Reklama

Reklama

ZNP zwraca się do premier Szydło z prośbą o spotkanie

Związek Nauczycielstwa Polskiego wnioskuje do premier Beaty Szydło o spotkanie "w celu omówienia aktualnej sytuacji w oświacie w związku z planowaną reformą edukacji". Związek obawia się skutków, jakie może przynieść reforma i przekonuje, że minister Anna Zalewska nie uwzględnia w swoich działaniach zgłaszanych przez związek uwag.

"Uważamy, że zmiany w edukacji przedstawione przez minister edukacji Annę Zalewską w projektach aktów prawnych to cofnięcie się w czasie do roku 1999 i powrót do systemu nieodpowiadającego współczesnemu rozwojowi cywilizacyjnemu" - piszą związkowcy.

Reklama

Podkreślają jednocześnie, że w ich opinii projektowana przez Ministerstwo Edukacji Narodowej reforma ustroju szkolnego "zburzy wszystkie struktury systemu tworzone przez wiele lat i w krótkim czasie dotknie wszystkich poziomów edukacyjnych, będzie niezwykle kosztowna, a jej skutkiem będzie obniżenie poziomu jakości edukacji i zaprzepaszczenie wypracowanych przez szkoły osiągnięć".

ZNP jest przekonane, że zmiany doprowadzą do zwolnień  zarówno nauczycieli, jak i pracowników administracji i obsługi szkół w całym kraju.

"Wnosimy o spotkanie członków Prezydium Zarządu Głównego ZNP z Panią Premier, które - naszym zdaniem - może poprawić jakość dialogu prowadzonego dotychczas przez kierownictwo resortu edukacji i przyczynić się do wypracowania jak najlepszych rozwiązań w edukacji" - piszą.

Czy MEN słucha związkowców?

Dlaczego ZNP chce o reformie rozmawiać z samą premier, a nie z minister edukacji narodowej?

- Rozmowy z ministerstwem nie bardzo nam wychodzą, niestety, ponieważ pani minister wszystko obiecuje na takich rozmowach, a później robi zupełnie coś innego, czego dowodem są przygotowane projekty dotyczące nowego prawa oświatowego - mówi nam rzecznik ZNP Magdalena Kaszulanis.

Jak wyjaśnia, jednym z najważniejszych tematów ma być sytuacja finansowa, w tym konieczność zabezpieczenia środków na reformę w projekcie przyszłorocznym budżetu.

- Chcemy rozmawiać o tym, jakie będą skutki finansowe reformy i kto je pokryje - mówi nam Kaszulanis i przypomina, że uwagi w tym zakresie wskazywali również prawnicy Rządowego Centrum Legislacji. - Aktualnie nie ma dodatkowych pieniędzy na przeprowadzenie tak gruntownej reformy - przekonuje.

Związkowcy na razie nie otrzymali odpowiedzi na skierowany do premier Beaty Szydło list.

Co planuje MEN?

Główne założenia nowego projektu ustawy Prawo oświatowe, zaprezentowanego przez MEN wrześniu, to powrót do 8-letniej podstawówki, 4-letniego liceum oraz 5-letniego technikum. Zasadnicza szkoła zawodowa zostanie zastąpiona przez dwustopniowe szkoły branżowe. Ośmioletnia edukacja zakończy się egzaminem, który zdecyduje o dostaniu się do szkoły ponadpodstawowej. Egzamin będzie składał się z czterech przedmiotów: języka polskiego, matematyki, języka obcego nowożytnego oraz historii. Testy odbędą się w ciągu dwóch dni.

Zmianie ulegnie również program nauczania.

MEN zaproponował także zmniejszenie obwodów i ograniczenie dowożenia dzieci.

Reforma oświaty ma się odbyć na zasadzie wygaszania. W roku szkolnym 2017/2018 nie będzie już rekrutacji do gimnazjów. Ich wygaszanie, jak zapowiedziało MEN, będzie realizowane w różnych wariantach, m.in. przez przekształcenie placówek w ośmioletnią szkołę podstawową, włączenie ich do podstawówek, przekształcanie w licea ogólnokształcące, technika lub branżowe szkoły pierwszego stopnia. Decyzje ws. czasu i formy przekształcenia gimnazjów będą w kompetencji organów prowadzących te placówki np. gmin.

Od 1 września 2017 roku uczniowie, nauczyciele i wszyscy pracownicy dotychczasowej 6-letniej szkoły podstawowej będą już w szkole 8-letniej - poinformowała dziś minister. Na pierwszą i najbardziej wyczekiwaną zmianę MEN daje sobie więc rok. W tym samym czasie (1 wrzesień 2017) edukację rozpoczną pierwsi od lat siódmoklasiści.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne