Reklama

Reklama

Otwarcie Mierzei Wiślanej. Na koncercie wystąpi m.in. Cleo

- Nasi rządzący urządzają sobie fiestę, chwaląc się nie tyle z powodów gospodarczych, co z powodów bardzo politycznych - mówi o otwarciu kanału żeglugowego przez Mierzeję Wiślaną Daniel Kotur, kapitan żeglugi śródlądowej. Kilka dni temu w mediach pojawiły się informacje, że w sobotę kanałem przepłyną jedynie politycy i oficjele. Rzeczniczka Urzędu Morskiego w Gdyni przekazała Interii, że "ze śluzy w kierunku Zatoki Gdańskiej jako pierwszy wyjdzie statek ZODIAK II". - Nie przewidujemy na jego pokładzie innych osób niż załoga statku - precyzuje Magdalena Kierzkowska. Kanał ma zostać otwarty z "pompą". Gwiazdą wieczoru będzie Cleo.

Celem przekopu, który ruszył w 2019 roku, jest skrócenie szlaku morskiego do Bałtyku o prawie 100 km i połączenie go drogą morską z portem w Elblągu

By rozpocząć przekop, wycięto lasy, m.in. na terenie objętym programem Natura 2000, co spotkało się z protestami. Mówiło się także o wysokich kosztach utrzymania toru i zanieczyszczeniach, które mogą pojawić się w Zalewie Wiślanym.

Daniel Kotur: Każdy duży port na Zachodzie ma dookoła kilka małych portów

Mimo tych wątpliwości i protestów, przekop ruszył, a w czerwcu tego roku śluzę zalano wodą. 

- Jak już zostanie to uruchomione - to zadziała, jestem o tym przekonany - mówi Daniel Kotur, kapitan żeglugi śródlądowej. - Od 20 lat obserwuję, jak to działa, jak rozwijają się podobne porty, jak ten transport działa w otoczeniu dużych portów. W kontekście przekopu Mierzei i portu w Elblągu pojawiał się zarzut, że mamy Gdańsk i Gdynię, więc po co nam Elbląg. Nie, każdy duży port na Zachodzie ma kilka małych portów dookoła, które czasami go wspomagają - mówi.

Reklama

Jak podkreśla Daniel Kotur, jest zwolennikiem portu w Elblągu i transportu wodnego, nie podoba mu się jednak sposób organizacji prac i szum wokół przekopu.

- Jeżeli chodzi o sam przekop i inwestycję, ja jestem tylko wodniakiem, nie interesują mnie polityczne spory. Interesuje mnie tylko woda i to, co może po tej wodzie się poruszać. Na tym się znam, nawet ja mogę wypowiedzieć się na temat tego, co może funkcjonować - dodaje.

"Tak wygląda jeden z kajaczków"

"Według opozycji, przekop Mierzei miał być kanałem tylko dla kajaków i małych jachtów. Tak wygląda jeden z kajaczków" - napisała we wtorek na Twitterze Beata Mazurek (PiS), odnosząc się do pojawiających się głosów, że przez kanał będą mogły przepływać tylko małe jednostki. Do wpisu dołączyła zdjęcie z próbnego przepłynięcia statku, który pokona kanał 17 września, w dniu uroczystego otwarcia. To ZODIAK II, jednostka osiągająca 3,5 metra zanurzenia i nośność 350 ton. 

Według zamysłu wykonawców docelowo po pogłębieniu toru wodnego przez Zalew Wiślany do Elbląga będą mogły wpływać statki morskie o długości 100 metrów oraz zestawy barek długich na 180 m, o szerokości 20 metrów i zanurzeniu 4,5 m. Jednak, według prof. dr hab. Włodzimierza Rydzkowskiego z Katedry Polityki Transportowej Wydziału Ekonomicznego na Uniwersytecie Gdańskim droga nie posłuży do żeglugi towarowej.

- Na koniec, jeżeli ta droga powstanie w tym zaprojektowanym kształcie, czyli 5 m głębokości, ekonomiczne uzasadnienie tego przedsięwzięcia nadal jest wątpliwe. Po pierwsze, nie ma ładunków, które nadawałyby się do przewozu z Elbląga na morze i z powrotem. Po drugie, nie ma jednostek, które mogłyby się tam zmieścić - mówi. Jak dodaje, w jego opinii kanał jako obiekt inżynieryjny jest bardzo ciekawy. - Będzie on jednak służyć małym jednostkom, natomiast do żeglugi towarowej się nie nadaje - dodaje ekspert.

Daniel Kotur uważa z kolei: - Jednostek, które będą mogły wchodzić do Elbląga, które są docelową grupą jednostek według zamysłu projektantów, na Bałtyku codziennie jest na pewno 50. To są jednostki typu short sea, które poruszają się po Morzu Bałtyckim - wyjaśnia.

Rydzkowski podkreśla natomiast, że nadal nie jest gotowy ostatni odcinek kanału. - 900 m od portu w Elblągu wymaga jeszcze pogłębienia. Władze krajowe chcą, by zajęło się tym miasto Elbląg, na co samorząd się nie zgodził. Obecnie trwają dyskusje nad rozwiązaniem tego pata.

Wielkie otwarcie przekopu Mierzei Wiślanej

Przekop Mierzei Wiślanej pierwotnie miał kosztować 900 mln zł. W 2020 r. podano, że prace pochłoną prawie dwa mld zł. Ostateczny koszt będzie znany w październiku lub w listopadzie tego roku, jak poinformował w kwietniu wiceminister infrastruktury Grzegorz Witkowski.

Tymczasem na 17 września zaplanowano otwarcie kanału żeglugowego. Większość najważniejszych prac została zrealizowana, m.in. zalano śluzę wspomnianego kanału, ale to nadal nie koniec inwestycji. Pogłębianie toru żeglugowego na Zalewie Wiślanym cały czas trwa, ma być on gotowy w maju 2023 r.

- Możemy powiedzieć, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik. W październiku 2019 r. podpisaliśmy umowę z naszym wykonawcą na realizację I etapu inwestycji, czyli przejścia przez Mierzeję Wiślaną, natomiast w kwietniu 2020 r. nasz wykonawca pojawił się na placu budowy. W zasadzie niewiele ponad dwa lata zajęła nam budowa drogi wodnej w postaci tych dość ciekawych i ładnych budowli hydrotechnicznych - podkreślił we wtorek na antenie Radia Gdańsk dyrektor Urzędu Morskiego w Gdyni kpt. Wiesław Piotrzkowski. Urząd jest inwestorem inwestycji.

- To jest taki humbug. Ciekawostka, atrakcja turystyczna, tylko że atrakcja turystyczna za dwa miliardy to trochę drogo - ocenia prof. Rydzkowski.

- Jeden ze zwolenników kanału powiedział, że faraoni też nie budowali piramid z myślą o ekonomicznej opłacalności. Ten przekop to jest piramida XXI wieku - dodaje.

Według niego projekt od początku nie miał sensu ekonomicznego. - Nigdy nie widziałem takiego rachunku kosztów i korzyści, gdzie przedstawiono koszty, a nie wyliczono korzyści. Wyliczyliśmy, że jeśli ten port przeładowywałby rocznie milion ton, zysk netto portu w Elblągu po roku wyniósłby dwa miliony. Proszę podzielić dwa miliardy przez tę kwotę. Nie licząc jeszcze kosztów utrzymania drogi wodnej, bo trzeba ją non stop pogłębiać - podkreśla.

Otwarcie tylko dla jednostek należących do służb państwowych

Wielkie otwarcie kanału zaplanowano nieprzypadkowo na 17 września - tego dnia obchodzona będzie 83. rocznica zbrojnej napaści przez Związek Radziecki na Polskę. Ministerstwo Infrastruktury zaplanowało wielką imprezę. Na miejscu zostanie zorganizowana strefa rodzinna, zaś w wieczornej części fety odbędą się koncerty. Gwiazdą będzie Cleo.

Tego dnia przepłynąć przez śluzę będą mogły jednostki pływające należące do służb państwowych

- Statek ZODIAK II jako pierwszy wyjdzie ze śluzy w kierunku Zatoki Gdańskiej. Nie przewidujemy na jego pokładzie innych osób niż załoga statku - przekazała Interii Magdalena Kierzkowska, rzeczniczka Urzędu Morskiego w Gdyni.

Jak dodała, 17 września to dzień uroczystego otwarcia pierwszego etapu inwestycji. W jego skład wchodzą m.in. budowa portu osłonowego od strony Zatoki Gdańskiej, budowa kanału żeglugowego ze śluzą, budowa budynków technicznych i punktu widokowego czy budowa sztucznej wyspy zlokalizowanej na Zalewie Wiślanym. 

Pojawiają się informacje, że żeglarze, którzy tego dnia również chcieli wziąć udział w otwarciu, zapowiedzieli protest. Ogólnodostępne śluzowanie jednostek w Porcie Nowy Świat możliwe będzie od 18 września.

"Rządzący urządzają fiestę"

- Nasi rządzący urządzają sobie fiestę, chwaląc się nie tyle z powodów gospodarczych, co z powodów bardzo politycznych. Z jednej strony ich rozumiem, ale inwestycja nie jest ukończona - ocenia z kolei Daniel Kotur. - Żal mi żeglarzy, ale niestety mamy państwo, które urządza pokazy dla swoich - dodaje.

Jak mówi kapitan, przepłynięcie podczas otwarcia 200 jednostek, bo o tylu była mowa w zapowiedziach żeglarzy, byłoby trudne do zrealizowania. - Jeśli zebrałoby się tam 200 jachtów, to trzeba policzyć, jaka jest pojemność tej śluzy. A każde śluzowanie to kolejne koszty - mówi. 

- Na miejscu żeglarzy poczekałbym, gdy śluza zostanie przyjęta w użytkowanie oficjalnie, będzie mogła przyjmować wszystkie jednostki, wtedy przepłyną. Fajnie by było, gdyby mogli w dniu otwarcia, ale 200 jednostek to duża przesada, one nie prześluzują się w pięć minut, cała ta parada trwałaby kilka ładnych godzin. Na to wszystko potrzeba czasu i pewnie dlatego nie pozwolono im przepłynąć - wyjaśnia kapitan.

- Z drugiej strony myślę, że nasi rządzący obawiają się krytyki - twierdzi. I dodaje: - Boją się, że ci sternicy jachtowi mogliby urządzić jakiś protest, wyciągnąć banery i zepsuć im całą atmosferę.

Anna Nicz, anna.nicz@firma.interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy