Reklama

Reklama

Warszawa: Szarpanina podczas aresztowania Margot

Przed warszawską siedzibą Kampanii Przeciwko Homofobii odbył się protest przeciwko decyzji sądu o dwumiesięcznym areszcie dla aktywisty LGBT Michała Sz. (identyfikuje się jako kobieta - Margot). Z relacji uczestników protestu wynika, że po Margot podjechały trzy policyjne samochody. Na areszt zdecydowano się jednak później, co wywołało serię incydentów z udziałem aktywistów i policji. Powodem decyzji o areszcie ma być celowe uszkodzenie samochodu Fundacji "Pro - Prawo do Życia" - oklejonego hasłami anty LGBT.

Przed warszawską siedzibą Kampanii Przeciw Homofobii zebrało się kilkadziesiąt osób, w tym politycy Lewicy. Z filmów zamieszczonych na Twitterze wynika, że zebrani krzyczeli hasło: "Wszystkich nas nie zamkniecie".

Reklama

Margot wyszła do stojących przed siedzibą policjantów, jednak ci nie zdecydowali się jej aresztować - relacjonuje "Gazeta Wyborcza". 

Tłum protestujących ruszył więc w pochód na Nowy Świat. Tam policjanci w mundurach i nieumundurowani mieli aresztować Margot - podaje gazeta.

Z informacji "GW" wynika, że na miejscu doszło do szarpaniny między policjantami a osobami broniącymi Margot.

"Dwóch młodych mężczyzn wskoczyło na samochód, żeby uniemożliwić jego odjazd. Kilkadziesiąt osób usiadło przed autem, a kilkanaście osób za samochodem, wokół którego uformował się kordon policji" - pisze gazeta.

Gdy samochód z Margot ruszył, doszło do przepychanek z policją, która go eskortowała. Kilka osób upadło na ziemię i zostało przytrzymanych przez funkcjonariuszy. Radiowóz z Michałem Sz. odjechał, ale protest wciąż trwał. 

Aktywiści byli zatrzymywani przez policjantów. Niektórzy blokowali policyjne samochody, w których były zatrzymane osoby. Protestujący wykrzykiwali hasła: "Faszyści, policja - jedna koalicja", "Solidarność naszą bronią", "Zamkniecie jedną, przyjdą następne". Aktywiści mieli ze sobą tęczowe flagi, wielu na twarzach miało maseczki w tęczowych kolorach.

"Gazeta Wyborcza" informuje, że podczas zajścia ranny został jeden aktywista. 

Komunikat policji

Policja podała z kolei, że wobec "najbardziej agresywnych osób" podejęła interwencje. 

"W tym przypadku mamy do czynienia z zatrzymaniem mężczyzny, wobec którego sąd zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres dwóch miesięcy, do śledztwa realizowanego przez prokuraturę. Mężczyzna został zatrzymany dzisiaj na Krakowskim Przedmieściu" - powiedział rzecznik Komendy Stołecznej Policji nadkom. Sylwester Marczak.

Dodał, że w trakcie prowadzonych przez policję czynności na Krakowskim Przedmieściu zebrany tłum zachowywał się agresywnie i utrudniał działania policjantów.

"Niezbędne było zabezpieczenie radiowozu, osoby zatrzymanej, jak również kościoła, bowiem tłum chciał wejść do środka. Zostało to uniemożliwione przez policjantów" - powiedział.

Zaznaczył, że po przyjeździe dodatkowych sił rozpoczęły się działania polegające na wykonywaniu czynności wobec najbardziej agresywnych osób. 

Z informacji, które przekazał rzecznik KSP wynika, że demonstranci uszkodzili jeden z radiowozów. "Mamy tu do czynienia z przestępstwem, jak i wykroczeniami. W tym przypadku o ostatecznych rozliczeniach będziemy mówili po zakończeniu działań" - powiedział Marczak.

Aktywista z tęczową flagą wszedł na pomnik smoleński

W ramach trwających protestów osoba z tęczową flagą weszła na pomnik smoleński. Zdjęcia z tego zajścia pojawiły się w mediach społecznościowych. 

Na zdjęciu widać, jak na szczycie pomnika smoleńskiego na pl. Piłsudskiego siedzi osoba z uniesioną ręką, w której trzyma tęczową flagę. Na pomniku Mikołaja Kopernika również zawieszono taką flagę.

Kim jest Margot?

Margot to aktywista identyfikujący się jako kobieta. Należy do kolektywu "Stop Bzdurom".

"Dzieje się zamykanie na parę miesięcy za walkę z fundacją Pro-Prawo do Życia. Fundacją, która w całym normalnym świecie nie mogłaby funkcjonować" - powiedział w piątek Sz. Zdaniem Sz. areszt w takiej sytuacji jest niepotrzebny. "Prokuratura chwaliła się tym, że ma najmocniejsze dowody w sprawie i nie ma żadnego powodu mieć jakiekolwiek wątpliwości, więc ten środek dozoru, którym jest zamknięcie jest czysto represyjny" - ocenił.

Posłanka Lewicy interweniuje

Przed siedzibą KPH była również posłanka Lewicy Hanna Gil-Piątek. W rozmowie z PAP zaznaczyła, że podczas jednego z zatrzymań Margot "potraktowano bardzo brutalnie". "My ją odnaleźliśmy jako posłowie dzięki interwencji u komendanta głównego policji po bardzo wielu godzinach" - powiedziała. 

Gil-Piątek przypomniała, że Sz. niedawno zatrzymano ponownie, tym razem w związku z zatknięciem na kilka stołecznych pomników tęczowych flag. "Te dwa miesiące aresztu, które dzisiaj w postanowieniu sądu mamy wobec Margot to jest po prostu środek nadmiarowy" - oceniła.

Zarzuty

W połowie lipca, zgodnie z decyzją sądu wobec Sz. zastosowano policyjny dozór i poręczenie w kwocie 7 tys. zł. Sz. został wcześniej zatrzymany przez policję. Postawiono mu zarzuty w związku z czynnym udziałem w zbiegowisku przy ul. Wilczej.

Sz. zarzucono, że 27 czerwca "wspólnie i w porozumieniu z innymi osobami uszkodził samochód marki renault master, poprzez przecięcie opon, pocięcie plandeki, urwanie lusterka, oderwanie tablicy rejestracyjnej, uszkodzenie kamery cofania oraz pobrudzenie pojazdu farbą". Łączna wartość strat - jak poinformowała prokuratura - wyniosła ponad 6 tys. zł na szkodę Fundacji "Pro-Prawo do Życia".

Aktywiście zarzucono również, że w trakcie zajścia przewrócił Łukasza K. na chodnik, czym spowodował u niego obrażenia w okolicy pleców i lewego nadgarstka. "Zarzut obejmuje także stosowanie przemocy polegającej na szarpaniu i popychaniu Łukasza K. w celu zmuszenia pokrzywdzonego do zaprzestania nagrywania przebiegu zdarzenia" - informowała prokuratura.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy