Reklama

Reklama

Zbigniew Ziobro: To stalking, zachowanie hejterskie wobec I prezes Sądu Najwyższego

To niebywały, przekraczający wszelkie granice atak na I prezes SN Małgorzatę Manowską. Działająca o zasady legalizmu, niezależnie od jej poglądów, nie mogła podjąć innej decyzji, bo nie miałaby żadnej podstawy prawnej, by zawieszać działanie Izby Dyscyplinarnej. Wyrok TSUE jest adresowany do państwa, a nie do konkretnego sędziego - mówił minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro podczas środowej konferencji prasowej.

- Stanowisko I prezes SN było jedynym możliwym w świetle orzeczenia SN, a moim zdaniem jednym możliwym także w świetle racjonalnej wykładni norm, rangi konstytucyjnej jak i norm wynikających z umów międzynarodowych. W tej sytuacji niebywały, przekraczający wszelkie granice atak na panią I prezes SN ze strony sędziów sadów powszechnych, którzy przekraczają wszelkie granice wolności słowa stawiają jej zarzut popełnienia przestępstw, wręcz zbrodni, należy uznać za absolutnie skandaliczne, wykraczające poza granice natury moralnej i prawnej - ocenił Ziobro. 


Pierwsza prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska nie zgodziła się w poniedziałek na nadzwyczajne posiedzenie kolegium SN. O zwołanie go wnioskowało kilkoro sędziów, w związku z ostatnimi decyzjami TSUE w sprawie Izby Dyscyplinarnej SN.

Reklama

"Moralność Kalego"

- To sędziowie sądów powszechnych przypominają nieraz Polakom i pouczają, że aby mówić o kimkolwiek, że popełnił przestępstwo, trzeba mieć ze sobą argument w postaci wyroku skazującego niezawisłego sądu, po przeprowadzonym procesie. Natomiast sędzia Tuleya, który bardzo chętnie poucza wszystkich, pozwolił sobie na tego rodzaju wypowiedź, przesądzając o tym, że ona dopuszcza się przestępstwa, bo "każdy, kto nie wykonuje orzeczeń sadowych, to przestępca". Moralność Kalego jest charakterystyczna dla tych, którzy bardzo chętnie pouczają innych, jak postępować, a sami tymi zasadami gardzą - mówił minister sprawiedliwości. 

- Takie zachowanie ociera się o jakiś stalking, zachowanie hejterskie, które jest szczególnie naganne, bo jest prowadzone w świetle kamer w sposób bezwstydny. Działająca w oparciu o zasady legalizmu I prezes Sądu Najwyższego, niezależnie od jej poglądów, nie mogła się inaczej zachować, ponieważ nie miałaby żadnej podstawy prawnej, zwłaszcza po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego, by zawieszać postępowanie Izby Dyscyplinarnej. Wyrok TSUE nie jest adresowany do konkretnego sędziego, a do państwa - podkreślił Ziobro.

Ziobro solidarny z Manowską

- Nie wyobrażam sobie, żeby pani I prezes SN uległa tego rodzaju bezprawnym, przestępczym naciskom i realizowała tego rodzaju, wbrew zasadzie legalizmu, bezprawne żądania. Gdyby sobie taką sytuację teoretycznie wyobrazić, to biorąc pod uwagę cel i motywację działania organów europejskich, które prowadzą z całą pewnością politycznie motywowaną, bezprawną akcję, agresywnie wymierzoną w organa państwa polskiego, to trzeba jasno powiedzieć, że dzisiaj sędziowie Izby Dyscyplinarnej, jutro, na drugie danie, sędziowie Izby Kontroli Nadzwyczajnej, a na deser I prezes SN, bo to właśnie sędziowie jak i przedstawiciele KE twierdzą, że wszyscy sędziowie powołani przez KRS są powołani w sposób wadliwy. Uleganie tego rodzaju narracji oznacza otwarcie drogi do dalszych żądań - wskazał Ziobro.

- Polska jest państwem suwerennym i dlatego z całą mocą chciałbym wyrazić słowa solidarności z oświadczeniem I prezes Sądu Najwyższego. W Polsce obowiązuje zasada legalizmu i w oparciu o nią nie ma możliwości realizacji bezprawnych w świetle polskiego prawa i w świetle prawa europejskiego postanowień sądu w Luksemburgu i zawieszania polskiego organu - podkreślił.

Podwójne standardy

Z kolei wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta ocenił, że organy UE stosują podwójne standardy. - Nie możemy ulegać presji tym oczekiwaniom jako państwo, ta presja jest pozaprawna, jest kreowana czysto politycznie i ma służyć temu, aby w konsekwencji tego procesu pozbawić Polskę istotnego elementu naszej suwerenności, decydowania o organizacji naszego wymiaru sprawiedliwości - zaznaczył.

- W Polsce Krajowa Rada Sądownictwa jest analogicznie sformułowana jak w Hiszpanii - mówił. Jak przypomniał, w "Hiszpanii członków KRS powołuje parlament - członków sędziowskich, którzy stanowią więcej niż połowę członków tego organu".

- Zdecydowana większość członków KRS, członków sędziowskich i niesędziowskich jest wybierana przez władzę i ustawodawczą, i wykonawczą w podobnej proporcji jak w Polsce - wskazał. - W Hiszpanii, jak w Polsce, sędziowie mogą być zgłaszani zarówno przez środowiska sędziowskie i to parlament decyduje, kto z tych kandydatów będzie powołany - dodał.

Kaleta odniósł się także do opublikowanego we wtorek przez Komisję Europejską raportu o stanie praworządności w UE. Raport poświęcony jest sytuacji we wszystkich krajach UE. KE poinformowała, że "reformy polskiego wymiaru sprawiedliwości, w tym nowe rozwiązania, nadal budzą poważne obawy". KE zdecydowała się upoważnić komisarza UE ds. sprawiedliwości Didiera Reyndersa do podjęcia kroków, mających skłonić Polskę do wykonania decyzji i wyroku TSUE dotyczących Izby Dyscyplinarnej SN - informowała wiceszefowa KE Viera Jourova.

 - Wczorajszy raport, te wszystkie żądania UE - to są czysto polityczne działania, które nie mogą spotkać się z akceptacją suwerennego państwa - stwierdził Kaleta.

Czego chce TSUE?

W środę Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis traktatu unijnego, na podstawie którego TSUE zobowiązuje państwa członkowskie do stosowania środków tymczasowych ws. sądownictwa, jest niezgodny z konstytucją. W uzasadnieniu wyroku TK wskazano, że Unia Europejska nie może zastępować państw członkowskich w tworzeniu regulacji dotyczących ustroju sądów i gwarancji niezawisłości sędziów.

Na kilkadziesiąt minut przed tym wyrokiem TSUE - uwzględniając wnioski Komisji Europejskiej - wydał kolejne postanowienie zabezpieczające o środkach tymczasowych ws. polskiego wymiaru sprawiedliwości. Unijny trybunał zobowiązał Polskę do "natychmiastowego zawieszenia" stosowania przepisów krajowych odnoszących się w szczególności do uprawnień Izby Dyscyplinarnej SN. Oznacza to, że Polska ma zawiesić działalność Izby Dyscyplinarnej także m.in. w sprawach immunitetów sędziowskich.

Z kolei w czwartkowym wyroku TSUE orzekł o niezgodności z prawem unijnym systemu odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów. Według TSUE proces powoływania sędziów SN, w tym członków Izby Dyscyplinarnej, w dużym stopniu zależy od organu (Krajowej Rady Sądownictwa), "którego struktura została poddana bardzo dużym zmianom przez polską władzę wykonawczą i ustawodawczą i którego niezależność może wzbudzać uzasadnione wątpliwości".

Oświadczenie sędzi Manowskiej

Do całej sytuacji w ubiegły piątek w oświadczeniu odniosła się I prezes SN Małgorzata Manowska. Sędzia podkreśliła, że z przepisów Traktatu o Unii Europejskiej wynika, iż prawo europejskie nie obejmuje dziedziny, jaką jest organizacja wymiaru sprawiedliwości, "bowiem to państwa członkowskie posiadają kompetencje w tym zakresie".

"Jestem głęboko przekonana, że Izba Dyscyplinarna SN jest w pełni niezależna w sprawowaniu ustawowo jej przypisanej jurysdykcji, a sędziowie tej Izby są w pełni niezawiśli w orzekaniu" - napisała prezes Manowska, informując jednocześnie o uchyleniu zarządzenia dotyczącego wykonania postanowienia TSUE wydanego w sprawie, w której w czwartek zapadł wyrok. W wydanym w kwietniu 2020 r. postanowieniu TSUE zobowiązał Polskę do natychmiastowego zawieszenia stosowania przepisów dotyczących Izby Dyscyplinarnej w sprawach dyscyplinarnych sędziów.

Sędzia podkreśliła przy tym, że "wyłączne kompetencje do określania instytucjonalnych ram funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości posiada polski ustawodawca". "Wobec kontrowersji i emocji, które zagadnienie to wywołuje - czas najwyższy, by z tych kompetencji skorzystał, mając na względzie dobro wspólne obywateli, którym jest Rzeczpospolita Polska" - zaapelowała.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje