Reklama

Reklama

Warszawa: Strajk Kobiet zablokował rondo Czterdziestolatka

W poniedziałek w największych miastach Polski odbyły się protesty zorganizowane przez Ogólnopolski Strajk Kobiet. Najwięcej manifestujących zebrało się w Warszawie. Zebranych otoczył kordon policji. Protesty zakończyły się po północy.

Poniedziałkowa manifestacja odbyła się pod hasłem "Dzień Kobiet Bez Kompromisów". Początkowo protest miał rozpocząć się na rondzie Dmowskiego, który przez protestujących nazywany jest rondem "Praw Kobiet". Organizatorki manifestacji, ze względu na skierowane tam siły policji, zmieniły tę lokalizację na rondo Czterdziestolatka przy dworcu Warszawa Centralna.

Reklama

Duże siły policji zgromadziły się również w rejonie tego ronda. Funkcjonariusze wydali komunikaty z informacją, że zgromadzenie z uwagi na obostrzenia przeciwepidemiczne jest nielegalne i wzywali protestujących do rozejścia się. 

Doszło do przepychanek. Strajkujący: Policja bije dziewczynę

Na nagraniach publikowanych przez uczestników demonstracji w mediach społecznościowych, widać, że policjanci otoczyli strajkujących. Następnie grupa funkcjonariuszy weszła w tłum i przystąpiła do legitymowania otoczonych.

W kordonie znalazł się m.in. van używany przez organizatorów manifestacji, a także jedna z liderek ruchu Ogólnopolski Strajk Kobiet Marta Lempart. Na miejscu byli także policjanci z zespołu antykonfliktowego. Doszło do przepychanek.

"Policja na filmie bije dziewczynę. Marta Lempart ratuje" - pisał na Twitterze Strajk Kobiet. Według organizatorów protestu dwie osoby zostały zatrzymane.

Na transparentach hasła: "To jest wojna" czy "Mordo iuris"

"Okupacja Ronda Czterdziestolatka do północy, w opór" - zapowiadały wcześniej przedstawicielki Strajku Kobiet na Twitterze.

Blokujący rondo Czterdziestolatka mieli ze sobą flagi - tęczowe, z logiem Strajku Kobiet, Męskiego Wsparcia Strajku Kobiet i Obywateli RP. Niektórzy uczestnicy nosili zielone bandany, nawiązujące do proaborcyjnych demonstracji w Argentynie.

Na transparentach widać było hasła: "To jest wojna", "Mordo iuris" czy "Jestem feministyczną wojowniczką". Demonstranci wznosili okrzyki: "Mamy prawo protestować", "Rondo jest nasze" i "Chodźcie do nas". 

Wrocław: Użyto gazu łzawiącego

We Wrocławiu happening pod hasłem "Dzień Kobiet bez kompromisów" rozpoczął się o godz. 18 przy ulicy Świdnickiej. Ustawiono tam cztery klatki, w których stanęły kobiety. Obok każdej z nich stanął mężczyzna w przebraniu biskupa, księdza, Andrzeja Dudy oraz policjanta.

- Przez wyrok tzw. Trybunału Konstytucyjnego kobiety w Polsce nie chcą w ogóle być w ciąży, nie chcą rodzić. Kler chce nas zagonić do kościoła i do kuchni i nie chce, żebyśmy miały jakiekolwiek prawa, bo kobieta ma być posłuszna. (...) Politycy prawicowi też chcą, żebyśmy były posłuszne i nie domagały się swoich praw. Policja, która zamiast zajmować się przemocą w rodzinie, zamiast łapać złodziei, bandytów, pałuje nas na ulicach polskich miast - mówiła jedna z organizatorek wrocławskiej pikiety.

- W Dzień Kobiet nie chcemy ani kwiatów, ani życzeń, ale pełni praw kobiet, pełni praw człowieka. Tego się dzisiaj domagamy - podkreślała.

Po wystąpieniach kilkaset osób ruszyło ulicami okalającymi Rynek. Gdy uczestnicy manifestacji wyszli na ulicę Kazimierza Wielkiego, drogę zablokowała im policja. Część manifestujących bocznymi uliczkami ominęła blokadę.

Według informacji podawanych przez lokalne media pomiędzy demonstrantami, a policją doszło wówczas do szarpaniny. Użyto gazu łzawiącego.

Zatrzymana została jedna osoba, która została przewieziona na komisariat przy ulicy Trzemeskiej. Tam też udała się cześć manifestujących.

Do poniedziałkowych wydarzeń odniósł się na Twitterze poseł Lewicy Krzysztof Śmiszek. 

Rzecznik Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu asp. szt. Łukasz Dutkowiak potwierdził wieczorem, że podczas manifestacji zatrzymana została jedna osoba. - Był to agresywny mężczyzna, który nie stosował się do zaleceń policjantów. Biegnąc jedną z ulic, przewrócił się, a następnie podniósł i zaczął rzucać w policjantów przedmiotami. Policjanci zastosowali wobec niego środki przymusu bezpośredniego. Mężczyzna został zatrzymany i doprowadzony do jednego z wrocławskich komisariatów - przekazał.

Protesty także w innych miastach 

Podobne protesty i akcje zorganizowano w innych miastach. W Łodzi, w pasażu Schillera, kilkadziesiąt osób ze Stowarzyszenia Łódzkie Dziewuchy Dziewuchom, a także z lokalnych struktur Lewicy, Razem, Zielonych i PPS zorganizowały zbiórkę podpisów pod projektem ustawy Legalna Aborcja. Były przemówienia, ale także skoczna muzyka i tańce. 

W Białymstoku w akcji zorganizowanej na Rynku Kościuszki wzięło udział około 30 osób. Policja nie zanotowała żadnych incydentów.

W Poznaniu po południu około 20 rowerzystów wzięło dział w przejeździe przez Poznań w ramach akcji "Rowerem po aborcję! Nie jedziesz z tym sama!". Uczestnicy domagali się "legalnej, bezpiecznej i darmowej aborcji, dekryminalizacji, detabuizacji i destygmatyzacji doświadczeń z nią związanych". Rowerzyści mieli przyczepione do pojazdów świecące symbole błyskawicy. Policja nie odnotowała incydentów.

W Opolu manifestacja kobiet odbyła się w niedzielę. Na Placu Wolności i pobliskiej ulicy Krakowskiej ponad dwadzieścia kobiet manifestowało swoje poparcie dla liberalizacji prawa do aborcji oraz równouprawnienia. Obecna na miejscu policja ograniczyła się do legitymowania niektórych uczestniczek manifestacji.

W stolicy Podkarpacia z okazji Dnia Kobiet odbył się "spacer po Rzeszowie", w którym udział wzięło około 60 osób. Spacer wyruszył po godz. 18. sprzed Pomnika Czynu Rewolucyjnego i ulicami miasta przeszedł na rynek. Zdaniem policji akcja przebiegała spokojnie.

"Chcemy wyboru, a nie terroru!"

W Katowicach uczestniczki XIII Śląskiej Manify - wśród nich aktywistki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet - zgromadziły się około godz. 19. na Rynku. Tam również zbierane były podpisy pod projektem ustawy legalizującej aborcję, a także pod skierowaną do katowickiego samorządu inicjatywą uchwałodawczą w sprawie dofinansowania procedury in vitro.

Rozdawano przygotowany specjalnie na poniedziałkowe zgromadzenie Manifest XIII Śląskiej Manify, w którym podkreślono m.in.: "Nasze ciała są nasze, nasze prawa są nasze i skończyła się nam cierpliwość. Wychodzimy wspólnie na ulice, działamy, bo teraz jest nasz czas! Już nigdy nie będziemy szły same, bo obok jednej siostry idzie druga". Manifestacji towarzyszył happening z udziałem grupy aktywistek w czerwonych pelerynach i białych czepkach, nawiązujący do "Opowieści podręcznej".

W Krakowie kobiety zorganizowały "Dzień Kobiet bez Kompromisów", przypominając, że nie chodzi o prezenty, a o prawo wyboru. Marsz wyruszył z ul. Rajskiej, gdzie w nieistniejącej już ujeżdżalni wiece organizowały emancypantki, żądając praw do edukacji, głosowania, godnego życia, skąd ruszały demonstracje w marcu 1911 roku - podczas pierwszych obchodów Międzynarodowego Dnia Kobiet w Krakowie. 

Uczestniczki protestu przypomniały postaci emancypantek i działaczy walczących o prawa kobiet. Część z nich przebrała się za postaci wybitnych Polek, np. Heleny Modrzejewskiej i Simony Kossak. Manifestujące skandowały: "Chcemy wyboru, a nie terroru!", "Wzmacniam, wspieram, współpracuję!", "Seks to nie zbrodnia, ciąża to nie kara, zechcę aborcji to będę ją miała!". Podczas wydarzenia zbierane były podpisy pod projektem ustawy "Legalna Aborcja Bez Kompromisów".

Orzeczenie TK

Protesty Ogólnopolskiego Strajku Kobiet zwoływane są w związku z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego, który uznał w październiku ubiegłego roku, że przepis zezwalający na dokonanie aborcji w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niekonstytucyjny. Przepis ten utracił moc wraz ze styczniową publikacją orzeczenia TK.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy