Reklama

Reklama

Zaskakujące "wyczyny" przestępców. Nietypowe sytuacje

Praca policjantów, jak sami przyznają, obfituje w nietypowe sytuacje. Pomysłowość przestępców nie zna granic; by wymknąć się policji, gotowi są nawet udawać martwych.

Ta historia nie wyszła by na jaw, gdyby - w ostatni czwartek - policjanci z Augustowa nie zauważyli śrubokrętu tkwiącego w stacyjce litewskiego TIR-a. Chłodnia jechała z Niemiec na Litwę, kierował nią 53-letni Litwin. Śrubokręt tkwił w stacyjce nie bez powodu; pojazd był skradziony w Niemczech.

Reklama

"Dla zakamuflowania tego faktu obie części pojazdu miały przykręcone litewskie tablice rejestracyjne. Były to tablice od innych ciężarówek, ale tak dobrane, by zgadzała się marka" - relacjonuje Andrzej Baranowski z podlaskiej policji. Jak się okazało, litewskie tablice również były kradzione, a kierowca miał przy sobie komplet "dopasowanych" do tablic dokumentów.

Jeszcze ciekawsza była zawartość chłodni - dwa luksusowe bmw x5, również skradzione na terenie Niemiec. Wartość wszystkich skradzionych aut oszacowano na ponad milion złotych. Kierowca - Litwin będzie miał się z czego tłumaczyć.

Prawdziwa przyjaźń i dwóch kierowców "na podwójnym gazie"

O tym, że prawdziwy przyjaciel jest gotowy na duże poświęcenia, przekonali się - także w czwartek -policjanci z woj. warmińsko-mazurskiego. Zaczęło się od tego, że zauważyli kierowcę jadącego toyotą bez zapiętych pasów bezpieczeństwa, który, widząc policję, zaczął uciekać.

Po krótkim pościgu toyotę udało się zatrzymać. Zdumieni policjanci zobaczyli jednak za kierownicą nie jednego, a dwóch mężczyzn - 41-letni kierowca trzymał na kolanach 37-letniego pasażera. Mężczyźni w trakcie ucieczki próbowali zamienić się miejscami; uznali, że pasażer jest bardziej trzeźwy od kierowcy. Tak faktycznie było - 41-latek miał we krwi ponad 3 promile alkoholu, zaś jego kolega ... zaledwie 2 promile.

Kara - do 2 lat pozbawienia wolności i 10-letni zakaz kierowania pojazdami - grozi tylko kierowcy; przepisy nie przewidują sankcji dla pasażera za wskoczenie na kolana kierującemu pojazdem. 

Mysz na twarzy jako kamuflaż

Niecodzienne sytuacje sprawiają, że praca policjanta nie jest monotonna. "Czasem nie wiadomo jak zareagować, policjant powinien zachować powagę, ale bywa, że trudno powstrzymać się od śmiechu" - mówi Daniel Bruski z biura prasowego warmińsko-mazurskiej policji.

Tak jak wtedy, gdy policjanci zostali wezwani do włamania w jednym z domów w Lubajnach koło Ostródy. Włamywacz postawił na czatach psa, tyle, że bardzo głośnego. "Pomocnik" swoim szczekaniem obudził sąsiadów, którzy wezwali policję. Włamywacz postanowił się ratować; widząc zbliżających się policjantów położył się pod stołem, udając martwego. By wizualny efekt był mocniejszy, na twarzy położył sobie martwą mysz. Pewnie z uwagi na wprowadzone nieco wcześniej do krwi 1,2 promila nie pomyślał, że policjanci sprawdzą autentyczność zgonu.

Źrebak w Fiacie Uno

O tym, że nawet w małym samochodzie można przewieźć wiele, przekonał policjantów rolnik ze Świątek (warmińsko-mazurskie). Udoskonalając Fiata Uno, usunął tylną kanapę, co - z niejakim trudem - umożliwiło  zapakowanie do auta 120-kilogramowego źrebaka. I wyruszył z Warszawy do domu. Nie udało mu się jednak dotrzeć do celu, bo pod Olsztynem quasi ciężarówka odmówiła posłuszeństwa, a awarią zainteresował się patrol policji.

Brawurowa ucieczka żaglówką

Nie lada fantazją wykazał się 34-latek z Kielc, który włamał się do jednego z barów w woj. podkarpackim i ukradł kasę fiskalną. Wydawało mu się, że najlepszym sposobem na ucieczkę przed policją będzie szybki hals żaglówką na drugi brzeg Jeziora Solińskiego. Wiatr wszak sprzyjał. Nie przewidział jednego - że policjanci mają motorówkę.

Relacjonujący to zdarzenie Bartosz Wilk z zespołu prasowego podkarpackiej policji, dodaje, że na żaglówce ukrywał się kolega rabusia, który miał przy sobie marihuanę. Mężczyźni będą się teraz tłumaczyć przed sądem, 34-latek odpowie za kradzież, a jego kompan za posiadanie narkotyków.

Do innej "brawurowej ucieczki" doszło niedawno w Przemyślu. Policjanci ścigali złodzieja, który chcąc uniknąć zatrzymania, porzucił swój łup, wskoczył do rzeki, a że nieźle pływał, dość szybko wylądował na drugim brzegu. Tyle że policjanci, choć drogą lądową, i tym razem byli szybsi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne