Reklama

Reklama

​W przyszłym tygodniu wejdzie w życie ustawa o Radzie Mediów Narodowych

W czwartek wejdzie w życie ustawa o Radzie Mediów Narodowych. Przedstawiciele stowarzyszeń dziennikarskich różnią się w jej ocenie, dla jednych "to zniesienie barier między polityką i mediami publicznymi", a dla innych "szansa na budowę niezależności od powiązań biznesowych".

W ocenie wiceministra kultury i pełnomocnika rządu ds. reformy mediów publicznych Krzysztofa Czabańskiego, RMN - która ma powoływać zarządy i rady nadzorcze TVP, Polskiego Radia i PAP - mogłaby zacząć działać już w lipcu, a najpóźniej we wrześniu. Jak powiedział PAP, zależy to od zachowania klubów opozycyjnych i tego, czy będą bojkotować Radę, gdyż w takim wypadku "wejdą w grę kolejne kluby i kolejne terminy".

Reklama

Zgodnie z ustawą Rada Mediów Narodowych ma liczyć pięciu członków, z których trzech ma powoływać Sejm, a dwóch - prezydent. Nie jest to powiedziane w ustawie, ale zakłada się, że członkowie powołani przez posłów będą przedstawicielami obozu rządzącego. Dlatego ustawa przewiduje, że prezydent mianuje członków Rady spośród kandydatów wskazanych przez opozycję parlamentarną.

Według prezesa Towarzystwa Dziennikarskiego Seweryna Blumsztajna taki sposób powołania Rady Mediów Narodowych usunie ostatnie bariery i mechanizmy, które pozwalałyby choćby w pewnym stopniu odseparować media publiczne od polityki.

"Poza 6-letnią kadencją członków Rady nie ma nawet próby odejścia od tego, że jej członkowie są politykami albo są mianowani przez polityków. Radę zdominują działacze PiS. Mamy już próbkę tego, czym będą media narodowe pod kuratelą Rady, i jeśli chodzi o program, i traktowanie pracowników. Ponad 160 dziennikarzy już nie pracuje w PiS-owskich mediach publicznych i wcale nie wszyscy zostali wyrzuceni. Część odeszła sama, bo nie mogła znieść tej atmosfery. Poziom kłamstwa i manipulacji w tych mediach kojarzy się wyłącznie z PRL" - powiedział Blumsztajn PAP.

Zaznaczył, że nie przekonuje go zaoferowanie dwóch miejsc w Radzie opozycji parlamentarnej i w obecnej sytuacji opozycja powinna tę propozycję zbojkotować.

"To jest tylko listek figowy. Poza tym nie wierzę, że miejsca te trafią do rzeczywistej opozycji - jedno dadzą Kukizowi, a z drugim coś wykręcą. Znamy PiS nie od dziś..." - powiedział.

Jak dodał, nie przekonują go także argumenty twórców ustawy, że podział miejsc w Radzie dla obozu rządzącego i opozycji odzwierciedla zróżnicowanie społeczeństwa. Podkreślił, że jego zdaniem kluczem do prawidłowego funkcjonowania mediów publicznych jest niezależność od polityków.

"Od początku, kiedy PiS przejął władzę, we wszystkich jego projektach, np. dotyczących Trybunału Konstytucyjnego czy sądownictwa, jest nieustanna próba upartyjnienia wszystkich sfer życia publicznego. Oni rzeczywiście tak myślą i uważają, że na tym polega demokracja. A co za tym idzie, że jak ktoś zdobywa większość, to zdobywa większość we wszystkich tych instytucjach i nimi rządzi. To jest chore myślenie" - ocenił.

Jego zdaniem państwo opiera się nie tylko na podziale partyjnym, ale musi mieć sferę instytucji pozapartyjnych, będących rodzajem dobra wspólnego. "Takimi instytucjami powinny być Trybunał Konstytucyjny, sądownictwo, służba cywilna, wojsko czy policja. Jak się to wszystko do końca upartyjni, to jedynym dobrem wspólnym, jakie nam pozostanie, będzie piłkarska drużyna narodowa" - mówił Blumsztajn.

Inaczej powołanie Rady Mediów Narodowych ocenia Anna T. Pietraszek, wiceszefowa Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Jak powiedziała, choć zezwolenie na zasiadanie w Radzie aktywnym posłom i senatorom jest błędem, gdyż oznacza, że będą oni musieli kierować się tym, czego ich partia będzie od nich oczekiwać, to jej zdaniem większym zagrożeniem dla niezależności dziennikarskiej w mediach publicznych niż politycy są "wielkie pieniądze". Jak to ujęła: "ogromna siatka powiązań producentów zewnętrznych z TVP, żerujących bez pardonu od lat, zapewne od początku powstania spółki akcyjnej TVP, ogromne powiązania decydentów TVP z nimi, ale także w samej TVP, między sobą, dyrektorzy ekonomiczni, dyrektorzy programowi, szefowie redakcji, itd.".

"To najistotniejszy problem, wręcz groźny dla każdego decydenta TVP, który będzie chciał pozostać transparentny i niezależny" - oceniła dziennikarka, odpowiadając na pytania PAP o ocenę ustawy o RMN.

Dlatego też wiąże ona nadzieje z powołaniem Rady i jako najważniejszy punkt określający jej działanie wskazała ustawowy zakaz członkostwa w Radzie dla osób posiadających udziały albo akcje spółki lub w inny sposób uczestniczących w podmiocie będącym dostawcą usługi medialnej lub producentem radiowym lub telewizyjnym.

"Ten punkt wydaje się mi, w oparciu o moje niemal 40-letnie doświadczenie w zawodzie dokumentalistki i dziennikarki TVP, najistotniejszy, bo uprawdopodabnia uczciwość członków Rady Mediów i domyślam się, że za tym pójdzie - wszystkich pracowników decyzyjnych w mediach publicznych. O ile to właśnie "góra", czyli RMN będzie dawać przykład i będzie domagać się takiego kryterium przy powoływaniu decydentów, tj. dyrektorów anten w TVP, czy PR, dyrektorów agencji w TVP" - wskazała Pietraszek.

Jej zdaniem najważniejszym testem dla ustawy będzie to, jakimi ludźmi obsadzone zostaną stanowiska decyzyjne w TVP i PR.

"Chodzi nie tylko o ewentualny ich brak powiązań z +wielkim układem+ producentów, firm zewnętrznych, chodzi o to, czy będą to ludzie potrafiący kierować się, sami z siebie, dobrem narodowym, dobrem wspólnym, czyli dobrem odbiorców i płatników abonamentu, czy będą to ludzie uczciwi z gruntu, o wrażliwości moralno-etycznej narodowej, obywatelskiej, godnej odpowiedzialnego Polaka, bo przecież to oni będą dysponować spodziewanymi ok. 2-miliardowymi funduszami TVP (po wprowadzeniu obowiązku abonamentowego) i to oni będą mieć wpływ na budowanie mentalności obywatelskiej Polaków - widzów i słuchaczy" - dodała.

Według Pietraszek nie będzie łatwo znaleźć osoby o wysokich standardach moralnych, które jednocześnie są profesjonalistami z doświadczeniem w mediach.

Zdaniem przedstawicielki KSD przeznaczenie dwóch miejsc w Radzie dla przedstawicieli opozycji parlamentarnej, to "bardzo demokratyczna decyzja, ale możemy obecnie przewidzieć, że będzie dostarczać problemów Radzie".

"Jednak nie ma wyjścia, ta ustawa przecież jest projektowana na wiele lat zapewne, a losy partii politycznych są często nieprzewidywalne" - oceniła Pietraszek. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne