Reklama

Reklama

Zdjęcia europosłów na szubienicach. Róża Thun zapowiada subsydiarny akt oskarżenia

Prokuratura Regionalna w Katowicach utrzymała w mocy postanowienie prokuratury okręgowej o umorzeniu śledztwa w sprawie wieszania zdjęć europosłów na symbolicznych szubienicach. Róża Thun zapowiedziała wniesienie tzw. subsydiarnego aktu oskarżenia.

O nieuwzględnieniu przez PR zażalenia pełnomocnika pokrzywdzonych poinformowali w środę przedstawiciele biura parlamentarnego Róży Thun - jednej z europosłanek, której zdjęcie zawisło na szubienicy oraz prokuratura.

Reklama

"Europosłanka Róża Thun już poinformowała, że zamierza skorzystać z możliwości wniesienia aktu oskarżenia bezpośrednio do sądu przeciwko organizatorom, tzw. subsydiarnego aktu oskarżenia" - napisano w informacji przesłanej z biura Thun.

"Znamienne! Prokuratura Ziobry ostatecznie umarza śledztwo w sprawie wieszania wizerunków europosłów na szubienicach. Wnoszę akt oskarżenia bezpośrednio do sądu przeciwko organizatorom symbolicznej egzekucji w Katowicach" - napisała na Twitterze europosłanka.

Sprawa dotyczy zorganizowanej w listopadzie 2017 r. w Katowicach demonstracji środowisk narodowych. Jej uczestnicy powiesili na symbolicznych szubienicach zdjęcia sześciorga europosłów, którzy zagłosowali za rezolucją Parlamentu Europejskiego w sprawie praworządności w Polsce.

Zaskarżenie postanowienia prokuratury okręgowej

O ponownym umorzeniu postępowania w tej sprawie - z uwagi na "brak znamion czynu zabronionego" - Prokuratura Okręgowa w Katowicach poinformowała w połowie listopada ubiegłego roku. Zdaniem śledczych przedstawiciele środowisk narodowych, którzy powiesili zdjęcia europosłów, nie popełnili przestępstwa.

W grudniu pełnomocnik pokrzywdzonych przekazał, że zaskarżył tamto postanowienie do PR - zgodnie z nowymi przepisami, wyznaczającymi taką ścieżkę odwołania. Już wówczas zapowiadał, że w przypadku nieuwzględnienia zażalenia, zostanie złożony subsydiarny akt oskarżenia przeciwko uczestnikom demonstracji.

"Prokuratura Regionalna w Katowicach rozpoznała zażalenie pełnomocnika pokrzywdzonych. Zażalenie nie zostało uwzględnione. Postanowienie jest prawomocne. Pokrzywdzonym przysługuje prawo do wniesienia subsydiarnego aktu oskarżenia" - poinformował Zespół Prasowy Prokuratury Regionalnej w Katowicach w środę, jeszcze przed otrzymaniem informacji z biura Thun.

Umorzenia śledztwa

Umarzając w listopadzie 2020 r. - już po raz drugi - śledztwo, prokuratura okręgowa podawała, że w postępowaniu przeprowadzono wszystkie czynności wskazane przez Sąd Okręgowy w Katowicach, który uchylił poprzednie postanowienie o umorzeniu - przesłuchano kilkudziesięciu funkcjonariuszy policji oraz straży miejskiej zabezpieczających manifestację.

"Przeprowadzona po wykonaniu uzupełniających czynności, całościowa analiza zebranego w sprawie materiału dowodowego wykazała, iż w sprawie zasadnym jest umorzenie postępowania. Podstawą umorzenia jest brak znamion czynu zabronionego" - podała wówczas prokuratura w komunikacie.

Śledztwo było prowadzone pod kątem art. 119 Kodeksu karnego, który mówi o stosowaniu przemocy lub groźby bezprawnej wobec grupy osób lub poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub z powodu jej bezwyznaniowości. Może za to grozić od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.

Umarzając po raz pierwszy - w listopadzie 2019 r. - postępowanie prokuratura oceniła, że uczestnicy zgromadzenia pod hasłem "Stop współczesnej Targowicy. Manifestacja w obronie wartości narodowych i patriotycznych" nie dopuścili się przestępstwa, a wydarzenia na pl. Sejmu Śląskiego były "inscenizacją". Sposób wyrażania przez nich poglądów prokuratura oceniła krytycznie w kategoriach moralno-etycznych.

Śledczy ocenili wówczas, że taka forma manifestacji nie wyczerpała znamion przestępstwa, a celem 20-minutowego zgromadzenia było "wyrażenie krytyki wobec działań tych europarlamentarzystów, którzy głosowali za przyjęciem negatywnej wobec Polski rezolucji Parlamentu Europejskiego".

Śledczy przekonywali, że owa krytyka wiązała się ze sposobem głosowania, a nie przynależnością polityczną europosłów, a żaden z uczestników manifestacji nie kierował wobec polityków gróźb i nie nawoływał do popełnienia przestępstwa ani nie wypowiadał się personalnie na temat europosłów. Jak uzasadniała prokuratura, "inscenizacja" polegająca na wieszaniu portretów polityków na konstrukcjach naśladujących szubienice, "miała charakter symboliczny, nawiązujący do historycznych wydarzeń z XVIII wieku, a utrwalonych na obrazie Jana Piotra Norblina".

Rezolucją Parlamentu Europejskiego

Parlament Europejski przyjął w połowie listopada 2017 r. rezolucję wzywającą polski rząd do przestrzegania postanowień dotyczących praworządności. PE wyraził m.in. zaniepokojenie proponowanymi zmianami w przepisach dotyczących polskiego sądownictwa, które "mogą strukturalnie zagrozić niezawisłości sądów i osłabić praworządność w Polsce". W dokumencie znalazł się też apel PE do polskiego rządu, by potępił "ksenofobiczny i faszystowski" Marsz Niepodległości.

Przeciwko rezolucji głosowali europosłowie PiS, SLD wstrzymało się od głosu, eurodeputowani PSL nie wzięli udziału w głosowaniu. Większość PO wstrzymała się od głosu, ale sześciu europosłów poparło ten dokument. Byli to: Michał Boni, Danuta Huebner, Danuta Jazłowiecka, Barbara Kudrycka, Julia Pitera i Róża Thun. To ich zdjęcia uczestnicy manifestacji zawiesili na szubienicach.

Podczas śledztwa przesłuchano w charakterze świadków uczestników i organizatorów manifestacji oraz funkcjonariuszy policji, Straży Miejskiej, a także pokrzywdzonych europosłów. Mówili oni, że po happeningu otrzymywali maile i telefony kierowane do ich biur poselskich, a zawierające treści znieważające lub o charakterze gróźb. Pokrzywdzeni i ich pełnomocnik uważają, że uczestnicy zgromadzenia powinni byli usłyszeć zarzuty. Zarzucali też śledczym opieszałość, skarżyli się na przewlekłość postępowania.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje