Reklama

Reklama

Zbigniew Maj zabrał głos ws. swojej dymisji

Szef MSWiA Mariusz Błaszczak będzie rekomendował premier Beacie Szydło przyjęcie rezygnacji komendanta głównego policji insp. Zbigniewa Maja - poinformował w czwartek resort. Komendant główny policji odniósł się do sprawy podczas konferencji prasowej.

- Od dwóch miesięcy jestem komendantem - zaznacza Zbigniew Maj. - Zacząłem wprowadzać reformę zarówno Komendy Głównej Policji, jak i zmiany w stylu pracy, zarządzaniu poszczególnych komend wojewódzkich. Przeprowadziłem audyt w Biurze Spraw Wewnętrznych. Miałem świadomość, że moje ruchy mogą spotkać się ze sprzeciwem. Dotknąłem układów, które obowiązywały w policji i zostałem zaatakowany - dodał.

Reklama

- Od dziennikarzy dowiaduję się, że są toczone przeciwko mnie sprawy. To nie ma pokrycia w faktach. Czarę goryczy przelał fakt, że zostałem zapytany o kwestie prowokacji w stosunku do mnie. Wiem, że były wobec mnie prowadzone takie prowokacje - kontynuował Maj. 

- Jestem policjantem, a nie politykiem. Chcę, żeby wszystko było jasne dla opinii publicznej. Mam nadzieję, że mój przypadek, gdzie zastosowano ewidentną prowokację będzie przestrogą. Nie mogę pracować w atmosferze insynuacji. Złożyłem rezygnację, żeby nie obciążać całej formacji - stwierdził.

Pytany o prowokację, Maj nie udzielił informacji, o co dokładnie miałoby chodzić. - Sprawę zostawiam prokuraturze - powiedział. 

Komendant dodał jednak, że za prowokację odpowiadają byli pracownicy Biura Spraw Wewnętrznych. 

RMF FM o kulisach sprawy

Jako pierwsze o odejściu komendanta poinformowało radio RMF FM. Dziennikarze stacji ustalili, że rezygnacja ma prawdopodobnie związek z tajną operacją przeciwko komendantowi, jaką przygotowali funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych. Według ustaleń dziennikarza radia RMF FM Marka Balawajdera, chodziło o sprawę sprzed kilkunastu lat, kiedy Zbigniew Maj pracował w Centralnym Biurze Śledczym.

Jak podaje radio RMF FM, kilku oficerów z Biura Spraw Wewnętrznych, czyli tak zwanej policji w policji, zamierzało poprzez tajne działania zniesławić Zbigniewa Maja. Wykorzystali do tego byłego informatora policji, który działał w kręgach kaliskiego półświatka. To ten człowiek kilkanaście lat temu, kiedy Maj pracował w Kaliszu, był jego informatorem. Jednak współpraca została zerwana, gdy ten popełnił przestępstwo i w 2005 roku trafił do więzienia. 

Jak się dowiedział dziennikarz radia RMF FM - miał pretensje do obecnego szefa policji, że ten nie pomógł mu podczas śledztwa i procesu sądowego.

Później, po ponad dwóch latach, gdy informator wyszedł z więzienia, najpierw szantażował obecnego komendanta głównego, potem zaczął rozpuszczać plotki na jego temat. Sugerował, że Zbigniew Maj przyjął od niego pięć butelek alkoholu, a także pożyczył 10 tysięcy złotych, których nie oddał. 

Sprawa została wyjaśniana, nie znaleziono żadnych nieprawidłowości w postępowaniu Maja.

Co ważne, policjanci z BSW ukryli informacje przed swoimi przełożonymi. Kiedy okazało się, że Maj może być szefem policji, odświeżono materiały i przekazano prokuraturze z wnioskiem o wszczęcie śledztwa w sprawie.

Wszystko działo się w ostatnich kilku tygodniach. Teraz sprawę bada łódzka prokuratura apelacyjna. Aby nie wpływać na jej dochodzenie, Maj zdecydował o odejściu.

Informacje "Rzeczpospolitej"

"Rzeczpospolita" podaje jednak, że oskarżenia mało wiarygodnego informatora to tylko jeden z wątków dotyczących Zbigniewa Maja, które bada łódzka prokuratura.

Jak czytamy w gazecie, w aktach znalazły się również pochodzące z CBA informacje o "podejrzanych rozgrywkach biznesowych w Kaliszu", a także o rzekomych nieprawidłowościach w oświadczeniach majątkowych Maja. Odchodzący komendant główny zgromadził majątek o wartości 4 mln złotych, który, jak twierdzi źródło "Rzeczpospolitej", "nie ma pokrycia w dochodach".


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne