Reklama

Reklama

Zagrożonych 20 tys. etatów nauczycieli. "Sytuacja jest dramatyczna"

Nauczyciele klas wczesnoszkolnych są coraz bardziej zaniepokojeni, że stracą pracę z powodu zniesienia obowiązku szkolnego dla sześciolatków. Ministerstwo Edukacji Narodowej uspokaja, tłumacząc, że nie dojdzie do redukcji etatów, a jedynie zmiany miejsca pracy. ZNP przekonuje jednak, że sytuacja jest dramatyczna, a w skali kraju zagrożonych jest nawet 20 tys. nauczycielskich etatów.

Znowelizowana na początku roku ustawa o systemie oświaty zniosła obowiązek szkolny dla sześciolatków. Dzieci będą obowiązkowo rozpoczynać naukę dopiero w wieku 7 lat, a wielu rodziców pozostawi swoje sześcioletnie pociechy w przedszkolach. Mniej klas pierwszych może zatem oznaczać redukcję etatów nauczycieli w szkołach podstawowych.

Sytuacja w Małopolsce

Reklama

Zaniepokojeni zmianami są nauczyciele w całym kraju. Jak donosiły wczoraj "Gazeta Krakowska i "Dziennik Polski", w samej Małopolsce utratą pracy zagrożonych jest 1,5 tys. osób. Problem dotyczy nauczycieli klas I-III.

- Odkąd powstał projekt, a następnie zapadła decyzja, ostrzegaliśmy i informowaliśmy MEN, że według naszych szacunków, około 1,5 tysiąca nauczycieli w Małopolsce może stracić pracę. Działo się to dokładnie wtedy, kiedy ministerstwo zapewniało, że nikt nie będzie zwolniony - mówi Grażyna Ralska, prezes małopolskiego okręgu ZNP. - Sytuacja z redukcją etatów będzie podobna w innych województwach, sprawa jest poważna. Jako związek, czarno widzimy to, by dla zwolnionych nauczycieli znalazło się miejsce pracy w przedszkolach. Placówki nie są z gumy, oddziałów nie przybędzie, nie ma na to miejsc lokalowych - argumentuje.

MEN uspokaja

MEN cały czas uspokaja obawy nauczycieli i ZNP, przekonując że zmiana przepisów ws. realizacji obowiązku szkolnego przez sześciolatków nie spowoduje zmniejszenia liczby dzieci w danym roczniku.

- Zmieni się miejsce, w którym dzieci będą realizowały wychowanie przedszkolne lub obowiązek szkolny. Jeśli będzie mniejsze zapotrzebowanie na nauczycieli w szkołach podstawowych do nauczania w klasach I-III, to więcej nauczycieli będzie potrzebnych w przedszkolach, do których będą uczęszczały sześciolatki - informuje Justyna Sadlak, rzecznik prasowy MEN.

Dodaje, że nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej nie trzeba będzie zwalniać ze szkół, żeby zatrudnić ich w przedszkolu.

- Zgodnie z Kartą Nauczyciela, nauczyciel zatrudniony na podstawie mianowania może być przeniesiony na własną prośbę lub z urzędu za jego zgodą ze szkoły do przedszkola - mówi Sadlak.

Obniżenie subwencji o 1,6 mld zł

Magdalena Kaszulanis, rzecznik ZNP, w rozmowie z Interią podkreśla, że wizja zapowiadana przez MEN byłaby wymarzona, ale nie jest tak prosta od strony formalnej i organizacyjnej.

- Chcielibyśmy, żeby ci nauczyciele nie stracili pracy, tylko przeszli do przedszkoli. Takie przeniesienie wiąże się jednak z finansowaniem. Szkoły i płace nauczycieli są finansowane z subwencji oświatowej, a przedszkola z budżetów własnych samorządów - argumentuje. - Wycofanie dzieci sześcioletnich ze szkół oznacza obniżenie subwencji oświatowej o 1 mld 600 mln zł. Brak tych pieniędzy może spowodować masowe zwolnienia - dodaje.

Rzecznik prasowy MEN przekonuje jednak, że państwo wspiera samorządy w tym zadaniu.

- Od 2016 roku dotacja dla przedszkolaków została zwiększona z 1305 do 1370 zł na dziecko. W ten sposób do samorządów trafi 1 mld 670 mln zł, czyli o 84 mln zł więcej niż wcześniej planowano - mówi Sadlak.

W skali kraju zagrożonych 20 tys. etatów

Magdalena Kaszulanis podkreśla, że jeżeli nie będzie dzieci w szkole, nie będzie też pracy dla nauczycieli.

- Według szacunków Związku Nauczycielstwa Polskiego zagrożonych jest 20 tys. etatów w skali całego kraju. Jak ostatecznie rozstrzygnie się ta kwestia, okaże się dopiero po naborze. Jeżeli więcej dzieci trafi do klas pierwszych, wtedy skala zwolnień będzie mniejsza. Natomiast na dzień dzisiejszy sytuacja jest dramatyczna - mówi Kaszulanis. - Są miasta, w których miało zostać otwartych 40 pierwszych klasach, a powstaną jedynie cztery - dodaje.

Decyzja rodziców

MEN stanowczo zaznacza, że to rodzice decydują o tym, czy sześciolatek uczy się w zerówce, czy rozpoczyna edukację w szkole.

- Takie prawo gwarantuje rodzicom ustawa. Część samorządów takiego wyboru rodzicom nie daje. Nie godzimy się na to - podkreśla Justyna Sadlak.

Rzecznik ZNP mówi, że w związku ze zmianą w całym kraju ma miejsce "potworny chaos organizacyjny i komunikacyjny", szczególnie w dużych miastach, a rodzice są zdezorientowani.

- Bardzo często nie wiedzą, jaką podjąć decyzję: posłać dziecko do szkoły, czy zostawić w przedszkolu. Stoją  przed prawdziwym dylematem - mówi. - Na chwilę obecną wydaje się, że decyzja rządu przyniosła więcej złego niż dobrego i widoczne są same negatywne konsekwencje, wynikające ze zniesienia obowiązku szkolnego dla sześciolatków, zarówno po stronie uczniów, rodziców, nauczycieli, jak i samorządowców - podkreśla.

Upolityczniony problem

- Ubolewamy, że problem sześciolatków został upolityczniony. Zaczynają krążyć informacje, w których podstawowe pytanie dotyczy tego, czy zniesienie obowiązku szkolnego dla sześciolatków będzie polityczną klęską, czy zwycięstwem opcji rządzącej - mówi Ralska. - Tu nie ma ani wygranych, ani przegranych. Tutaj chodzi o dzieci, ich dobro jest najważniejsze. Powinniśmy się tym kierować i w ogóle nie oceniać problemu w kategoriach politycznych - podkreśla.

MEN zwraca z kolei uwagę, że czysto politycznym zagraniem są kampanie prowadzone przez samorządy, które mają zachęcić rodziców do wysłania swoich 6-letnich pociech do szkół.

- To zagranie czysto polityczne, niezgodne z prawem, które szkodzi rodzicom i dzieciom. Będziemy wspierać rodziców - deklaruje MEN. - Gminy są zobowiązane do zapewnienia miejsc w placówkach wychowania przedszkolnego dla wszystkich uprawnionych dzieci - dodaje Sadlak.

Będzie kompromis?

Magdalena Kaszulanis w rozmowie z Interią informuje, że ZNP przygotował propozycję dla ministerstwa, która ma chronić nauczycieli klas wczesnoszkolnych przed ewentualną utratą pracy.

- W skrócie, jest to pomysł gwarancji pracy dla nauczycieli zagrożonych utratą pracy z powodu podwyższenia wieku obowiązku szkolnego - mówi rzecznik ZNP. - Polega na tym, by nauczyciele z klas I-III, zagrożeni utratą etatu, mogli przejść w tzw. "stan gotowości do pracy". Oznacza to, że nie straciliby etatu w szkole. Byliby do dyspozycji dyrektora, który rozdzielałby im zadania, wysyłał do klas, w których potrzebne byłoby dodatkowe wsparcie nauczyciela, przydzielał im zajęcia dodatkowe, np. na świetlicy - tłumaczy Kaszulanis.

Związek cały czas apeluje do rządu i szuka rozwiązania, które pozwoliłoby maksymalnie ograniczyć prawdopodobną liczbę zwolnień.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne