Reklama

Reklama

Dziecko zmarło, bo lekarze spóźnili się z cesarką?

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie narodzin dziecka, które w niedzielę przyszło na świat martwe w szpitalu na gdańskiej Zaspie. Ojciec malucha zarzuca lekarzom, że zbyt późno zdecydowali się na przeprowadzenie zabiegu cesarskiego cięcia. Śledczy wyjaśniają, czy lekarze rzeczywiście mogli popełnić błąd.

Wczoraj około godziny 10. do komisariatu zgłosił się mężczyzna, który zawiadomił o możliwości popełnia błędu lekarskiego w jednym z gdańskich szpitali. Mogło tam dojść do opóźnienia terminu rozwiązania ciąży jego żony.

Reklama

- Policjanci przyjęli zgłoszenie. Dzisiaj zebraną w tej sprawie dokumentację przekazaliśmy do prokuratury - powiedziała reporterowi radia RMF FM Aleksandra Siewert z gdańskiej policji.

Jak udało  się ustalić nieoficjalnie reporterowi radia RMF FM, według ojca dziecka, lekarze mieli początkowo odmówić jego żonie wykonania cesarskiego cięcia i namawiać ją do naturalnego porodu. Kiedy kobieta nalegała, zgodzili się przeprowadzić zabieg, ale wtedy było już za późno. 

Śledczy muszą teraz m.in. zabezpieczyć dokumentację medyczną w szpitalu. Zlecona zostanie również sekcja zwłok dziecka. Być może pozwoli ona odpowiedzieć na pytanie, co było przyczyną jego śmierci. 

Kuba Kaługa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy