Reklama

Reklama

Zniesienie limitu 30-krotności przy składkach ZUS. KO chce zwołania komisji finansów

"Mimo że w kampanii wielokrotnie słyszeliśmy, że tej ustawy nie będzie, pierwsza jest właśnie ta. Dlaczego PiS to robi? Powód jest tylko jeden - do budżetu musi wpłynąć ponad 5 mld zł więcej ze składek, bo budżet nigdy nie był zrównoważony" - mówiła na konferencji prasowej Izabela Leszczyna (KO). Koalicja Obywatelska chce zwołania posiedzenia sejmowej komisji finansów publicznych w propozycji zniesienia limitu 30-krotności przy składkach ZUS.

W środę do Sejmu trafił wniesiony przez grupę posłów PiS projekt ustawy likwidującej od 2020 r. górny limit przychodu, do którego płaci się składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe - tzw. 30-krotności ZUS. Ma przynieść dodatkowe 7,1 mld zł.

"Mimo że w kampanii wielokrotnie słyszeliśmy, że tej ustawy nie będzie, pierwsza jest właśnie ta. Dlaczego PiS to robi? Powód jest tylko jeden - do budżetu musi wpłynąć ponad 5 mld zł więcej ze składek, bo budżet nigdy nie był zrównoważony" - powiedziała na konferencji prasowej Izabela Leszczyna (KO).

Reklama

Dodała, że zrównoważenie przyszłorocznego budżetu "uzyskano tylko dzięki temu, że te 5 mld zł w budżecie już jest, tak jak 14,5 mld zł z grabieży oszczędności w OFE; w dodatku w budżecie nie ma 13. emerytury".

Leszczyna: To straszne dla przyszłych pokoleń

"PiS robi rzecz dla przyszłych pokoleń Polaków, dla naszych dzieci, okrutną. Dzisiaj do budżetu wpłynie 5, 7, 10 mld, w przyszłości więcej, natomiast za kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat z tego budżetu powinno wypłynąć o wiele więcej miliardów złotych na wypłatę emerytur. Im wyższa składka, tym wyższa emerytura" - mówiła Leszczyna.

Według niej, "system emerytalny, poprzez działania PiS i kilka bardzo złych, nieodpowiedzialnych wobec finansów publicznych decyzji, trzęsie się w posadach i sam PiS mówi, że konieczna będzie dyskusja, co z tymi finansami w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych dalej będzie się działo".

"PiS zaczyna realizować obietnice wyborcze, trzymajcie się mocno za swoje kieszenie i portfele, bo będzie z nich ubywać coraz więcej pieniędzy" - powiedziała Leszczyna.

Hennig-Kloski: Nie ma rzetelnej oceny skutków tych zmian

Według Pauliny Hennig-Kloski (KO) "PiS w panice szuka pieniędzy do przyszłorocznego budżetu i wprowadza drogą poselską tak naprawdę ustawę systemową dla systemu ubezpieczeń społecznych".

Podkreśliła, że taki projekt wymaga oceny skutków w perspektywie 50-letniej, "bo tak naprawdę dopiero nasze dzieci i wnuki odczują, co dzisiaj PiS robi z naszymi portfelami". "Wtedy trzeba będzie oskładkować pracę dużo bardziej niż dziś, żeby utrzymać kominowe emerytury, które w wyniku tej regulacji powstaną" - dodała.

"Nie możemy pozwolić, by taka ustawa została zrealizowana bez oceny skutków regulacji w dłuższym okresie. Dlatego jeszcze dziś do przewodniczącego komisji finansów publicznych Henryka Kowalczyka wpłynie nasz wniosek o zwołanie specjalnego posiedzenia do rzetelnej oceny skutków regulacji, bo taka ocena nie została załączona do poselskiego projektu ustawy" - powiedziała.

Czy Gowin zrealizuje obietnice?

Dodała, że KO czeka na stanowisko wicepremiera Jarosława Gowina w tej sprawie. "Czy faktycznie zrealizuje swoje obietnice wyborcze i na poziomie rządu zatrzyma poparcie dla tej ustawy, czy będzie popierał w przyszłości - on i jego posłowie z Porozumienia - to rozwiązanie rujnujące system emerytalny" - powiedziała.

Podkreśliła, że Gowin "wielokrotnie obiecywał w kampanii wyborczej, powtarzając to praktycznie każdego dnia, że likwidacja górnego limitu składek na ZUS nie zostanie przeprowadzona, ponieważ będzie miała drastyczny wpływ na system emerytalny w przyszłości, i że rząd nie poprze tego rozwiązania".

O jakie zmiany chodzi?

Projekt PiS zakłada, że począwszy od 2020 składka na ubezpieczenia emerytalne i rentowe będzie odprowadzana od całości przychodu, a nie - jak obecnie - od kwoty będącej 30-krotnością prognozowanego na dany rok w gospodarce przeciętnego wynagrodzenia.

Obowiązujący obecnie limit oznacza, że ktoś to w ciągu roku zarobi więcej niż 30-krotność prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, nie musi opłacać składek na ZUS. Limit ten wynosi w 2019 r. 11 912 zł brutto miesięcznie, czyli 142,9 tys. zł. rocznie.

Zniesienie 30-krotności ma - jak napisano w uzasadnieniu - zwiększyć wpływy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych o 7,1 mld zł. wzrosnąć mają również wpływy składkowe do Funduszu Rezerwy Demograficznej. Według wnioskodawców wyższe składki na ubezpieczenie emerytalne spowodują wzrost składek zewidencjonowanych w ZUS, a w konsekwencji stopniowy wzrost wydatków na emerytury wyliczane według nowych zasad. W uzasadnieniu oszacowano, że zarobki wyższe niż 30-krotność przeciętnego wynagrodzenia osiąga ok. 370 tys. osób.

"Wysokość emerytury jest ściśle powiązana z wysokością odprowadzanych składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe. Im wyższa kwota odprowadzanych składek i im dłuższy okres zatrudnienia, tym wysokość świadczenia jest wyższa. Stąd też zniesienie limitu wysokości podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe bezpośrednio będzie wpływać na wysokość otrzymywanej w przyszłości emerytury" - napisali autorzy projektu.

Na początku listopada minister finansów, inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński oceniał, że utrzymanie 30-krotności w 2020 r. będzie oznaczało dla budżetu co najmniej 5 mld zł mniej przychodów. Przypominał, że ponad 5 mld zł przychodów z tytułu zniesienia limitu zostało wpisane do projektu ustawy budżetowej na 2020 r., a projekt ten Rada Ministrów przyjęła.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne