Reklama

Reklama

Don Giovanni z laptopem

Ulubieniec współczesności, Mozart, powróci na deski Opery Bałtyckiej z "Don Giovannim". Już 13 kwietnia premiera spektaklu w reż. Marka Weiss-Grzesińskiego.

Uwodzicielski kochanek ze sztuki Moliera zmienił się. Już dawno stępił swój awanturniczy pazur, a i ochotę do romansów ma zdecydowanie mniejszą niż kiedyś.

Reklama

Dziś realizatorzy coraz częściej uwypuklają inne cechy jego: melancholię, znudzenia i rozpaczliwe poszukiwanie granic moralności.

Trójmiejska publiczność przywykła już do nowoczesnych inscenizacji autorstwa nowego dyrektora opery. Nie inaczej będzie tym razem.

Obok realistycznej scenografii przenoszącej akcję sztuki do policyjnego aresztu czy szpitalnego prosektorium, dużą rolę w przedstawieniu odegrają nie mniej współczesne kostiumy i rekwizyty. Wśród nich ważny znak naszych czasów: laptop.

Dla samego Marka Weiss-Grzesińskiego będzie to już trzecie spotkanie z utworem Mozarta. Po Teatrze Wielkim w Łodzi i warszawskiej Operze Narodowej przyszła kolej na Gdańsk.

Muzyka zaczyna wszystko

Rozmowa z Markiem Weiss-Grzesińskim o najnowszej realizacji Opery Bałtyckiej.

Jak wyglądają przygotowania do gdańskiej premiery "Don Giovanniego"?

Do pracy nad spektaklem udało mi się zaprosić znakomitą grupę artystów. Bez pychy mogę stwierdzić, że nie ma obecnie takiego drugiego zespołu w Polsce.

Zalasiński do światowej klasy śpiewak, którego coraz trudniej namówić na występy w Polsce. Jeśli chodzi o jego sceniczne partnerki, to takiego kobiecego zestawu nigdy w życiu nie widziałem. Znakomity jest Andrzej Malinowski jako Komandor. Nie tylko dlatego, że już umierał dwa razy, ale również z powodu wysokiego poziomu artystycznego, który reprezentuje.

Co było dla Pana najważniejsze w budowaniu interpretacji sztuki?

To, co starałem się zrobić na pewno, to zupełnie inaczej odczytać tę historię. Nie bez znaczenia była dla mnie sama religijność Mozarta, który był człowiekiem głęboko wierzącym, ale z pewnością nie mieścił się w ramach religijnych epoki. Jako mason miał do niej stosunek co najmniej wywrotowy, który określiłbym bardzo współcześnie, agnostycyzmem.

Co w tym utworze jest najbardziej zaskakującego?

Muzyka Mozarta przerasta wszystko. Jest porażająca. Zastanawialiśmy się jednak, czy nie ma w niej pewnego rodzaju manipulacji.

Jest bowiem bardzo dynamiczna i komiczna, świat jednak, który oglądamy na scenie, jest zupełnie inny. To rzeczywistość, w której nie złudzeń, każdego można oszukać, wszystko jest słabe w sensie moralnym. W tym świecie Giovanni zachowuje się jak bandyta.

Zastanawiający jest plakat reklamujący spektakl. Czy podobnie jak w "Wozzecku" Krzysztofa Warlikowskiego, główny bohater będzie występował nago?

W spektaklu nie ma takiej sceny. Plakat nie jest jednak bez znaczenia. Chciałem pokazać na nim człowieka odartego ze wszystkiego.

To typ straceńca, samobójcy lub desperata. Postać w kompletnej desperacji i samotności, która, paradoksalnie, jest na samym topie Mozartowskiego świata.

Przy okazji swojej realizacji "Don Giovanniego", Mariusz Treliński powiedział, że w operze, tej najbardziej ze skonwencjonalizowanych dziedzin sztuki, jedyne co może zrobić jako artysta, to jeszcze bardziej spotęgować efekt sztuczność.

Czy gdańskim spektaklu również skupi sie Pan na manipulacji formą?

Nie. Starałem się wystawić "Don Giovanniego" bardzo prawdziwie. Głównym elementem scenografii jest realna sala, która w trakcie spektaklu przechodzić będzie z rąk do rąk. Poza tym staraliśmy się zachować psychologiczne prawdopodobieństwo. To nie będzie zabawa formą, ale próba umieszczenia opery Mozarta we współczesnych okolicznościach.

Widział Pan "Giovanniego" w reżyserii Grzegorza Jarzyny?

Tak i myślę, że w naszych spektaklach są punkty wspólne. Grający Giovanniego Mikołaj Zalasiński, podobnie jak Andrzej Chyra, to bardzo nieprzyjemny i raczej mało atrakcyjny mężczyzna. To agresywny drapieżnik, który niczego się boi.

Podobnie w scenie z Komandorem również chciałem zadać pytanie, czy jest jeszcze w człowieku coś poza jego ciałem?

Pod wieloma względami spektakl Jarzyny jest znakomity. To jednak co zemściło się na nim najbardziej, to sama muzyka. Mozart wymaga szacunku i nie wolno nim manipulować.

Tak jak kilku znanych reżyserów operowych nie ma Pan wykształcenia muzycznego. Jak więc wygląda Pana praca nad stroną muzyczną przedstawienia?

Realizując operę trzeba znać każdą nutę. To od muzyki bowiem wychodzi impuls interpretacyjny. Najważniejsze to zrozumieć, co kompozytor napisał. To jest najważniejsza. Muzyka zaczyna wszystko.

Autor: Justyna Świerczyńska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy