Reklama

Reklama

Zostali zamordowani za pomoc Żydom. Upamiętniono Józefa i Franciszkę Sowów

W miejscowości Wierzchowisko niedaleko Częstochowy upamiętnieni zostali Franciszka i Józef Sowowie. We wrześniu 1943 roku zostali zamordowani przez Niemców za pomoc Żydom, osierocając pięcioro dzieci. Uroczystość odsłonięcia pamiątkowej tablicy była kontynuacją rozpoczętego ubiegłym roku projektu Instytutu Pileckiego "Zawołani po imieniu".

Wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Magdalena Gawin podkreślała podczas uroczystości, że przypominając o niezwykłych bohaterach z czasu II wojny światowej, rośnie nasza świadomość dotycząca okupacji niemieckiej. Wiceminister podkreślała, że w ramach projektu upamiętniane są szczególne osoby, które straciły życie za pomoc Żydom. Przypominała, że wciąż trudno zrozumieć dlaczego w Polsce, mordowano ludzi za pomoc Żydom, "nie w Belgii, Holandii, Francji. Do dzisiaj trudno zrozumieć dlaczego wdrożono system mordowania Polaków za pomoc, to się nie wydarzyło w historii Europy XX wieku nigdy".

Reklama

Podziękowania synów

Za upamiętnienie rodziców dziękował najstarszy syn rodziny Sowów - Eugeniusz, który mówił, że jego rodzice byli "prostymi ludźmi, mieli w sobie dużo dobra, empatii, wrażliwości na krzywdę i ból innych ludzi. Te cechy sprawiły, że zdecydowali się na heroiczny czyn ocalenia innych ludzi. Dzisiaj nadszedł dzień przywołania pamięci o naszych rodzicach i ich szlachetnym czynie".

A młodszy z synów państwa Sowów - Józef - podkreślał, że upamiętnienie ich bohaterstwa ma ogromne znacznie dla całej rodziny. "Po tylu latach to pierwszy pierwszy pomnik dla rodziców i oczywiście jesteśmy bardzo szczęśliwi. Jest to podkreślenie ich bohaterstwa, choć w rodzinie tego słowa nie używamy". Józef Sowa wspominał, że jego rodzina pomagała Żydom prawie dwa lata, dawała im schronienie, karmiła. "Oni byli jak nasza rodzina, dlatego uczucie jest bardzo przykre po dzień dzisiejszy, my to bardzo przeżywamy z braćmi, ale jestem dumny, że mam rodziców bohaterów" - mówił Józef Sowa.

Kim byli Sowowie?

Rodzina Sowów, mając pięcioro dzieci, ukrywała Żydów, którzy wydostali się z częstochowskiego getta. Józef Sowa był nie tylko rolnikiem, ale także zatrudniał się dorywczo jako stolarz i kołodziej. Pracował także w getcie w Częstochowie. Tam poznał kilkoro Żydów, którzy poprosili go o udzielenie pomocy. Latem 1942 roku wybudował w oborze podziemną kryjówkę. Schronienie znalazły tam osoby, którym Józef pomógł wydostać się z częstochowskiego getta: cukiernik Henryk (Hersz) Cukrowski z żoną, złotnik Marian Cukrowski, nieznany z nazwiska krawiec Leon oraz nauczycielka Pola.

1 września 1943 roku do Sowów przyjechali niemieccy żołnierze i rozpoczęli brutalną rozprawę z rodziną. Bili Józefa i zastraszali jego żonę będącą w ciąży, grozili zabiciem ich dzieci. Mimo tego nikt nie ujawnił miejsca ukrycia Żydów. Niemcy jednak odnaleźli kryjówkę. Kiedy ukrywający się tam ludzie wyszli, zostali ustawieni w szeregu razem z Józefem i Franciszką i rozstrzelani na oczach dzieci.

"Zawołani po imieniu"

Dyrektor Instytutu Pileckiego Wojciech Kozłowski podkreślał, że projekt "Zawołani po imieniu", który ma na celu upamiętnianie Polaków, którzy zostali zamordowania za pomoc Żydom, ma niezwykle ważne znaczenie społeczne. "Ważne jest to, że o tragedii państwa Sowów mówimy otwarcie, i że nie jest ona już tylko w pamięci rodziny. Jest tak, że kiedy tę i inne takie historii opowiemy, kiedy podzielimy się z nimi ze światem. Kiedy one wybrzmią, to wtedy stają się częścią naszej wspólnej pamięci i wiedzy historycznej o tym, jak te czasy wyglądały, że naprawdę pomoc była bardzo trudna" - tłumaczył dyrektor Kozłowski.

Do tej pory w sumie Instytut Pileckiego, w ramach projektu "Zawołani po imieniu" przywrócił pamięci zbiorowej już 30 osób.

Artykuły z raportu Interii Zrabowane Dzieci dostępne TUTAJ.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama