Reklama

Reklama

Władysław Kosiniak-Kamysz: Tak się kończy zawłaszczanie państwa

"Prezes NIK Marian Banaś powinien podać się do dymisji, ale nie jest wcale pewne, że tak uczyni" - uważa prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. "Tak się kończy zawłaszczanie państwa" - powiedział w sobotę dziennikarzom w Ostrowie koło Tarnowa szef ludowców.

"To wstyd i ogromny problem, ale nie można wybierać złych ludzi i myśleć, że dokonają dobrych rzeczy. Była wielka radość, fetowanie wyboru pana ministra Banasia na szefa NIK, ściskanie się z panem prezydentem, z innymi najwyższymi urzędnikami w państwie, takie poczucie podporządkowania kolejnej instytucji publicznej, a wyszło, niestety, tragicznie i fatalnie" - zaznaczył Kosiniak-Kamysz.

Reklama

Według niego, dla dobra funkcjonowania instytucji publicznych w Polsce prezes Banaś powinien jak najszybciej podać się do dymisji, ale nie ma pewności, że tak uczyni.

"To jest błąd rządzenia, to jest błąd wskazania osoby, która się do tej funkcji po prostu nie nadaje. Tak się kończy zawłaszczanie państwa. 'Sami swoi' na wszystkich stanowiskach pokazali, co potrafią i kończy się to fatalnie nie tylko dla wizerunku NIK, ale i dla funkcjonowania państwa, i to jest najgorsze" - podsumował prezes PSL.

Najwyższa Izba Kontroli - wskazał Kosiniak-Kamysz - powinna być przykładem skuteczności i niezależności działania, ale też przejrzystości działania. "O żadnej z tych wartości dzisiaj przy prezesie Banasiu mówić nie możemy" - zaznaczył szef ludowców.

Reportaż "Superwizjera"

We wrześniu TVN w programie "Superwizjer" podał, że Marian Banaś wpisał do oświadczenia majątkowego m.in. kamienicę w Krakowie, gdzie mieścił się pensjonat oferujący pokoje na godziny, i że wynajem kamienicy o powierzchni 400 mkw. i dwóch mniejszych, miał przynosić rocznie 65,7 tys. zł dochodu. Według "Superwizjera" Banaś zaniżył w oświadczeniach dochody z wynajmu kamienicy w Krakowie, mowa była także o powiązaniach ze stręczycielami.

Pod koniec września Banaś udał się na urlop bezpłatny do czasu zakończenia postępowania kontrolnego CBA w sprawie jego oświadczeń majątkowych. Szef NIK oświadczył też wówczas, że nie zarządzał pokazanym w materiale "Superwizjera" hotelem, obecnie nie jest właścicielem nieruchomości, a materiał TVN odbiera, "jako próbę manipulacji, szkalowania i podważania dobrego imienia". Pozwał TVN i autora materiału Bertolda Kittela, żądając przeprosin, sprostowania i wpłaty na cel społeczny.

Dymisji nie ma

Prezes NIK, który w środę uczestniczył w posiedzeniu sejmowej Komisji ds. Kontroli Państwowej, opiniującej wnioski o powołanie dwóch wiceprezesów Izby, oświadczył, że "ze spokojem" oczekuje zakończenia procedur podjętych przez urzędy państwowe w sprawie jego oświadczeń majątkowych.

W czwartek w siedzibie PiS z Banasiem spotkali się prezes partii Jarosław Kaczyński i wiceprezes, szef MSWiA Mariusz Kamiński. Jak poinformowała rzeczniczka PiS Anita Czerwińska, wyrazili oni oczekiwanie podania się przez szefa NIK do dymisji.

CBA poinformowało w piątek po południu, że rano tego dnia skierowało do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Banasia. Zawiadomienie jest wynikiem przeprowadzonej przez CBA kontroli oświadczeń majątkowych obecnego prezesa NIK. W zawiadomieniu CBA wskazuje na podejrzenie złożenia przez Banasia nieprawdziwych oświadczeń majątkowych, zatajenie faktycznego stanu majątkowego oraz uzyskiwania dochodów z nieudokumentowanych źródeł.

Tego samego dnia premier Mateusz Morawiecki powiedział, że zapoznał się z raportem CBA w sprawie prezesa NIK, a wnioski z niego płynące powinny skłonić Banasia do podania się do dymisji. Morawiecki wyraził przekonanie, że Banaś poda się w piątek do dymisji. "Jeśli tak się nie stanie, mamy plan 'B'" - dodał premier.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje