Reklama

Reklama

W zimowym dołku

Śnieg, mróz i ciemności za dnia. Niby nic nadzwyczajnego, mamy przecież zimę. Ci z nas, którzy mogą sobie na to pozwolić, spędzają chociaż jej część w egzotycznym miejscu, gdzie promienie słoneczne pozwalają zapomnieć o nieprzyjemnym chłodzie i zasypanych ulicach. Reszta musi się z nią pogodzić i przetrwać. Ale nie wszyscy mają na tyle sił, żeby dać radę zimie.

Wiele osób w sezonie jesiennym i zimowym skarży się na zmęczenie, senność, chandrę czy wyraźne obniżenie nastroju. Wzrasta łaknienie, a w szczególności rośnie apetyt na słodycze, czego naturalnym efektem jest znaczny przyrost wagi. Takie objawy mogą świadczyć o tym, że dopadła nas tzw. depresja sezonowa.

Reklama

Zdiagnozuj swój stan

Depresja sezonowa, zwana uczenie chorobą afektywną sezonową (seasonal affective disorder - SAD) to obniżenie nastroju występujące w miesiącach zimowych. Obok alergii i AIDS nazywana jest jedną z chorób cywilizacyjnych XX wieku.

Szacunkowo cierpi na nią od 6 do 12 procent dorosłej populacji. Taki wynik plasuje depresję sezonową na czwartym miejscu wśród najczęstszych problemów zdrowotnych współczesnych społeczeństw. Ludzie chorzy na zaburzenia depresyjne stanowią nawet 10 - 20 procent pacjentów zgłaszających się do placówek podstawowej opieki zdrowotnej.

Depresja sezonowa najczęściej dotyka ludzi dorosłych, choć zdarza się także u dzieci. Trudności ze wstawaniem z łóżka, zasypianie na lekcjach, apatia, rozkapryszenie i stałe przemęczenie to objawy, które powinny zwrócić uwagę rodziców. Dochodzą do tego kłopoty w nauce i problemy z koncentracją. Dziecko jest zniechęcone, zaczyna unikać chodzenia do szkoły, przez co coraz częściej zaczyna wagarować.

Jeśli w okresie jesienno - zimowym rozpoznajesz u siebie poniższe objawy możesz cierpieć na depresję sezonową:
- masz trudności z porannym wstawaniem,
- z trudem wykonujesz zadania, których realizacja w innej porze roku nie powoduje wysiłku,
- wydaje ci się, że brak ci kompetencji, solidności i poczucia wartości,
- dręczy cię smutek, połączony ze skłonnością do płaczu,
- masz niepohamowany apetyt.

Za mało światła

Za podstawową przyczynę SAD uważa się niedobór światła słonecznego w okresie zimowym. Zakłóca to naturalny rytm snu i czuwania. Rozstrojenie zegara biologicznego wpływa na gospodarkę hormonalną organizmu. Zwiększa się wydzielanie melatoniny, hormonu uwalnianego przez szyszynkę w nocy, który w dużym stopniu determinuje nasz rytm okołodobowy.

Szybsze zapadanie zmroku i zmniejszona ilość światła w sezonie zimowym zakłócają pracę szyszynki, która zaczyna produkować więcej hormonu. Ulega zmianie stężenie substancji chemicznych w mózgu, w tym np. serotoniny, która jest odpowiedzialna za kontrolę nastroju.

Powoduje to smutek, wycofywanie się z życia towarzyskiego, rozdrażnienie oraz nieodpartą potrzebę spożywania słodyczy i pokarmów zawierających węglowodany, a w pewnych przypadkach także alkoholu. Pożywienie zawierające dużo węglowodanów pobudza wytwarzanie serotoniny, a jej podwyższony poziom polepsza nastrój.

Objawy depresji sezonowej pojawiają się w październiku. Utrzymują się przez pięć do siedmiu miesięcy zimowych, by spontanicznie ustąpić w okolicy maja. Często jednak powracają wraz z końcem lata, gdy dzień staje się coraz krótszy.

Chociaż samemu możemy rozpoznać objawy depresji sezonowej, warto zasięgnąć opinii lekarza specjalisty. Depresja może być bowiem sygnałem innej poważnej choroby, jak choroba Parkinsona, stwardnienie rozsiane, czy zaburzenia czynności tarczycy. Może być również spowodowana niepożądanym działaniem leków przyjmowanych z różnych przyczyn.

Zbawienna fototerapia

Stosunkowo niedawno depresja sezonowa została uznana za schorzenie na tyle poważne, by je rozpoznawać i leczyć. Jest kilka sposobów walki z nią. Niektórzy lekarze proponują akupunkturę, inni zalecają częste spacery, najlepiej przed południem, szczególnie w słoneczne dni.

Najefektywniejszą formą terapii jest jednak leczenie światłem, czyli tzw. fototerapia. Polega ona na naświetlaniu oczu lub wrażliwych punktów pod kolanami specjalną lampą emitującą jasne światło podobne do słonecznego. Natężenie światła leczniczego powinno wynosić od 2500 do 10 000 luksów. Jest wielokrotnie większe od zwykłego światła w pomieszczeniach, którego natężenie zwykle nie przekracza 500 luksów.

Do uzupełnienia niezbędnej dawki światła słonecznego wystarczą dwie 30 - 60 minutowe sesje naświetlania dziennie. Najlepszy skutek terapia świetlna odnosi gdy jest stosowana rano oraz wczesnym wieczorem, co najmniej na dwie godziny przed snem. Aby leczenie przyniosło trwały efekt, musi zostać przeprowadzony przynajmniej kilkutygodniowy cykl sesji.

Fototerapia, zaliczana do terapii delikatnych i mało inwazyjnych, okazuje się skuteczna w około 80 procent. Co więcej, przynosi niezwykle szybkie efekty. Pierwsze objawy zanikają już po paru dniach jej stosowania. osoba odczuwa ulgę, następuje poprawienie nastroju, zmniejsza się senność i stabilizuje apetyt.

Nasi zachodni sąsiedzi już dawno odkryli zalety fototerapii. Pierwszy Instytut Światła powstał w 1898 roku w Danii. Jego założyciel, Duńczyk Niels R. Finsen otrzymał w 1903 roku za swoje osiągnięcia Nagrodę Nobla. We Francji, Niemczech i Szwecji lampy do fototerapii znajdują się praktycznie w każdej placówce służby zdrowia, w biurach, a nawet na lotniskach.

Dowiedz się więcej na temat: procent | apetyt | depresja | objawy | światła

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy