Reklama

Reklama

​W MSW spotkanie dotyczące walki z dopalaczami

W Ministerstwie Spraw Wewnętrznych w środę po południu trwa spotkania dotyczące działań profilaktycznych m.in. edukacyjnych, które mogą pomóc w walce z dopalaczami. W ostatnim czasie w woj. śląskim odnotowano 317 zatruć tymi substancjami.

Jak poinformowała PAP rzeczniczka MSW Małgorzata Woźniak w spotkaniu zainicjowanym przez szefową resortu Teresę Piotrowską, bierze udział m.in. pełnomocniczka rządu ds. bezpieczeństwa w szkołach Urszula Augustyn, oraz przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia, Rzecznika Praw Dziecka, Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji oraz Głównego Inspektora Sanitarnego.

Reklama

"Spotkanie poświęcone jest kwestiom profilaktyki, edukacji, m.in. akcjom, które mogą pomóc w tym, by młodzi ludzie nie sięgali po te narkotyki" - zaznaczyła Woźniak.

Spotkanie zapowiedziała w poniedziałek Piotrowska. Odnosząc się do zatruć dopalaczami, oceniła, że konieczna jest edukacja i profilaktyka. Podkreślała, że resort chciałby aby akcja profilaktyczna dot. m.in. dopalaczy ruszyła już od września. Poinformowała też, że resort chce dodatkowo wspomóc finansowo policyjny program Profilaktyka a Ty, skierowany właśnie do młodych ludzi i mają na celu uczulać ich m.in. na zagrożenia wynikające z brania narkotyków.

W środę Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego (WCZK) w Katowicach, poinformowało, że na terenie woj. śląskiego, odnotowano już 317 zatruć dopalaczami. Koordynatorzy służb kryzysowych wojewody przypominają, że dane te mogą być nieścisłe. Pacjenci mogli docierać do szpitali samodzielnie, bez pośrednictwa zespołów ratownictwa medycznego. Zgłaszane przez pacjentów dolegliwości mogły też być wstępnie inaczej rozpoznawane, a zatrucie środkami psychoaktywnymi diagnozowano dopiero na poziomie szpitali.

W sumie w tej sprawie zatrzymano już 9 osób, w tym 20-latka, który według policji mógł być jednym z organizatorów wprowadzania do obiegu "Mocarza" (to ta nazwa pojawiała się najczęściej w relacjach trafiających do szpitali osób); został on zwolniony po wpłaceniu kaucji.

20-latek był poszukiwany od soboty, gdy w jego mieszkaniu policjanci znaleźli ponad 140 gramów "Mocarza" (zatrzymano tam wówczas dwie inne osoby). W kolejnych dniach przechwycono też kilka adresowanych do niego paczek, również zawierających tę substancję.

We wtorek surowe kary dla wszystkich, którzy będą produkować i dystrybuować dopalacze zapowiedziała premier Ewa Kopacz. "Ten problem trzeba rozwiązać tu i teraz, bo to chodzi o życie ludzkie" - mówiła szefowa rządu, odnosząc się do krytyki opozycji.

Premier zadeklarowała, że rozwiązanie problemu dopalaczy jest priorytetem m.in. resortów zdrowia i spraw wewnętrznych, a także wielu służb i instytucji. Zapewniła, że akcje zmierzające do przeciwdziałania i zwalczania tego niebezpiecznego dla zdrowia procederu będą "zdecydowanie bardziej intensywne niż kiedykolwiek".

Od początku stycznia br. do poniedziałku w woj. śląskim zarejestrowano 905 przypadków zatruć dopalaczami (w całym ub. roku 602 przypadki). Największa ich liczba dotyczyła młodzieży w wieku od 15. do 19. roku życia - 260; w przedziale wiekowym 20-24 lata - było 187 przypadków. Najmłodsi z zatrutych mieli 10 lat. Wśród dzieci w wieku 10-14 lat zarejestrowano 44 zatrucia dopalaczami.

Od 1 lipca, zgodnie z ustawą o przeciwdziałaniu narkomanii, 114 dopalaczy zostało przekwalifikowanych i stało się narkotykami. Dzięki zmienionej ustawie nowe środki - w tym Mocarz, którymi odurzają się ludzie, zakwalifikowano jako narkotyki. To powoduje, że nie tylko samo wprowadzanie do obrotu (jak to było dotychczas), ale także posiadanie, wytwarzanie takich specyfików jest karalne.

Jak przyznają nieoficjalnie w rozmowie z PAP policjanci, duża liczba zatruć "Mocarzem", może być efektem tego, że osoby zajmujące się jego produkcją i dystrybucją, przed wejściem w życie nowych przepisów, próbowały wysprzedawać zgromadzone zapasy. W mediach pojawiały się też nazwy innych specyfików - "Siłacz", "Czeszący grzebień" i "Konkret", według policji równie groźnych jak "Mocarz".

Policjanci przyznają, że dopalacza są na polskim rynku z rok na rok coraz popularniejsze. Sprzedawane są m.in. poprzez sklepy internetowe zakładane na zagranicznych serwerach - przykładowo na Bachamach czy Kajmanach. Działają one tydzień, dwa i znikają z sieci. Dodatkowym problemem jest też to, że po wciągnięciu danej substancji na listę substancji niedozwolonych, przestępcy zmieniają jej skład; często nieznacznie. Nowa substancja jest sprzedawana już pod inną nazwą.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje