Reklama

Reklama

Zamieszanie wokół podkomisji smoleńskiej. Ile kosztują jej prace?

Podkomisja smoleńska - mimo wcześniejszych deklaracji o "zakończeniu misji" - jeszcze nie kończy pracy. Wciąż nie wiadomo, ile kosztowało funkcjonowanie tego gremium.

- Misja podkomisji smoleńskiej zakończy się, gdy opublikujemy raport końcowy. Przewodniczący mówił o przyszłym roku - powiedziała nam Marta Palonek, sekretarz podkomisji smoleńskiej. Jednocześnie nie chciała komentować słów byłego szefa podkomisji Wacława Berczyńskiego, który w poniedziałek zapowiedział "koniec misji" gremium.

Wciąż nie wiadomo jednak, jak wiele płacimy ekspertom Antoniego Macierewicza. I nic nie wskazuje na to, by ta sytuacja miała się zmienić.

W poprzedniej kadencji posłowie opozycji próbowali skłonić Macierewicza do ujawnienia wydatków podkomisji smoleńskiej z 2018 r. Niezależnie od przewagi PiS w komisji obrony przegłosowali wniosek, obligujący Macierewicza do ujawnienia wydatków podkomisji smoleńskiej na jawnym posiedzeniu. Ostatecznie jednak do tego nie doszło.

Reklama

W polskim Sejmie obowiązuje zasada dyskontynuacji, co znaczy, że koniec kadencji równa się zakończeniu większości spraw prowadzonych przez posłów. Teoretycznie opozycja musi więc po raz kolejny spróbować wywrzeć presję na Antonim Macierewiczu.

Przewodniczący sejmowej komisji obrony Michał Jach z PiS uważa jednak, że polityczni oponenci byli dotychczas nieskuteczni, bo skupiali się na atakach personalnych na szefa podkomisji i byłego ministra obrony narodowej. 

- Wszystkie posiedzenia komisji obrony narodowej dotyczące podkomisji smoleńskiej, a w poprzedniej kadencji było ich bodajże osiem, sprowadzały się do ataków na pana marszałka seniora. Nadal nie będzie na nie przyzwolenia. Nie widzę natomiast tematów tabu, których mielibyśmy nie podejmować - przyznał Jach w rozmowie z Interią.

Dopytujemy przewodniczącego dlaczego, niezależnie od wyniku głosowania posłów, Macierewicz nie przedstawił dotąd wydatków swojej podkomisji. - Organ, który jest dysponentem wiadomości (dotyczącej wydatków - red.) stwierdził, że to informacja klauzulowana. Z tego powodu komisja nie była przeprowadzona. A jeżeli posłom opozycji zależało na informacji, mogli głosować za niejawnością. I wszyscy zostaliby poinformowani - mówi Jach. Czy rzeczywiście?

Przerwa bez końca

Wniosek opozycji dotyczący finansów podkomisji smoleńskiej trafił do Sejmu w marcu. Komisję zwołano w czerwcu. Po głosowaniu, które PiS przegrało mimo przewagi w komisji obrony, formalnie zarządzono przerwę w obradach. Okazało się to nad wyraz skutecznym narzędziem, bo... Sejm VIII kadencji dobiegł końca. Obecnie mamy już całkiem nową komisję obrony. Nie zmieniło się jedno: jej szefem ciągle pozostaje Michał Jach.

- Przewodniczący komisji obrony zaklina rzeczywistość. Przegłosowaliśmy, żeby podano nam informację w sposób jawny. PiS twierdzi, że nie można jej przekazać w ten sposób. Odpowiedzmy sobie więc na pytanie, kto ma rację - mówi Interii Paweł Bejda z PSL, który w tej kadencji po raz kolejny zasiadł w komisji obrony. - To, jakie koszty poniesiono (podczas prac podkomisji smoleńskiej - red.) nie powinno być dla Polaków żadną tajemnicą, bo to wszyscy obywatele płacą. Według mnie podkomisja smoleńska pracuje nieefektywnie, a efektownie, biorąc pod uwagę samego Antoniego Macierewicza - dorzuca.

W kwestii pieniędzy podkomisji smoleńskiej, posłowie opozycji są wyjątkowo zgodni. Wszyscy nasi rozmówcy deklarują, że nie zostawią tej sprawy. - Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że pieniądze nie zostały przeznaczone na cele związane z katastrofą smoleńską. Jeżeli na przykład Wacław Berczyński (odchodził w atmosferze skandalu po tym, jak pochwalił się, że "wykończył" przetarg na śmigłowce Caracal - red.) przyjął pieniądze za swoje "badania", bardzo by nas to interesowało. Byłoby to podstawą do podjęcia dalszych kroków prawnych - mówi Interii Andrzej Rozenek z Lewicy, obecnie zastępca przewodniczącego sejmowej komisji obrony.

- Na pewno będziemy się domagali ujawnienia informacji o podkomisji smoleńskiej. Sprawa jej działalności to wielka kompromitacja: brakuje efektów, koszty są ogromne, a nie można się nawet dowiedzieć, kto w niej zasiada. Na pewno finanse publiczne nie są żadną tajemnicą. To jeden z tematów, których nie zostawimy - deklaruje Tomasz Siemoniak, były szef MON.

Podkomisja kończy?

W poniedziałkowej rozmowie z "Super Expressem" Wacław Berczyński przyznał, że podkomisja smoleńska kończy prace. "Zrobiła już wszystko, co do niej należało, jej misja jest już skończona. W styczniu zostanie przedstawiona amerykańska ekspertyza, mówiąca o wybuchu w lewych drzwiach samolotu" - wyznał były szef gremium.

Były szef MON deklarował wcześniej, że prace budżetowe podkomisji "zawsze były ujawniane pod koniec roku". Trudno powiedzieć, czy tak będzie i w tym roku. Specjaliści uważają jednak, że nie można się ciągle zasłaniać klauzulą tajności.

- Koszty funkcjonowania podkomisji smoleńskiej to rodzaj informacji, który sam w sobie nie zawiera danych mogących stwarzać zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa i obywateli, bo budżet państwa jest jawny. Nie ma zatem racjonalnych przesłanek do objęcia tych wydatków klauzulą tajności - powiedział Interii prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista. - Utajnianie informacji o wydatkach podkomisji smoleńskiej wygląda na działanie, które ma służyć obejściu prawa. Już sam fakt, że nie ma dostępu do tych danych, jest znaczący - dodał.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje