Reklama

Reklama

W Tatrach 92 wypadki od początku wakacji

92 razy od początku wakacji byli wzywani na pomoc górscy ratownicy w Tatrach. Większość wypadków to drobne kontuzje; zdarzył się jeden wypadek śmiertelny – podsumował połowę wakacji w polskich Tatrach ratownik TOPR Andrzej Marasek.

"Od kilku lat obserwujemy, że świadomość turystów wzrasta a maleje ilość wypadków, zwłaszcza tych groźnych. Turyści wybierający się w wyższe partie Tatr są coraz lepiej przygotowani do wypraw, posiadają odpowiedni ekwipunek. Nadal sporadycznie zdarzają się turyści w klapkach na szczytach gór - to już skrajna nieodpowiedzialność" - ocenił Marasek.

Reklama

Ratownik zwrócił uwagę, że wybierając się na szlaki powyżej schronisk trzeb być odpowiednio przygotowanym kondycyjnie i mieć stosowne wyposażenie. "Wychodząc na Orlą Perć czy Rysy turyści powinni być wyposażeni w kask, uprząż i absorber. Chociaż to jeszcze rzadkość, ale tak dla własnego bezpieczeństwa powinniśmy być wyposażeni" - powiedział.

W lipcu ratownicy TOPR 22 razy użyli śmigłowca ratowniczego.

23 lipca doszło do tragicznego wypadku w Tatrach. Ratownicy TOPR zostali telefonicznie poinformowani o upadku z wysokości turysty z rejonu Zmarzłych Czub. W tamten rejon wystartował śmigłowiec wraz z ratownikami na pokładzie. Niestety w Żlebie Honoratki odnaleźli oni ciało mieszkańca Tychów.

Tydzień później słowaccy ratownicy górscy w masywie Durnego po południowej stronie Tatr odnaleźli ciało polskiego turysty poszukiwanego od 18 lipca. Mężczyzna nie meldował się w schroniskach, dlatego ratownicy za pośrednictwem policji uzyskali informację o ostatnich rozmowach telefonicznych poszukiwanego. W ten sposób ustalono, gdzie się poruszał i w końcu natrafiono na jego ciało.

Toprowcy zwracają także uwagę, że rodzice dzieci zupełnie nieodpowiedzialnie prowadzą dzieci na skrajnie trudne szlaki. Do takiej sytuacji doszło na szlaku na Rysy około 100 m powyżej tzw. Kamienia, gdzie 10-letnie dziecko poślizgnęło się na śniegu i zjechało kilkadziesiąt metrów w dół doznając mocnych otarć, potłuczeń, ran głowy i kończyn. Na pomoc dziecku wystartował śmigłowiec. Z pokładu maszyny ratownicy desantowali się w pobliżu młodego turysty, na noszach wciągnęli go na pokład śmigłowca i przetransportowali go do szpitala.

W górach może dojść do niebezpiecznego spotkania ze żmijami. Do ukąszenia dziecka przez żmiję doszło na polanie Chochołowskiej. Chłopiec trafił do szpitala. Dzieci mogą także źle znosić nagłe zmiany ciśnienia i otoczenia. Do takiego zdarzenia doszło po zwiedzeniu jaskini Mroźnej, wówczas pomocy potrzebowało dwoje dzieci.

Na szlakach panuje bardzo duży ruch turystyczny. Ratownicy górscy apelują do turystów aby przed wyruszeniem w Tatry szczegółowo zapoznali się z prognozami pogody i odpowiednio do swoich umiejętności zaplanowali trasy wycieczek.

Warunki do uprawiania turystyki w Tatrach są dobre, ale po ostatnich opadach deszczu, szlaki wciąż są mokre i śliskie, a na odcinkach leśnych bardzo błotniste. Zamknięta jest część szlaku dookoła Morskiego Oka koło Dwoistej Siklawy, gdzie usuwane są skutki lawiny kamiennej. W wyższych partiach gór, w miejscach zacienionych i żlebach zalegają płaty zmrożonego śniegu.

Tatry należą do najczęściej odwiedzanych regionów kraju. Rocznie najwyższe góry w Polsce odwiedza bisko 3 mln turystów. W Tatrach dostępnych dla turystów jest 275 km znakowanych szlaków o różnych stopniach trudności: od bardzo łatwych po bardzo trudne. Szlaki w Tatach są znakowane pięcioma kolorami: czarnym, czerwonym, zielonym, niebieskim, żółtym. Kolory nie wskazują trudności szlaku jak niejednokrotnie błędnie uważają turyści.

Szymon Bafia

Dowiedz się więcej na temat: Tatry | wypadek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje