Reklama

Reklama

Zabawy z bronią Jarosława Kaczyńskiego

Policja zlekceważyła wniosek Witolda Gierałta - byłego rzecznika prasowego stołecznej policji - o sprawdzenie, czy Jarosław Kaczyński właściwie korzysta z pistoletu do ochrony osobistej - informuje "Newsweek".

Co było powodem złożenia takiego wniosku? Coraz częściej pojawiające się informacje świadczące o tym, że zaopatrzony w pistolet prezes PiS może stanowić zagrożenie dla otoczenia. - Policja obligatoryjnie musi sprawdzać każdy sygnał o nieprawidłowym obchodzeniu się z bronią. Tak wynika z przepisów - mówi Jarosław Kościuszko, właściciel agencji ochrony "Securitas".

Reklama

Emerytowany policjant powołał się na wypowiedź Donalda Tuska, który opisał zdarzenie z lat 90. - Pan był wtedy szefem PC i chodził pan z bronią. I kiedyś spotkaliśmy się w windzie, w Sejmie. I pan wyciągnął broń i powiedział:- dla mnie ciebie zabić, to jak splunąć - opowiadał Tusk. Gierałt przypomniał również przepisy mówiące o konieczności pozbawiania uprawnień osoby, które mogą "użyć broni w celu sprzecznym z interesem bezpieczeństwa lub porządku prawnego" - informuje "Newsweek".

Cała sytuacja oburza prof. Wiktora Osiatyńskiego, konstytucjonalistę i obrońcę praw człowieka. - Politycy powinni być ostrzej traktowani niż przeciętni obywatele, właśnie dlatego, że pełnią funkcje publiczne i mają służyć wzorem. Szkoda, że w tym przypadku prokuratorzy i policjanci zapomnieli o zasadzie rodem z dramatów Czechowa: jeśli strzelba wisi na ścianie w pierwszym akcie, to w trzecim musi wystrzelić.

Dowiedz się więcej na temat: Newsweek | Jarosławie | policja | zabawy | Jarosław

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje