Reklama

Reklama

Zatrzymanie fotoreporterki Agaty Grzybowskiej. RPO reaguje

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do stołecznej policji o wyjaśnienia w sprawie zatrzymania fotoreporterki podczas poniedziałkowego protestu (23 listopada). Zdaniem rzecznika takie działania budzą wątpliwości z punktu widzenia przestrzegania wolności słowa i mogą wywołać "efekt mrożący" wobec dziennikarzy.

W poniedziałek w Warszawie odbyły się kolejne manifestacje po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie przepisów dotyczących aborcji. Po południu w czasie protestu przed MEN doszło do zatrzymań. Jedną z zatrzymanych była fotoreporterka "Gazety Wyborczej" Agata Grzybowska. Z nieoficjalnych informacji Polskiej Agencji Prasowej wynika, że postawiono jej zarzut.

Reklama

W związku z tymi wydarzeniami we wtorek RPO skierował do Komendanta Stołecznego Policji pismo z prośbą o wyjaśnienia w tej sprawie. "Opisana sytuacja budzi wątpliwości z punktu widzenia przestrzegania wolności słowa. Podejmowane przez Policję takie czynności mogą bowiem wywołać efekt mrożący dla działalności prasy. Stąd też powinny być podejmowane z szczególną rozwagą" - wskazał w piśmie rzecznik.

Jak zaznaczył, przedstawiciele mediów powinni pozostać bezstronnymi obserwatorami wydarzeń. "Dotyczy to zwłaszcza demonstracji, starć i działań o charakterze siłowym. Status dziennikarza czy fotoreportera gwarantuje, że nie zostaną oni potraktowani jako jedna ze stron konfliktu" - podkreślił RPO.

RPO wskazuje: To obowiązek państwa

Rzecznik zwrócił też uwagę, że "obecność mediów podczas demonstracji służy m.in. przekazywaniu rzetelnych informacji, ale także monitorowaniu i nagłaśnianiu ewentualnych nieprawidłowości, w tym naruszeń praw człowieka, które mogą wystąpić w trakcie; może też pomóc w rozliczeniu osób odpowiedzialnych za nadużycia".

W piśmie do KSP podkreślono, że państwo ma obowiązek ochrony dziennikarzy przed zagrażającymi ich bezpieczeństwu zachowaniami, np. uczestników demonstracji bądź kontrdemonstracji. Jak wskazano, obowiązek ten nie może być jednak wykorzystywany jako pretekst nieuzasadnionego ograniczania dziennikarzom możliwości swobodnego ich relacjonowania

RPO podkreślił przy tym, że prawo do relacjonowania demonstracji przysługuje dziennikarzom niezależnie od tego, czy zgromadzenia mają legalny charakter czy pokojowy przebieg.

"Nielegalne demonstracje czy agresywny przebieg zgromadzenia może tym bardziej uzasadniać dostęp mediów. Fakt, że demonstracja ma nielegalny charakter czy agresywny przebieg zwiększa ryzyko konieczności zastosowania środków przymusu wobec protestujących, to zaś tym bardziej uzasadnia potrzebę zapewnienia mediom swobodnego dostępu do demonstracji oraz możliwości nagrywania interwencji policji" - wskazał rzecznik.

Podkreślił też, że bardzo ważne jest, aby bezpieczeństwo relacjonowania demonstracji przez dziennikarzy oraz swoboda wykonywania przez nich zadań zawodowych były respektowane zarówno przez służby policyjne zabezpieczające dane wydarzenie, jak i przez jego uczestników.

Oświadczenie Grzybowskiej

Agata Grzybowska została zwolniona po przesłuchaniu w komendzie policji przy ul. Wilczej. W nocy z poniedziałku na wtorek fotoreporterka opublikowała oświadczenie na profilu RATS Agency na Facebooku. "Kiedy wykonywałam swoją pracę, fotografując protest pod Ministerstwem Edukacji Narodowej, zostałam zaatakowana przez policjanta (tylko dlatego, że robiąc zdjęcie, błysnęłam mu w twarz fleszem), a następnie mimo okazania legitymacji prasowej, siłą wrzucona do radiowozu, gdzie próbowano mi wmówić, że to ja byłam agresywna" - napisała. Dodała, że absolutnie nie przyznaje się do stawianych jej zarzutów.

Rzecznik komendanta głównego policji insp. Mariusz Ciarka pytany w poniedziałek o powody zatrzymania fotoreporterki "GW", mimo że pokazała legitymację prasową, powiedział: - Poczekajmy spokojnie na wyjaśnienie tej sprawy. 

Według Ciarki "w momencie zatrzymania policjanci nie wiedzieli, że to jest fotoreporterka". - Mimo że później zaczęła okazywać legitymację, pamiętajmy, że mieliśmy chociażby 11 listopada przykład, aby wiedzieć, w którym momencie opuścić miejsce, aby nie wdawać się w bezpośrednie działania policyjne - powiedział Ciarka.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy