Reklama

Reklama

Wiceminister Maciej Wąsik apeluje do opozycji ws. działań na granicy: To wykorzystuje Łukaszenka

- Im więcej niepotrzebnych reakcji ze strony posłów i fundacji, czyli pożytecznych ludzi, których wykorzystuje Łukaszenka, tym dłużej migranci będą siedzieć na granicy polsko-białoruskiej - ocenił wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Maciej Wąsik. Nawiązał do apeli o wpuszczenie ich do Polski, jak i przekazywania im darów, np. namiotów albo jedzenia. Zapewnił, że rząd "nie zaryzykuje" podobnych ruchów. - Byłoby to nielegalne, a w konsekwencji zostałoby wykorzystane jako prowokacja - wyjaśnił. Premier Mateusz Morawiecki stwierdził natomiast, że "działania na naszej granicy to zaplanowana akcja reżimu Łukaszenki".

Wiceszef MSWiA Maciej Wąsik napisał w czwartek na Twitterze, że na granicy polsko-białoruskiej koczują "mężczyźni, którzy przylecieli do Mińska z Bagdadu, za kilka czy kilkanaście tysięcy dolarów". We wpisie dodał, że żądając otwarcia dla nich granicy, jak i zawożąc im podarunki, "możemy wpisywać się w scenariusz Łukaszenki".

W piątkowym "Graffiti" na antenie Polsat News skomentował to poseł Lewicy Maciej Konieczny. - Mówimy o 32 osobach, które w tym momencie koczują bez dostępu do toalety, bo też im się tego odmawia na polskiej granicy. Pan minister Wąsik kłamie w celu rozpętania po raz kolejny w celu antyuchodźczej nagonki. To są osoby, które uciekają z Afganistanu przed niebezpieczeństwem. W czwartek, razem z namiotami, śpiworami, jedzeniem, środkami higienicznymi, udało się dostarczyć pełnomocnictwa do reprezentacji prawnej przez adwokatów, które te osoby wypełniły - stwierdził poseł.

Reklama

Maciej Wąsik: Odpowiedzialność za migrantów ponosi Białoruś

Na wypowiedzi Koniecznego zareagował sam Wąsik. Jego zdaniem posłowi Lewicy "wydaje się, że chce udzielić pomocy tym ludziom". - Tak naprawdę mogą mu zawdzięczać, że będą siedzieli dłużej (w Usnarzu - red.) - mówił. 

W jego opinii "im więcej takich niepotrzebnych reakcji ze strony posłów i fundacji, (czyli) pożytecznych ludzi, których wykorzystuje Łukaszenka, tym dłużej (migranci) będą tam siedzieć". - Eskalacja konfliktu sprawia, ze opłaca się ich tam trzymać. Oni siedzą po stronie białoruskiej. Nie mamy wobec nich żadnej jurysdykcji, nie zaryzykujemy przekazania im niczego przez granicę. Byłoby to nielegalne, a w konsekwencji zostałoby wykorzystane jako prowokacja. Nie weźmiemy na siebie odpowiedzialności za tych ludzi, ponosi ją strona białoruska - stwierdził Wąsik w Polsat News.

Jak zauważył, są "legalne procedury azylowe", a działania zmuszające migrantów, by dostali się do Polski "w nocy przez zieloną granicę" ocenił jako "wrogie" wobec naszego kraju. Maciej Wąsik zaapelował też do wszystkich polityków, aby "nie angażowali się w taki sposób", jak dotychczas w kryzys związany z obecnością migrantów w Usnarzu Górnym. 

- Podsycając konflikt, działają na szkodę tych nieszczęsnych ludzi wykorzystanych przez państwo Łukaszenki - uznał.

Wiceminister: Zdarza się, że migranci omijają patrole Straży Granicznej

Zapytany o twierdzenia migrantów - kolportowane przez Białoruś - że byli w głębi Polski, a nasza Straż Graniczna wywiozła ich z powrotem na granicę, odparł: - Oni mówią różne rzeczy. Twierdzą, że Białoruś graniczy z Niemcami, a 10 kilometrów od granicy jest Berlin.

W jego opinii należy być "bardzo ostrożnym" z przyjmowaniem takich relacji osób koczujących przy granicy. - Straż Graniczna nie dopuszcza, by nielegalnie dostali się do Polski. Zdarza się, że patrole są omijane; tak było w przypadku 12-osobowej grupy osób, która utknęła w Puszczy Białowieskiej. Zostali ewakuowani, wszystkim udzielono stosownej pomocy - powiedział wiceszef MSWiA.

Jak uściślił, migranci zabrani z puszczy prawdopodobnie nie zostaną w Polsce, gdyż "pochodzą z krajów, gdzie nie ma konfliktów czy wojen". - Nasze państwo daje sobie radę, jesteśmy przygotowani na najgorsze scenariusze - zapewnił Wąsik. 

W piątek wieczorem Morawiecki we wpisie na Facebooku przyznał, że "na naszej granicy z Białorusią dzieją się rzeczy niepokojące", ale zapewnił też, że "nasze służby w pełni kontrolują sytuację". "Ani Komisja Europejska, ani ja, nie mamy wątpliwości, że to zaplanowana akcja reżimu Aleksandra Łukaszenki. Są na to dowody" - poinformował szef polskiego rządu. 

Mateusz Morawiecki o posłach na granicy: Trudno zrozumieć ich motywację

Premier napisał, że "tym bardziej trudno zrozumieć nieodpowiedzialne zachowanie części polskich parlamentarzystów, którzy wbrew faktom i polskiej racji stanu, sieją dezinformację, próbują obniżyć morale i zasługi Straży Granicznej, która wykonuje swoje obowiązki i zapewnia bezpieczeństwo naszych granic".

"Trudno zrozumieć ich motywację. Zasiadają przecież w polskim parlamencie i powinni reprezentować interesy swojego kraju i dbać o bezpieczeństwo obywateli Polski, a nie obcego, niedemokratycznego reżimu, na złość rządowi. Chcę wyrazić swoje pełne wsparcie dla funkcjonariuszy Straży Granicznej i podziękować im za dotychczasową pracę" - podkreślił.

Do posłów opozycji zaapelował o rozsądek. "Jest wiele sposobów prowadzenia sporu politycznego. Igranie z bezpieczeństwem obywateli i naruszanie interesu państwa jest najgorszym sposobem z możliwych" - napisał Morawiecki.

Ulewa nad Usnarzem Górnym. Koczujący schronili się małych namiotach

W piątkowy wieczór Straż Graniczna przekazała, że w ostatnich dniach trzy razy zwracała się do Białorusinów z prośbą o podjęcie interwencji wobec grupy osób koczujących po ich stronie granicy. Jak dodała, Białorusini informują, iż takie czynności "są podejmowane". 

Tymczasem nad Usnarzem Górnym przeszedł w piątek od późnego popołudnia ulewny deszcz. Z niewielkimi przerwami lało kilka godzin. 32 osoby, w tym kobiety i jedna nastolatka, schroniły się przed deszczem w siedmiu niewielkich turystycznych namiotach. Kalina Czwarnóg z Fundacji Ocalenie poinformowała, że cudzoziemcy otrzymali je w czwartek wieczorem.

W godzinach wieczornych w piątek wolontariusze fundacji przyszli, by poinformować ich, że w sobotę przyjadą do nich dwaj nowi tłumacze. Polscy żołnierze i funkcjonariusze Straży Granicznej przesunęli kordon odgradzający cudzoziemców o kilkanaście metrów. 
Jeden z oficerów poinformował, że wolontariusze i przedstawiciele mediów mogą przebywać jedynie na drodze gminnej, która znajduje się kilkadziesiąt metrów od granicy. Widok na koczujące osoby został szczelnie zasłonięty przez samochody wojska i SG oraz zarośla.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje