Reklama

Reklama

​TVP przegrała proces z prezydentem Opola

Sąd Okręgowy w Opolu oddalił w czwartek powództwo Telewizji Polskiej S.A. w Warszawie o ochronę dóbr osobistych przeciwko prezydentowi Opola Arkadiuszowi Wiśniewskiemu.

Sprawa dotyczyła materiału filmowego na stronie portalu społecznościowego, który zamieścił prezydent Opola po serii materiałów wyemitowanych przez opolski oddział TVP. W materiale tym stwierdzono m.in.: "Szanowni państwo, tego nie zobaczycie w TVP. Pamiętacie awanturę festiwalową, pamiętacie jak stanąłem po stronie Opola, jak krytykował mnie prezes Kurski i cała telewizja publiczna? Dzisiaj przychodzi mi za to zapłacić cenę. Telewizja regionalna, w sposób niewybredny, coraz mocniej, kłamstwami, obelgami atakuje moją osobę" - napisał Wiśniewski.

Naruszenie dóbr osobistych?

Reklama

Sprawę o naruszenie dóbr osobistych przeciwko prezydentowi Wiśniewskiemu skierowała do sądu TVP S.A. w Warszawie, która uznała materiał za naruszenie jej dóbr osobistych i domagała się od prezydenta Opola przeprosin oraz zapłaty określonej sumy pieniężnej.

"Oceniając tę wypowiedź, sąd musiał uwzględnić fakt, że ta wypowiedź na portalu społecznościowym nastąpiła w pewnym kontekście i była konsekwencją kilku materiałów opublikowanych przez Telewizję Polską w programie informacyjnym emitowanym przez TVP3 Opole. Sąd nie ma wątpliwości, że ta pewna eskalacja wypowiedzi między oddziałem regionalnym TVP3 Opole a prezydentem miasta nastąpiła po perturbacjach z festiwalem opolskim (tj. w 2017 roku - przyp. red.), co jest okolicznością powszechnie znaną" - wyjaśniał w uzasadnieniu wyroku sędzia Andrzej Jabłoński.

Uzasadnienie sądu

Przy ocenie postępowania obydwu stron sąd wziął pod uwagę przepisy kodeksu cywilnego, artykuł 54 konstytucji i artykuł 10 Europejskiej konwencji praw człowieka.

"Strona pozwana, czyli prezydent Opola tłumaczył, że jego wypowiedź padła w ramach debaty publicznej i mieści się w granicach wolności wypowiedzi. W istocie artykuł 54 konstytucji taką możliwość daje. W tej sprawie sąd chciał oprzeć na wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 18 lipca 2007 roku w sprawie 'Sanocki przeciwko Polsce', gdzie spór dotyczył linii polityk oraz media. W ślad tego wyroku sąd chciałby podkreślić, że wolność debaty, wolność wypowiedzi mieści się w samym centrum pojęcia społeczeństwa demokratycznego, jest esencją demokracji, o którą należy dbać" - podkreślił sędzia.

Jako oczywisty sąd uznał fakt, że polityk powinien mieć "grubszą skórę" i być przygotowanym na krytykę i kontrolę ze strony mediów. Jednocześnie zaznaczył, że takie działania dziennikarzy muszą być czytelne i odpowiadać pojęciu rzetelności dziennikarskiej.

"Jak wskazuje Europejski Trybunał Praw Człowieka, należy wprowadzić równowagę między przywilejami dziennikarzy, którzy mają prawo do oceniania i krytykowania władzy, a z drugiej strony należy przyznać prawo politykom do stosownej odpowiedzi. Skoro swoboda dziennikarza zawiera możliwość stosowania pewnej dozy przesady, a nawet prowokacji, polityk, który odpowiada dziennikarzom na krytykę skierowaną pod jego adresem, powinien mieć możliwość odpowiedzi według tych samych zasad. Oznacza to, że o ile dziennikarze mają prawo do używania pewnych figur retorycznych, czy pewnej przesady w ramach swoich obowiązków, to jednak powinni się liczyć z tym, że politycy będą mieli możliwość adekwatnej odpowiedzi na czynione im zarzuty" - uznał sąd.

"Kłamstwa" i "pomówienia"

Sąd przyznał, że w materiale będącym przedmiotem procesu padły mocne stwierdzenia w rodzaju "kłamstwa" i "pomówienia", to zdaniem sądu można to uznać jako odpowiedź na kilka - jak to określił sąd - "mocnych materiałów" wyemitowanych przez TVP w Opolu w październiku 2017 roku, gdzie zarzucono władzom Opola, że "wybory do opolskich rad dzielnic przypominają wybory na Białorusi", czy materiał z 6 listopada 2017 roku, gdzie w ocenie sądu zarzucono prezydentowi miasta wydatkowanie środków publicznych na kampanię wyborczą, choć takiej kampanii wyborczej jeszcze nie ogłoszono. Zdaniem sądu, informacja ta była oceną, a nie stwierdzeniem faktu o charakterze prawnym i mogła wprowadzać w błąd widzów.

Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, sąd uznał słowa prezydenta Wiśniewskiego zamieszczone w jego materiale za "mieszczące się w ramach swobody wypowiedzi i debaty publicznej, która się toczy w demokratycznym państwie prawa" - uznał sąd. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje