Reklama

Reklama

Wyrok ws. zabójstwa rodziny w Gdańsku. Dożywocie dla Samira S.

Na karę dożywocia oraz dodatkowo na pozbawienie praw publicznych na okres 10 lat Sąd Okręgowy skazał we wtorek Rosjanina Samira S., oskarżonego o zabójstwo w Gdańsku w 2013 r. trzyosobowej rodziny, w tym 16-miesięcznego dziecka. Ofiary zostały zastrzelone.

Sąd zdecydował, że Samir S. będzie mógł ubiegać się o warunkowe, przedterminowe zwolnienie po 35 latach odbywania kary. Orzekł też, że oskarżony ma zapłacić dla czterech osób związanych rodzinnie z ofiarami po 50 tys. zł zadośćuczynienia. Wyrok nie jest prawomocny.

Reklama

Sąd przyznał, że ogłoszony wyrok oparł głównie na podstawie zeznań funkcjonariuszy policji, którym Samir S. tuż po zatrzymaniu opowiedział, co się stało w mieszkaniu małżeństwa K.

"Oskarżony miał odebrać od Adama K. dług w kwocie 12-13 tys. zł. Doszło między nimi do wymiany słownej, a Agnieszka K. wyszła w tym czasie z dzieckiem do łazienki. Oskarżony twierdził, że był przez Adama K. obrażany. W pewnym momencie, jak przyznał +coś w nim pękło+, tym bardziej, że Adam K. miał też wcześniej oszukiwać go podczas transakcji. Wyciągnął broń i strzelił do Adama K., potem zastrzelił jego żonę. Zabił też dziecko dlatego, że wyło" - powiedział sędzia Robert Studzienny.

Dodał, że o winie oskarżonego świadczą też m.in. oględziny miejsca zbrodni, ślady DNA należące do Samira S znalezione na pistolecie, a także bilingi telefoniczne oskarżonego i Adama K. "Ostatnim skutecznym połączeniem, jakie wykonano z telefonu komórkowego Adama K. był kontakt z telefonem oskarżonego" - wyjaśnił sąd.

Obrońca Arnost Becka zapowiedział apelację od wyroku.

"Jestem przekonany o niewinności Samira S. od marca 2013 r., kiedy po raz pierwszy zaznajomiłem się z materiałem dowodowym. Cały łańcuch poszlak w tej sprawie nie został domknięty. Jest wiele elementów, które wskazują, że mógł, ale nie musiał popełnić tego przestępstwa - są dowody za, są dowody przeciwko" - argumentował adwokat.

Zdaniem adwokata, proces ma charakter poszlakowy i w tej sytuacji wszelkie budzące wątpliwości okoliczności trzeba rozstrzygnąć na korzyść oskarżonego. Jak podkreślił w mowie końcowej, w mieszkaniu ofiar Adama K., jego żony i 1,5-rocznej córki, nie znaleziono żadnych śladów należących do oskarżonego.

Samir S. przyjął wyrok z kamienną twarzą. "Jego twarz jest niezmienna od chwili, kiedy go poznałem. Jego matka to przeżywa, siostra przeżywa, ja nie mogłem wczoraj w nocy spać, a on ma twarz szachisty" - dodał Becka.  

Prokurator Wojciech Wróbel powiedział dziennikarzom: "Wykonaliśmy kawał porządnej roboty. Dziękuję w tym miejscu funkcjonariuszom policji, którzy pomagali mi w prowadzeniu tego śledztwa. Dzięki ich zaangażowaniu możliwe było to, co przed chwilą nastąpiło".

Prokuratura domagała się dla Samira S. kary dożywocia z możliwością warunkowego zwolnienia po upływie 40 lat, pozbawienia praw publicznych na 10 lat oraz nawiązki dla rodziców i rodzeństwa ofiar w wysokości od 40 do 50 tysięcy zł.

Do zabójstwa 33-letniego Adama K., jego 30-letniej żony i ich jedynego dziecka - 16-miesięcznej córki Niny - doszło 13 marca 2013 r. wieczorem w mieszkaniu przy ul. Długiej, w centrum Gdańska. Ciała odkrył następnego dnia znajomy rodziny. Ustalono, że z mieszkania zniknęły cenne przedmioty, m.in. sprzęt elektroniczny i liczne militaria z czasów II wojny światowej, które kolekcjonował gospodarz.

Prokuratura oskarżyła o potrójne zabójstwo urodzonego w Baku 35-letniego Samira S. Zdaniem śledczych w efekcie gwałtownej kłótni S. wyjął pistolet i - strzelając dwukrotnie z bardzo bliskiej odległości w głowę - zabił Adama K. W identyczny sposób zginęła żona kolekcjonera, która przybiegła, usłyszawszy strzały. Według śledczych, następnie Samir S. zabił jednym strzałem w głowę dziewczynkę i miał to zrobić, bo dziecko krzyczało.

W opinii śledczych, po zabójstwie Rosjanin ukradł z mieszkania ofiar liczne militaria, m.in. granaty ćwiczebne, sztylet, nieśmiertelniki i inne elementy umundurowania oraz wyposażenia niemieckich żołnierzy z czasów II wojny światowej, zastawę stołową oraz sprzęt elektroniczny. Łączną wartość tych przedmiotów oceniono na ponad 65 tys. zł. Większość tych rzeczy policja znalazła w mieszkaniu S. po jego zatrzymaniu.

Rosjaninowi oprócz potrójnego zabójstwa i kradzieży zarzucono też nielegalne posiadanie broni - pistoletu Walther P22, który był narzędziem zbrodni.

Śledczy ustalili, że tuż po zabójstwie Samir S. wrócił autobusem do Elbląga, gdzie spalił ubranie i ukrył pistolet. Dwa dni później (dzień po ujawnieniu zbrodni) został zatrzymany. Na trop mężczyzny naprowadziły policję przede wszystkim połączenia telefoniczne: w dniu, w którym doszło do zabójstwa, Adam K. i Samir S. kilkakrotnie rozmawiali przez telefon i wymieniali sms-y.

W trakcie śledztwa Samir S. na kilka różnych sposobów próbował wyjaśnić, jak w jego mieszkaniu znalazły się przedmioty należące do ofiar zabójstwa. O tym, co - w opinii prokuratury, zdarzyło się w mieszkaniu małżeństwa K., miał powiedzieć nieoficjalnie policjantom, którzy prowadzili pierwsze czynności po zatrzymaniu. Później jednak na dalszym etapie śledztwa oraz w sądzie nie przyznał się do potrójnego zabójstwa.

Samir S. był wcześniej karany. Kilka lat temu sąd w Kaliningradzie skazał go na 10 miesięcy pobytu w kolonii karnej za nielegalne posiadanie broni. Oskarżony przebywał w Polsce legalnie. Miał Kartę Polaka, bo jeden z jego dziadków był narodowości polskiej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama