Reklama

Reklama

Usnarz Górny. Mieszkańcy: Zaczęło się miesiąc temu

Od miesiąca widzimy coraz więcej uchodźców - mówią mieszkańcy Usnarza Górnego i pobliskich Krynek, miejscowości leżących przy polsko-białoruskiej granicy. Według fundacji Ocalenie na miejscu pozostało 10 z 32 osób koczujących tam od 14 dni.

- Zaczęło się tak z miesiąc temu. Co chwile ktoś opowiada, że widział jakichś imigrantów. Wcześniej tak nie było. Może jacyś pojedynczy ludzie, co to ich zaraz straż graniczna wyłapała - mówi mieszkaniec Krynek. Ten starszy mężczyzna chce pozostać anonimowy, tak jak i inni rozmówcy.

"Przyjeżdżają samochody na niemieckich numerach"

Wskazuje na pole kukurydzy na obrzeżach miasta. - Panie, tam co i rusz można znaleźć plecaki, torby, a nawet jakieś stare kurtki. Siedzą tam do wieczora i czekają. Potem podjeżdżają po nich jacyś ludzie samochodami na niemieckich numerach - opowiada.

Inny relacjonuje, że będąc na grzybach spotkał dwóch młodych mężczyzn o śniadej karnacji i ciemnych włosach. - Byli spokojni, z tego, co zrozumiałem, bo pokazywali, że chcą jeść. Ja jednak nie miałem nic do jedzenia, to sobie poszli - mówi. 

Reklama

Rolnik z Usnarza Górnego również opowiada, że przed kilkunastoma dniami kilka kilometrów za wsią "siedziała" grupa cudzoziemców. W jego ocenie byli to nielegalni imigranci. - Nie wiem, co się później z nimi stało. Pewnie ich pogranicznicy zgarnęli - snuje przypuszczenia.

Koczują na granicy już 14 dni 

Straż Graniczna podała w niedzielę, że ponad połowa z 32 cudzoziemców koczujących na wysokości miejscowości Usnarz Górny opuściła ten teren. Z kolei Fundacja Ocalenie poinformowała Polsat News, że na miejscu pozostało 10 osób.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje