Reklama

Reklama

Wałęsa: Wyjdę na barykady. Dalece szkodzą Polsce

Były prezydent Lech Wałęsa w ostrych słowach ocenił działania rządu Prawa i Sprawiedliwości, zwłaszcza w kontekście trwającego sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego. W wywiadzie dla stacji TVN24 nie wykluczył, że "wyjdzie na barykady". Nie szczędził również krytyki przedstawicielom Instytutu Pamięci Narodowej, którzy zdecydowali się na publikację dokumentów z szafy Kiszczaka. "To jest zbrodnia, to jest ohyda. To się nie powinno zdarzyć" - stwierdził były prezydent.

Lech Wałęsa pytany na antenie TVN24 o komentarz do przyjęcia rezolucji w sprawie Polski przez Parlament Europejski nie szczędził słów krytyki wymierzonej w działania Prawa i Sprawiedliwości. "Przykro mi. Wstydzę się, że coś takiego ma miejsce. Według mojej  intuicji, trzeba by natychmiast wyrzucić tych ludzi. Tak szkodzą Polsce" -  stwierdził, mówiąc o rządzie PiS.

Reklama

Zaznaczył jednak, że jeszcze nie czas na to, by wychodzić na ulice, bo "najpierw trzeba przygotować plan i ludzi".  "Gdy ta demagogia, populizm się nie sprawdzą, kiedy ludzie zauważą, jak szkodzą Polsce, to wtedy trzeba będzie podjąć męską decyzję i prawdopodobnie ja ją podejmę i zakończymy działanie tego niedobrego rządu, który tak szkodzi Polsce" - oświadczył były prezydent.

Dopytywany na antenie TVN24 o to, czy "wyjdzie na  barykady", Wałęsa odpowiedział: "Tak, dlatego że tak daleko szkodzą  Polsce, że ja nie mogę się temu przyglądać".

W ocenie Lecha Wałęsy, pierwszym krokiem powinna być prośba o referendum w sprawie rządów  PiS. Ale jego zdaniem władza się na to nie zgodzi, dlatego wtedy do  wyboru pozostanie "inna droga".

Były prezydent  odniósł się również do sprawy dokumentów z szafy Kiszczaka. Podtrzymał, że w jego ocenie w większości nie są one autentyczne. Jak zaznaczył jest "jeden dokument, do którego się przyznaje".  Chodzi o odręczną notatkę zabraną podczas rewizji w domu. "Ponieważ czułem, że to podejrzana gra, napisałem kartkę i zostawiłem ją w  domu" - tłumaczył Wałęsa. Jak mówił, notatka miała być tropem dla jego  bliskich, gdyby spotkanie zakończyło się dla niego niepomyślnie.

Stwierdził też, że "ma już prawie cały komplet (fałszerzy - red.), którzy podrabiali to i zapewnił, że na sprawie ten komplet przedstawi". Dodał, że wielu z tych ludzi już dziś nie żyje.

Wałęsa nie szczędził również krytycznych słów pracownikom IPN, którzy zdecydowali się na publikację dokumentów. "To jest zbrodnia, to jest ohyda. To się nie powinno zdarzyć.  Wiedzieli, że kłamią, oszukują i oni bez sprawdzenia, bez pytania,  uczynili to publicznie. Tego darować nie wolno" - oświadczył były prezydent.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje