Reklama

Reklama

Kąpiel w jeziorze tylko na własne ryzyko

W powiecie kwidzyńskim nie brakuje jezior i dobrze przygotowanych miejsc do kąpieli. Niestety w tym roku prawie na żadnej plaży nie będzie ratowników. Powód? Pieniądze.

Jeziora i kąpieliska znajdują się na terenie dwóch gmin: Gardeja i Prabuty, jedno jest w Brachlewie w gminie Kwidzyn. Mimo że jest ich w sumie kilkanaście, a co najmniej kilka to dobrze przygotowane i zabezpieczone miejsca do kąpieli, z których mieszkańcy bardzo chętnie korzystają, w tym roku tylko dwie plaże będą strzeżone przez ratowników - w Orkuszu w gm. Prabuty i w Brachlewie w gm. Kwidzyn.

Reklama

W gminie Gardeja w ogóle nie będzie ratowników, a na największym kąpielisku w gminie, w Gardei nad jeziorem Kamień, w ogóle nie będzie można się kąpać - badania sanepidu wykazały, że woda jest tam złej jakości.

Dlaczego w gminie Prabuty, która słynie z przepięknych jezior, nie będzie strzeżonych plaż? W poprzednich latach różnie z tym było, ale obecnie utrzymuje się tendencja: kąpiel tylko na własną odpowiedzialność.

Gmina zadbała o przygotowanie bardzo ładnych kąpielisk np. nad jeziorem Sowica w Stańkowie i nad jeziorem Dzierzgoń w Julianowie, dlaczego nie zatrudniła ratownika?

- Ratownicy są tylko w Orkuszu, ponieważ jest tam baza harcerska i odbywają się letnie obozy. W sierpniu, gdy młodzież wyjedzie, plaża będzie niestrzeżona. W Brachlewie ośrodek jest prywatny, który sam zatrudnia ratowników. Na innych kąpieliskach, którymi zarządzają gminy, ratowników nie będzie, bo ich nie zatrudniono - mówi Ryszard Bednarczyk, prezes kwidzyńskiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

- Dziwię się, bo na przykład nad jeziorem Sowica i Dzierzgoń są dobrze przygotowane miejsca, gmina Prabuty wydała na to sporo pieniędzy, ludzie chętnie jeżdżą tam się kąpać, aż się prosi by był ratownik.

Marek Staniszewski z Urzędu Miasta i Gminy Prabuty widzi tę sprawę inaczej.

- Mamy w budżecie pieniądze na zatrudnienie ratowników, 13 tys. zł na ten sezon, ogłosiliśmy też nabór, ale nikt się nie zgłosił. Wiem, że to nie jest duża kwota i sądzę, że właśnie niskie zarobki są powodem, dla którego nie ma chętnych do tej pracy. Dopłacamy jedynie ośrodkowi harcerskiemu w Orkuszu, który zatrudnia ratowników na czas letnich obozów, bo taki jest wymóg, gdy ma się pod opieką młodzież, - wyjaśnia Staniszewski.

Ryszard Bednarczyk z WOPR narzeka, że wyszkoleni w kwidzyńskim ośrodku fachowcy muszą szukać pracy w nadmorskich kurortach, bo na swoim terenie, nad jeziorami w powiecie kwidzyńskim, nie ma dla nich odpowiedniej pracy.

- Chyba trzy lata temu nasi ratownicy pracowali na prabuckich kąpieliskach i pojawiły się jakieś nieporozumienia ze stawkami za ich pracę, zniechęcili się - mówi Bednarczyk.

Marek Staniszewski z UMIG w Prabutach chętnie widziałby ratowników przede wszystkim na plażach nad Sowicą i Dzierzgoniem.

- Praca dla nich jest, więc nie można powiedzieć, że muszą zarabiać w nadmorskich kurortach, ale rozumiem ich w pewnym sensie. Przecież ratownicy to młodzi ludzie, wolą pobyć na modnej plaży, w Krynicy Morskiej, w Łebie, a nie nad jeziorem Dzierzgoń. No i pewnie tam więcej zarobią. My nie możemy im zapłacić więcej - mów M. Staniszewski.

W powiecie kwidzyńskim jest obecnie co najmniej 15 ratowników z pełnymi uprawnieniami.

- Są chętni do tej pracy, ostatnio pięć osób zdało egzamin. By mieć wszystkie uprawnienia, trzeba m.in. przejść profesjonalny kurs pierwszej pomocy, taki sam, jaki mają wszyscy ratownicy medyczni - mówi R. Bednarczyk z WOPR.

- Słychać o tragediach, do jakich dochodzi na kąpieliskach, dlatego obecność ratownika powinna być priorytetem.

Póki co jednak musimy zdawać sobie sprawę, że kąpiąc się w jeziorach powiatu kwidzyńskiego robimy to na własną odpowiedzialność. Zresztą na większości niestrzeżonych plaż znajdują się tabliczki z taką właśnie informacją.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy