Reklama

Reklama

W SN posiedzenie w sprawie immunitetu sędzi Beaty Morawiec

Po godz. 11 w poniedziałek (12 października) w Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego rozpoczęło się niejawne posiedzenie w sprawie wniosku prokuratury o uchylenie immunitetu krakowskiej sędzi Beaty Morawiec. Wniosek do SN skierował w połowie września Wydział Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej.

Jak poinformowano, w związku z epidemią koronawirusa okolice sali, w której odbywa się posiedzenie, są zamknięte dla osób postronnych i dziennikarzy. Na salę weszli jedynie prokurator i pełnomocnicy sędzi Morawiec. Sprawę rozpoznaje sędzia Adam Tomczyński.

Reklama

Przed godz. 13. trzech obrońców sędzi Morawiec poinformowało, że sąd zarządził kilkudziesięciominutową przerwę w posiedzeniu w celu rozpatrzenia wniosku obrony o wyłączenie sędziego. Wcześniej sędzia Tomczyński oddalił wszystkie wnioski formalne złożone przez obrońców "zmierzające do zapewnienia jawności postępowania".

Niezależnie od rozstrzygnięcia, będzie ono nieprawomocne, a strona niezadowolona z decyzji będzie mogła odwołać się do Wydziału II Izby Dyscyplinarnej.

Oskarżana o przyjęcie łapówki

Według prokuratury sędzia miała przyjąć wynagrodzenie za pracę na rzecz Sądu Apelacyjnego w Krakowie, której nie wykonała i nie miała wykonać. PK podawała, że datowana na 11 lutego 2013 r. umowa na przygotowanie opracowania "Windykacja należności sądowych w aspekcie wydziału karnego" miała charakter fikcyjny i służyła ukryciu wyprowadzenia środków Skarbu Państwa. 

"Została podpisana w porozumieniu z ówczesnym Dyrektorem Sądu Apelacyjnego w Krakowie Andrzejem P. i za zgodą ówczesnego prezesa tego sądu Krzysztofa S. Będące przedmiotem umowy opracowanie dla sądu nigdy nie powstało" - głosił komunikat prokuratury. "Ujawnienie przestępstwa jest konsekwencją szeroko zakrojonego śledztwa w sprawie afery korupcyjnej w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie" - przekazywała PK.

Z kolei zarzuty naruszenia uprawnień jako funkcjonariusza publicznego i przyjęcia korzyści majątkowej prokuratura chce jej przedstawić w związku z wyrokiem wydanym przez skład orzekający pod przewodnictwem sędzi, korzystnym dla Marka B., oskarżonego o spowodowanie uszczerbku na zdrowiu swojej żony. Według prokuratorów wcześniej, przed wydaniem tego wyroku, B. skontaktował się z sędzią i uzyskał od niej zapewnienie, że rozstrzygnięcie sądu będzie dla niego pomyślne. 

"W rezultacie skład sędziowski pod przewodnictwem Beaty M. warunkowo umorzył postępowanie karne wobec oskarżonego, a on sam - jak wynika z zeznań świadków - opowiadał, że sędzia 'jest super kobietą, bo bardzo pomogła mu w załatwieniu jego sprawy'. W zamian Marek B. przekazał sędzi telefon komórkowy" - podawała PK.

Sędzia nie zgadza się z zarzutami

Morawiec nie zgadza się z tymi zarzutami. 

- Nie mam sobie nic do zarzucenia i uważam, że te ataki są elementem gry politycznej - mówiła we wrześniu. Jak podkreślała, trudno jest jej merytorycznie ustosunkowywać się do zarzutów, których nie widziała i które jej zdaniem są "totalną paranoją" i "wyssane z palca".

Obrońca: To nie ma nic wspólnego z rzetelnym procesem

- Mamy do czynienia z postępowaniem o charakterze inkwizycyjnym. To nie ma nic wspólnego z rzetelnym procesem - powiedział w poniedziałek Radosław Baszuk, obrońca sędzi Beaty Morawiec.

Jak dodał adwokat, "to nie sędzia Morawiec ma się czego wstydzić". - To nie ona żąda tajności postępowania. Przeciwnie, zrobiliśmy dzisiaj wszystko, co jest w naszej mocy, by to postępowanie miało charakter transparentny. (...) Tak się jednak nie stało - zaznaczył prawnik.

Manifestacja przed SN

Przed SN zgromadziło się kilkadziesiąt osób - w tym sędziów i prawników - manifestujących wsparcie dla sędzi Morawiec. W zeszłym tygodniu stowarzyszenie "Themis" apelowało do sędziów, prokuratorów, adwokatów i innych obywateli o obecność przed budynkiem SN, aby wyrazić solidarność z sędzią.

- Bezwzględnie wspieramy sędzię Beatę Morawiec, która jest jedną z twarzy oporu przeciwko reformie sądownictwa. Represje zawsze mają twarz i nazwisko konkretnego człowieka. To nie jakaś Izba Dyscyplinarna dokonuje gwałtu na prawie, tylko robi to konkretny człowiek, który nazywa się Adam Tomczyński. On teraz ubrał się w togę fioletową z fioletowym kołnierzem i wydaje mu się, że jest sędzią. Pan Tomczyński nie jest sędzią, bo Izba Dyscyplinarka nie jest sądem - powiedział dziennikarzom członek stowarzyszenia sędziowskiego "Iustitia" sędzia Piotr Gąciarek. 

Wątpliwości wobec działań prokuratury w stosunku do krakowskiej sędzi wyrażał także Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne