Reklama

Reklama

Brutalne zabójstwo w Kwidzynie. Dożywocie dla Łukasza P.

Na karę dożywotniego więzienia Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał we wtorek 24-letniego Łukasza P., oskarżonego o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem w grudniu 2013 r. w Kwidzynie (Pomorskie) 30-letniego mężczyzny i jego 8-letniego syna.

Łukasz P. może starać się o wcześniejsze wyjście z więzienia nie wcześniej, niż po 35 latach odbywania kary. Wyrok jest nieprawomocny.

Podczas procesu, który rozpoczął się w listopadzie 2014 r. oskarżony nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Mężczyzna po zatrzymaniu przyznał się do popełnienia zabójstw, ale potem zmienił zeznania i stwierdził, że nie ma nic wspólnego ze zbrodnią, a jedynie znalazł ciała.

30-letnia ofiara zabójstwa na co dzień mieszkała i pracowała w Anglii. Michał F. przyjechał do rodzinnego Kwidzyna na święta Bożego Narodzenia. Ciało mężczyzny i jego 8-letniego syna Wiktora znalazł 28 grudnia 2013 r. starszy człowiek, który - pod nieobecność 30-latka - opiekował się jego mieszkaniem i miał klucze do lokalu.

Reklama

Na podstawie zeznań Łukasza P. ze śledztwa, ustalono, że przed zabójstwem zażywał on wraz z Michałem F. tzw. dopalacze. W pewnym momencie, pod wpływem tych środków 30-latek zaczął być agresywny i pchnął Łukasza P. na szklany stół, który się rozbił. Następnie poszedł do łazienki po młotek i próbował zamachnąć się nim na oskarżonego. Ten jednak powstrzymał uderzenie, a gdy Michał F. był odwrócony tyłem sam zaatakował go młotkiem. Po kilkunastu uderzeniach narzędziem mężczyzna stracił życie.

Będący w innym pokoju 8-latek próbował uciec przed napastnikiem i nakrył się kołdrą i poduszką na łóżku. Sprawca jednak kilkoma uderzeniami młotka zabił chłopca. Jak tłumaczył w prokuraturze, nie podnosił kołdry, ponieważ bał się widoku swojej ofiary.

"Byłem przerażony, że będzie świadkiem tego, co się stało z jego ojcem. Bałem się konsekwencji tego, co zrobiłem. On mnie dobrze znał, ja lubiłem Wiktora. Bardzo żałuję tego co zrobiłem, chciałbym cofnąć czas, ale wiem, że jest to niemożliwe. Wiem, że zmarnowałem sobie życie, widziałem jak zmasakrowałem dziecko - pokazywali mi zdjęcia" - mówił w prokuraturze oskarżony.

Po prawie trzech miesiącach śledztwa Łukasz P. odwołał wcześniejsze zeznania i powiedział, że zabójstwa dokonało dwóch jego kolegów z Kwidzyna, ale ich nazwisk nie poda. Tłumaczył, że wcześniej przyznał się do zabójstw, ponieważ miał bić bity i straszony przez śledczych.

W nowej wersji zeznań powiedział m.in., że zastał w mieszkaniu Michała F. dwóch kolegów, a 30-latek już leżał zakrwawiony na podłodze. Oskarżony obiecał kompanom, że ich nie wyda. Po odwróceniu ciała Michała F. stwierdził, że jeszcze żył. Przez chwilę Łukasz P. miał się zastanawiać nad wezwaniem karetki pogotowia, ale ostatecznie zrezygnował z tego, obawiając się, że zostanie posądzony o udział w przestępstwie.

Za sprawstwem 24-latka przemawiały m.in. wyniki badań śladów DNA oraz śladów krwi znalezionych na miejscu zdarzenia. Wskazały one jednoznacznie, że w miejscu zbrodni przebywała tylko jedna osoba, Łukasz P.

Według prokuratury motywem morderstwa był rabunek. Z mieszkania zamordowanego mężczyzny zginęło m.in. tysiąc złotych, 25 funtów brytyjskich i dokumenty, z parkingu został skradziony jego samochód volkswagen passat. Tuż po zatrzymaniu podejrzany zeznał, że za zrabowane pieniądze kupił sobie m.in. buty i kurtkę. Łukasz P. wyjaśniał śledczym, że jako bezrobotny jest na utrzymaniu dziadka. Oskarżony o zabójstwo i Michał F. byli kolegami.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy