Reklama

Reklama

Umorzono śledztwo ws. ujawnienia nagrań z Wiplerem

​Prokuratura Okręgowa w Płocku (Mazowieckie) umorzyła śledztwo, dotyczące ujawnienia w mediach nagrań monitoringu wideo z fragmentami zajścia przed klubem nocnym w Warszawie w październiku 2013 r. z udziałem ówczesnego posła Przemysława Wiplera i policjantów.

Powodem umorzenia postępowania, które prowadzono po opublikowaniu w listopadzie 2014 r. przez "Fakt" i "Super Express" materiałów objętych tajemnicą innego śledztwa, jest znikoma społeczna szkodliwość czynów - poinformowała w piątek PAP rzeczniczka płockiej prokuratury Iwona Śmigielska-Kowalska. Postanowienie to jest prawomocne.

Reklama

Prowadzone od grudnia 2014 r. przez Prokuraturę Okręgową w Płocku śledztwo dotyczyło naruszenia tajemnicy postępowania przygotowawczego poprzez ujawnienie bez zezwolenia nagrań z monitoringu wideo ukazujących fragment zajścia z udziałem Wiplera i policjantów przed jednym ze stołecznych klubów nocnych.

Nagrania te były częścią materiału dowodowego ze śledztwa Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście Północ, która postawiła Wiplerowi dwa zarzuty: "zmuszania przemocą funkcjonariuszy policji do zaniechania prawnej czynności służbowej, przy naruszeniu ich nietykalności cielesnej" oraz "znieważenia dwojga funkcjonariuszy słowami powszechnie uznawanymi za obelżywe podczas i w związku z pełnieniem przez nich obowiązków służbowych".

Sprawa ujawnienia przez "Super Express" i "Fakt" nagrań z zajścia między Wiplerem a policjantami została skierowana do płockiej Prokuratury Okręgowej przez Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie w celu uniknięcia zarzutu braku obiektywizmu. Stało się tak na wniosek stołecznej Prokuratury Okręgowej. Za ujawnienie materiału dowodowego bez zgody prokuratora prowadzącego śledztwo grozi grzywna, kara ograniczenia wolności lub jej pozbawienia do 2 lat.

Jak wyjaśniła rzeczniczka płockiej Prokuratury Okręgowej, w trakcie śledztwa zostali przesłuchani w charakterze świadków autorzy i wydawcy publikacji "Faktu" i "Super Ekspresu", którzy, powołując się na tajemnicę dziennikarską, uchylili się od odpowiedzi na pytania, dotyczące okoliczności powstania artykułów. Z tych samych powodów, tajemnicy dziennikarskiej, nie ujawnili również źródła pozyskania nagrań wideo.

"Dziennikarze, wyjaśniając motywy publikacji materiałów, przyznali, że chodziło im o to, by w całej sprawie zajścia, wobec sprzecznych relacji obu stron zdarzenia, opinia publiczna sama wyrobiła sobie zdanie na temat jego przebiegu" - dodała Śmigielska-Kowalska.

Zaznaczyła jednocześnie, że według prokuratora prowadzącego śledztwo w sprawie publikacji nagrań wideo z zajścia między Wiplerem a policjantami, dziennikarze dopuścili się czynu zabronionego, rozpowszechniając bez zezwolenia materiały ze śledztwa zanim dowody te ujawnił sąd, jednak przyjął on, iż autorzy artykułów "nie naruszyli istotnych wartości społecznych w stopniu wyższym niż znikome".

"Wydając postanowienie o umorzeniu śledztwa, prokurator uwzględnił również, że materiały zostały ujawnione rzeczywiście przed postępowaniem sądowym, nie mniej ukazały się one po upływie kilku miesięcy od zakończenia dochodzenia. Tym samym ich publikacja nie godziła już w prawidłowy dalszy przebieg postępowania" - wyjaśniła Śmigielska-Kowalska.

Dodała, że w przypadku, gdy pokrzywdzonym jest wymiar sprawiedliwości, decyzja o umorzeniu śledztwa - jak sprawie publikacji nagrań wideo z zajścia między Wiplerem a policjantami - z chwilą podpisania staje się prawomocna.

W maju przed Sądem Rejonowym Warszawa-Śródmieście rozpoczął się proces Przemysława Wiplera, który wcześniej zrzekł się immunitetu poselskiego, oskarżonego o naruszenie nietykalności i znieważenie policjantów w związku z incydentem przed warszawskim klubem nocnym w październiku 2013 r. Za czyn ten grozi do 3 lat pozbawienia wolności. Wipler nie przyznaje się do zarzutów.

Podczas ostatnich wyborów parlamentarnych Wipler otwierał listę kandydatów partii KORWiN do Sejmu w okręgu katowickim. Jego ugrupowanie z wynikiem 4, 76 proc. w skali kraju, nie przekroczyło wymaganego 5 proc. progu wyborczego, i nie uczestniczyło w podziale mandatów poselskich. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy