Reklama

Reklama

W Sejmie powstał Narodowo-Demokratyczny Zespół Parlamentarny

W Sejmie powstał Narodowo-Demokratyczny Zespół Parlamentarny - poinformował w środę inicjator jego powołania Robert Winnicki (Kukiz'15). Zespół ma się zajmować m.in. upamiętnianiem ważnych rocznic i postaci związanych z ideą narodową.

Winnicki powiedział w środę na konferencji prasowej w Sejmie, że Narodowo-Demokratyczny Zespół Parlamentarny ma się zajmować upamiętnianiem ważnych rocznic i postaci związanych z ideą narodową, kwestią tożsamości narodowej w XXI wieku, klasyczną i endecką myślą gospodarczą.

"Chcemy, żeby ludzie, którzy czują się związani z dziedzictwem, tradycją, historią obozu narodowego, Narodowej Demokracji, znajdowali swoje miejsce w parlamencie, żebyśmy mogli czcić rocznice historyczne, związane z naszym dziedzictwem narodowym" - wyjaśnił Winnicki.

Reklama

Zapewnił, że członkowie Zespołu nie chcą tworzyć nowego klubu parlamentarnego. "Mamy tutaj szerokie spectrum ludzi, którzy przyznają się do idei, wartości narodowych i narodowo-konserwatywnych, nie chcemy rozbijać klubów parlamentarnych, nie to jest naszą intencją" - przekonywał poseł.

Formuła zespołu jest otwarta. "Zapraszamy wszystkich parlamentarzystów, którym bliskie są idee narodowo-konserwatywne" - mówił Winnicki.

Przewodniczącym zespołu jest Sylwester Chruszcz (Kukiz'15), wiceprzewodniczącymi: Winnicki i Jacek Wilk (Kukiz'15). Zespół liczy szesnastu posłów i jednego senatora, wywodzących się z klubów: Kukiz'15, PiS oraz niezrzeszonych.

Winnicki poinformował też, że w najbliższym czasie przedstawiciele Zespołu złożą do marszałka Sejmu projekt ustawy o uchyleniu tzw. "ustawy o bratniej" pomocy z 7 lutego 2014 roku. Chodzi o uchylenie ustawy o udziale zagranicznych funkcjonariuszy lub pracowników we wspólnych operacjach lub wspólnych działaniach ratowniczych na terytorium Polski.

"Ustawa o bratniej pomocy wzbudziła ogromne kontrowersje, a dotyczy udziału zagranicznych służb na terytorium Polski. Taka ustawa jest szkodliwa, ponieważ bezpośrednio godzi w suwerenność państwa" - przekonywał Winnicki.

Ustawa z 7 lutego 2014 roku ma ułatwić funkcjonariuszom lub pracownikom z państw UE i strefy Schengen udział na terytorium Polski we wspólnych operacjach z polskimi policjantami, funkcjonariuszami Straży Granicznej i funkcjonariuszami BOR.

Chodzi o wspólne patrole i innego rodzaju działania w celu ochrony porządku i bezpieczeństwa publicznego oraz zapobiegania przestępczości. Po drugie, wspólne operacje to także działania podejmowane w celu ochrony porządku w związku ze zgromadzeniami publicznymi i imprezami masowymi, klęskami żywiołowymi i poważnymi wypadkami. Po trzecie, do wspólnych operacji zaliczono też pomoc udzielaną przez policyjne jednostki antyterrorystyczne.

Przez cały proces legislacyjny w parlamencie ustawę krytykowali politycy PiS, którzy nazywali ją "ustawą o bratniej pomocy" i mówili np., że rząd boi się imprez masowych i demokratycznych zgromadzeń publicznych, więc chce sprowadzać posiłki z zagranicy. MSW odpowiadało, że żadnemu rządowi nie przyszło do głowy wykorzystywać unijne regulacje do tłumienia protestów, mimo iż od kilku lat trwa kryzys ekonomiczny i np. w Grecji i Hiszpanii dochodziło do gwałtownych protestów lub walk z policją.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne