Reklama

Reklama

Wpis nawołujący do zbrodni na portalu pseudokibiców. Jest śledztwo

Krakowska prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie nakłaniania do popełnienia zbrodni oraz innych przestępstw przez pseudokibiców jednego z krakowskich klubów piłkarskich - poinformował w poniedziałek rzecznik prokuratury Okręgowej w Krakowie prok. Janusz Hnatko.

Sprawa dotyczy wpisu na temat śmiertelnie postrzelonego przez antyterrorystę w piątek podczas próby zatrzymania jednego z pseudokibiców. Zdjęcie kibica i napis: "Rzeki spłyną krwią tych, którzy uśmiercili naszych braci" pojawiło się w niedzielę na profilu stowarzyszenia kibiców.

Reklama

Prokuratura informuje, że postępowanie może dotyczyć także innych przestępstw.

Artykuł 255 Kodeksu karnego, mówiący m.in. o nawoływaniu do zbrodni, mówi także o sankcjach za publiczne pochwalanie przestępstwa. Za nawoływanie do zbrodni grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności, za pochwalanie przestępstwa kara - do 1 roku.

Jak podało w poniedziałek radio RMF, "skandaliczny post zniknął już z profilu Stowarzyszenia, o incydencie powiadomiony został administrator portalu".

W piątek prokuratura poinformowała o zatrzymaniach w śledztwie dotyczącym grupy pseudokibiców, zajmującej się uprowadzeniami dla okupu. W trakcie zatrzymywania jeden z pseudokibiców zaatakował funkcjonariusza policji, usiłując wyrwać mu broń i oddać strzał w stronę innego funkcjonariusza. W odpowiedzi policjant postrzelił napastnika. Mimo przeprowadzonej akcji reanimacyjnej podejrzany zmarł.

W śledztwie zatrzymano łącznie sześć osób. Wszyscy zatrzymani usłyszeli zarzuty uprowadzenia ze szczególnym udręczeniem i rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Jednemu z tych podejrzanych dodatkowo zarzucono posiadanie znacznej ilości kokainy. 

W toku śledztwa zatrzymano także inne osoby, których rola jest obecnie wyjaśniana.

W sobotę wieczorem krakowski sąd na wniosek prokuratury zastosował wobec wszystkich sześciu podejrzanych areszt na trzy miesiące. Przesłankami przemawiającymi za stosowaniem aresztu były: zagrożenie surową karą oraz obawa matactwa i ukrywania się ze strony podejrzanych.

Jak informowała prokuratura, w osobnym postępowaniu badana będzie kwestia użycia broni przez funkcjonariusza. Według RMF, antyterrorysta "de facto uratował życie swoich kolegów".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy