jakość podrobionych banknotów nie była zbyt wysoka. Papier mocno różnił się oryginalnych banknotów, fałszywki nie miały też znaków wodnych.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy